Reklama

Reklama

Dorota Sumińska: Nie kupujmy zwierząt, aby siedziały w klatkach

Opublikowano: 12 maja 2017 17:39
Autor:

Dorota Sumińska: Nie kupujmy zwierząt, aby siedziały w klatkach - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Jest weterynarzem, autorką książek, podróżniczką i przede wszystkim kobietą, która kocha zwierzęta, o których opowiada w radiu w audycji "Wierzę w Zwierzę". Dorota Sumińska w czwartek odpowiadała na pytania płocczan w Książnicy Płockiej.

Reklama

Jest weterynarzem, autorką książek, podróżniczką i przede wszystkim kobietą, która kocha zwierzęta, potrafi je sobie zjednać. Opowiada  o nich w radiu w audycji "Wierzę w Zwierzę". Dorota Sumińska w czwartek odpowiadała na pytania płocczan w Książnicy Płockiej. 

Spotkanie z Dorotą Sumińską w Książnicy Płockiej było nietypowe z dwóch względów, w sali kolumnowej przebywał grzeczny terier, natomiast autorka „Balią przez Amazonkę” po prostu płynnie przechodziła z jednej historii do drugiej, dopiero po upływie połowy spotkania zaczęły się pierwsze, z początku zadawane z pewną dozą nieśmiałości, pytania z sali. Zachwycała się Kolumbijczykami, ich otwartością, podejściem do życia. - Ich świat jest bardzo gorący i kolorowy, może dlatego są tak pogodni - sądziła. Przy okazji wyprawy przekonała się, że są społeczeństwa, w których wyższą pozycję od mężczyzn zajmują kobiety. 

Z jej opowieści z amazońskiej dżungli wyłaniała się niszczycielska działalność człowieka opanowanego rządzą zysku, który szuka ropy naftowej, a zwierzęta niewoli lub zabija dla skór. Przykładem były małpy, wełniaki, mieszkające w tropikalnych lasach deszczowych Ameryki Południowej. Za często zabijano je dla futra, rynek zbytu był w Stanach Zjednoczonych. - Do mieszkańców w końcu jednak zaczęło docierać, że sami sobie szkodzą.

Opisywała kajmany. - Są mniej agresywne od swoich kuzynów, krokodyli, chociaż jak coś im wejdzie do paszczy, to sobie nie odmówią – śmiała się Sumińska. Niestety, także ich skóra stała się towarem. W dodatku Indianie czyhają na chwilę nieuwagi matki, która złożyła jaja. - Podkradną kilka, aby później czerpać zyski z pokazywania turystom, jak wygląda mały biały bądź czarny kajman już po urodzeniu. Kiedy dorosną i mogą stać się niebezpieczne, wypuszczają wszystkie na wolność. Paradoksalnie, dzięki temu ich populacja powolutku znów się powiększa.

Dorota Sumińska już będąc małą dziewczynką w domu rodzinnym miała styczność ze zwierzętami. Aby dostać się pod jej dach, w trzech przypadkach nie potrafi odmówić: to starość, choroba lub kalectwo. Ma już całą gromadkę 10 kotów i 10 psów. - W zasadzie to marzę o tym, aby mieć tylko jednego kota i jednego psa, wtedy każdemu mogłabym poświęcić więcej uwagi. W Polsce żyje niemal 40 mln ludzi. Gdyby tak jednego dnia większość udała się do schroniska i zabrała przynajmniej jednego zwierzaka, schroniska stałyby się niepotrzebne. Bardzo bym chciała, aby tak się stało i stale namawiam do adopcji, chociaż mojego pułapu jeszcze nikt nie osiągnął – uśmiechnęła się. - Średnią wieku moich pupili psuje Kwiatek, który jest młodym psem. Ktoś go wyrzucił. Jest tak słodki, że znalezienie mu nowego domu wydawało się prostym zadaniem, ale wszystkich zaczarował. Ożywiają się w jego towarzystwie nawet te najstarsze psy. Mam takiego, którego nikt nie chciał. Przebywał w schronisku 14 lat! Klusia to prześmieszna suczka i kompletnie niekłopotliwa. O takim psie każdy może marzyć. Miała pogruchotaną żuchwę, może z powodu wypadku. Jest siwa, ale jaka sprawna. Z kolei 18-letni Kajtuś nic nie słyszy, ale wzrok ma świetny i zachowuje się, jakby miał raptem dwa lata. Bardzo dużo szczeka. Karunio, zabrany ze schroniska w Zgierzu, z radości...śpiewa, wówczas bywa strasznie głośny. Chodzi tylko w prawą stronę. Dziadzię zabrałem ze schroniska na Paluchu, nosi pieluszkę, bo nie trzyma moczu. Musiał być katowany. Jak tylko ktoś próbował go dotknąć, to od razu gryzł. Często się wywraca. Z Karuniem strasznie się nienawidzą. Jak już na siebie trafią, to zaraz rzucają się na siebie. A tedy oba staruszki się wywracają. Można się uśmiać z nich czasami do łez.

Zabiera koty i psy, które nie miałyby już żadnych szans. - Staram się, aby żaden z nich nie umarł niechciany. Obserwuję, jak się zachowują, jakby wstąpiła w nich nowa energia. Pomoc nie jest żadnym wyrzeczeniem. Przeciwnie, daje siłę do życia. Dlatego zachęcam do adopcji i pomocy.

Nie miała na myśli wyłącznie zwierząt, odnosiła się także do podania pomocnej dłoni drugiemu człowiekowi. Wspomniała Marinę Hulię, która pomagała czeczeńskim matkom z dziećmi. - Spali na dworcu w Brześciu. Marina zorganizowała dla nich szkołę i wspiera ich, aby ułożyli sobie życie. 

- Każdy chciałby mieć taką zaczarowaną zapałkę, którą wystarczyłoby złamać, aby spełniło się życzenie – twierdził nasz gość. - Dla tych, którym pomagamy, dla takiego Karunia i Dziadzi, stajemy się kimś niebywale ważnym w ich życiu. W naszej kulturze śmierć przedstawia się jako strasznego kościotrupa z kosą, ja jednak wierzę, że na tym świcie życie się nie kończy. W śmierci nie ma nic strasznego, chyba że jest wynikiem tragedii, przemocy lub cierpienia. Owszem, może być straszna dla kogoś, kto został i traci osobę, bez której nie potrafi żyć. Wierzę, że ci, którzy umarli, odpoczywają sobie, a ci, którzy zostali, muszą dalej działać.

Często pytają ją, w jaki sposób wprowadzić nowe zwierzę do domu. - Odpowiadam, że to bardzo proste, przez drzwi – odparła. Zaleca, aby nie trzymać w domu tylko jednego zwierzaka. - Bo ile czasu potrzeba do poznania nawet największego mieszkania? - pytała retorycznie. - A kiedy zwierzę ma towarzysza, przynajmniej w ich życiu coś się dzieje. Byłoby źle, gdyby jedno drugiemu próbowało wyrządzić krzywdę.

Prosiła, aby mimo wszystko dokarmiać głodne zwierzęta, tylko czynić to „mądrze, z głową”. Przestrzegała również przed karmieniem swoich psich pupili przetworzoną żywnością. - Dla moich psów najważniejszym momentem dnia jest karmienie. Daje im mięso, jajka, biały ser, kupuję warzywa, głównie marchew i buraki. Jedyny suplement, jakiego używam, to miłość. W trakcie karmienia panuje potworny harmider, ale jak już dostaną swoją pełną miskę, panuje totalna cisza. Z kotami jest nieco inaczej niż z psami. Im można dawać suchą karmę, tylko nie tę ulubioną. Lepiej zwykłą, aby kot nie jadły z nudów lub z łakomstwa.

Był też apel do właścicieli: - Nie zamykajcie zwierząt w klatkach. Nie róbcie im tego, bo co to za miłość?  

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (3)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.