Przełom roku to nie tylko Święta Bożego Narodzenia, Sylwester i Święto Trzech Króli. To także dla wielu wiernych okres wizyt duszpasterskich. W grudniu, styczniu i lutym w wielu parafiach ksiądz chodzi po kolędzie – odwiedza swoich parafian, rozmawia z nimi i błogosławi domy.
Jak ważna to chwila dla kapłana i wiernego? Jak się do wizyty duszpasterskiej przygotować? O tym rozmawiamy z ks. Marianem Chaleckim, salezjaninem.
PortalPłock: We wszystkich parafiach diecezji płockiej trwa okres kolęd. Kapłani – jak co roku – pukają od drzwi do drzwi w ramach wizyty duszpasterskiej. Co ona ma na celu?
Ks. Marian Chalecki: Najpierw może wyjdę od tego, że jak byłem małym dzieckiem, to bałem się księdza. [ŚMIECH]
PP: To ciekawie się ta droga poukładała!
MC: No tak jakoś wyszło. [ŚMIECH] Ale ten strach wynikał z czegoś innego. Kolęda u mnie w domu to był cały wachlarz przygotowań: sprzątanie, napięcie, tego już nie wolno było ruszać, tamtego dotykać, bo zaraz ksiądz przyjdzie. To oczekiwanie było większe niż na Świętego Mikołaja. Słyszałem tylko, że się zbliża, że jest dom obok… Pamiętam, że ksiądz chodził w takim kożuchu. To było niesamowite wydarzenie!
PP: To może była to ekscytacja, a nie strach?
MC: To było czekanie i zastanawianie się: „Boże, o co będzie mnie pytał? Czy będzie sprawdzał zeszyty?”. Dziś wiem, że bezsensownie się bałem, bo ci księża zawsze byli przyjaźni, bardzo sympatyczni i mili. Teraz już wiem, że byli po prostu zabiegani, zalatani po drodze, po mieście.
PP: Dziś sam ksiądz chodzi po kolędzie, ale nie straszy dzieci?
MC: Nie, raczej nie straszę. Z racji brody wyglądam raczej jak Mikołaj!
PP: Jak taka kolęda powinna wyglądać? Jaka powinna być?
MC: Myślę, że łatwiej powiedzieć, czym kolęda nie powinna być. Na pewno nie powinna być kontrolą parafialną. Niektórzy uważają, że ksiądz przychodzi coś odhaczyć, zapisać. Trzeba powiedzieć wprost: kolęda to nie jest wizyta z obowiązku. To przede wszystkim spotkanie ludzi, którzy idą tą samą drogą wiary. Oczywiście każdy z nas ma inne tempo, inne doświadczenia. Ksiądz nie przychodzi sprawdzać ani egzaminować, ale pobłogosławić dom. Powinien wysłuchać i zobaczyć człowieka w jego codzienności.
PP: Jak wierny powinien się przygotować? Pytam zarówno o sferę duchową, jak i materialną.
MC: Trudno się do tego specjalnie przygotować. Oczywiście miło wchodzi się do domu, gdzie gospodarz jest uśmiechnięty i gotowy na wizytę. Cenne jest, jeśli poza krzyżem i wodą święconą ktoś ustawi Pismo Święte, ikonę czy obraz. Ale dla nas to jeden z niewielu momentów, kiedy możemy zobaczyć, jak naprawdę toczy się życie naszych wiernych. Wchodzisz – czuć obiadem, w pokoju dziecięcym wszędzie leżą klocki… Takie naturalne życie.
PP: Bywają jednak też trudne momenty.
MC: Bo takie jest życie. Zdarza się choroba. Czasem w jednym pokoju się modlimy, a w drugim leży babcia albo inny chory członek rodziny, który prosi o modlitwę. Ksiądz musi wtedy znaleźć czas, by podejść.
PP: Kolęda jest ważna dla wiernego, a dla księdza?
MC: Też, bo przypomina, że Kościół nie żyje tylko w murach świątyni. Kościół żyje tam, gdzie żyją ludzie. Zdarzają się piękne kolędy, kiedy ktoś mówi: „Jezu, księże, myślałam, że to będzie za tydzień albo dwa”. Albo próbuje zniechęcić mnie bałaganem w domu. Wtedy przypominam, że Jezus wchodził w jeszcze większe „bałagany” – w ludzkie życie – i razem można je porządkować. Najważniejsze jest otwarte serce, gotowe zaprosić kapłana do siebie.
PP: Z perspektywy kapłana Stanisławówki – jednej z największych parafii w mieście – płocczanie chętnie zgadzają się na wizyty duszpasterskie?
MC: Tak. Miasta mają opinię, że tu jest inaczej, że ludzie są bardziej zdystansowani, „wyzwoleni”. A mimo to chętnie zgadzają się na kolędę. Oczywiście zdarzają się mieszkania, gdzie drzwi pozostają zamknięte, ale ufam, że to z powodu nieobecności lokatorów.
PP: Miał ksiądz kiedyś co do tego wątpliwości?
MC: Oczywiście! Niektórzy, słysząc, że jest kolęda, rzeczywiście się zamykają i czekają, aż ksiądz pójdzie. Miałem sytuacje, że pukałem do drzwi, słyszałem ruch, zamieszanie i panikę… aż w końcu: „Poczekajmy, zaraz sobie pójdzie”. [ŚMIECH]
PP: Co wtedy myśli sobie kapłan?
MC: Jeśli ktoś sobie nie życzy, to ja nie jestem komornikiem z nakazem sądowym. Rozumiem, że ktoś nie może przyjąć kolędy, nie ma humoru albo trwa remont. Choć ja lubię wchodzić w remont – jak się go pobłogosławi, to robota szybciej idzie! [ŚMIECH] Nie spotkałem się natomiast z wieloma sytuacjami otwartej odmowy wynikającej ze światopoglądu. W Płocku chodzi się po kolędzie naprawdę bardzo dobrze.
PP: To może złotym środkiem byłaby kolęda na zaproszenie? Część parafii w Płocku właśnie tak ją organizuje.
MC: Ja wolę chodzić do wszystkich. Są ludzie, którzy w swoim ubóstwie, wstydzie czy trudnej sytuacji życiowej nigdy księdza nie zaproszą. A ksiądz zrozumie i biedę, i alkoholizm w rodzinie, i smutek, i dramat. Nie trzeba się wybielać. Kolęda ma jeszcze jedną wartość – w świecie, który ciągle pędzi, daje chwilę zatrzymania. Przypomina, że wiara jest relacją z Bogiem i z drugim człowiekiem. I o tym nie zapominajmy.
Komentarze (0)