Reklama

Reklama

Radosław Sobolewski: - Sportową złość można pokazać tylko w jeden sposób - większą harówką [WYWIAD]

Opublikowano: śr, 27 sty 2021 16:58
Autor: | Zdjęcie: Tomasz Miecznik

Radosław Sobolewski: - Sportową złość można pokazać tylko w jeden sposób - większą harówką [WYWIAD] - Zdjęcie główne

foto Tomasz Miecznik

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Sport Pod koniec roku posada Radosława Sobolewskiego była zagrożona, ale zespół wygrał dwa ostatnie mecze i temat zwolnienia szybko stał się nieaktualny. O nieudanym eksperymencie z ustawieniem 1-3-5-2, przepisu o młodzieżowcu, okresie przygotowawczym i najbliższych meczach rozmawialiśmy z Radosławem Sobolewskim

Reklama

Trwa pandemia, nie do końca było wiadomo co będzie z podróżami. Z różnych względów zespół trenował w Polsce, w Siedlcach. Jak pan ocenia obóz przygotowawczy? Warunki były ekstremalne, a mecze sparingowe odbywały się na zaśnieżonym, zmrożonym boisku. Trudno w nich szukać odpowiedzi na niektóre pytania.

Radosław Sobolewski: Okres był bardzo krótki, bardzo intensywny i w bardzo trudnych warunkach. Moim zdaniem to czasami pozytywne, żeby piłkarz przeszedł szkołę życia, trenował w trudniejszych warunkach. Wtedy bardziej docenia się komfortowe warunki, które się ma na co dzień. Warunki w Siedlcach na pewno były srogie, ale w takich warunkach kształtuje się charakter. Czasami jest to potrzebne sportowcowi. Zdystansować się od codziennych warunków.

Wykorzystaliśmy ten okres maksymalnie. Mieliśmy dwa mecze kontrolne w ekstremalnych warunkach. Podczas tych meczów chodziło o pracę fizyczną, bo trudno było o grę w piłkę. Przygotowania ciężkie, ale myślę, że na początku ligi będziemy się dobrze czuć.

Ostatnie zimy były dość łagodne i kilka miesięcy temu, kiedy zapadała decyzja o wyborze miejsca na zimowy obóz, trudno było przewidzieć taki atak zimy. Czy patrzy pan teraz przez ramię i nie zazdrości klubom, które trenowały w komfortowych warunkach termicznych i na dobrych murawach? Z drugiej strony ligę gramy na przełomie stycznia/lutego i nie wiemy jakie będą warunki. Zespół trenował w takich warunkach, w jakich będzie grał.

Dokładnie. Nie wiemy jakie warunki nas zastaną na starcie ligi. Trenowanie w podobnych warunkach może sprzyjać. Zacznijmy jednak od tego, że ja nikomu nie zazdroszczę, że miał takie czy inne warunki. W listopadzie podjęliśmy świadomą decyzję, że zostajemy w kraju, choć oczywiście nie mogliśmy przewidzieć, że będziemy trenować przy -20 stopniach Celsjusza. Chcieliśmy ograniczyć ryzyko komplikacji w przypadku zakażeń koronawirusem. Byliśmy tuż po kryzysie, a wiadomo - pobyt na lotnisku, przelot, przejazd. Wiązałoby się z ryzykiem kolejnych zakażeń. To był jeden z argumentów za pozostaniem w kraju. Temperatura nam nie sprzyjała, ale może ten hart ducha pomoże nam w najbliższych miesiącach.

fot. Wisła Płock S.A.

Domyślaliśmy się, że zimą nie będzie transferowej ofensywy. Do zespołu dołączyło dwóch nowych zawodników.

Taki był plan, że będzie ewolucja. Mamy długofalowy pomysł na drużynę. Latem było dużo zmian, przebudowa zespołu. Zbudowaliśmy trzon zespołu, do którego możemy dokładać człony. Straciliśmy indywidualność jaką, był Dominik Furman, ale zyskaliśmy jako zespół. Jesteśmy mocniejsi jako kolektyw.

Zimą chcieliśmy dokładać lepsze elementy. Tak wygląda nasza strategia budowy zespołu.

Nikt w Polsce nie ogląda Ligue 2. Co może pan powiedzieć o Luce Susnijarze? W kompilacji na YouTubie widać szybkość, odejście, niezłe wykończenie.

Tym się właśnie kierowaliśmy. Luka ma świetne warunki fizyczne, szybkość, intensywność grania, która jest potrzebna w lidze francuskiej. Nasz zespół pod tym względem idzie w dobrym kierunku i Luka może tę intensywność podtrzymać, a nawet wznieść nas na wyższy poziom. Poza tym jest lewonożnym skrzydłowym, a tego nam brakowało. Liczę na dośrodkowanie, wykończenie akcji, a zwłaszcza atakowanie przestrzeni za plecami obrońców przeciwnika. Tym właśnie nas przekonał.

Młody Kacper Rogoziński był z zespołem na obozie przygotowawczym. Podjął pan już decyzję co dalej z 19-latkiem?

Na tę chwilę trenuje z I zespołem, ale czy się utrzyma zależy tylko od niego. Rywalizuje na pozycji skrzydłowego z innymi młodzieżowcami - Dawidem Kocyłą i Piotrem Pyrdołem. W grze wewnętrznej z II zespołem zaprezentował się bardzo pozytywnie i dlatego biorę go pod uwagę w I zespole.

Rafał Wolski co prawda dołączył do zespołu rok temu, ale do tej pory nie zadebiutował. Co możemy powiedzieć o jego zdrowiu? Jest szansa, że zagra w tej rundzie?

Jest coraz lepiej. Rafał Wolski zaczął trening z I zespołem. Ograniczamy jego kontakt fizyczny w grach, ale całą resztę ćwiczeń wykonuje z zespołem. Liczę na to, że będę miał okazję dać mu szansę do gry, przynajmniej parę minut, żeby zakończył okres rekonwalescencji. Widzę jak ciężko haruje, więc chciałbym mu to ofiarować.

Wiem, że nie lubi pan rozmawiać o personaliach, ale zapytam o jeszcze jedno nazwisko. Wiadomo, że Filip Lesniak nie miał zastąpić Dominika Furmana 1 do 1, ale na początku wydawało się, że jest speszony. Wiele piłek odgrywał do boku lub do tyłu, większe walory ofensywne pokazał dopiero pod koniec. Jakby pan ocenił jego rundę?

Jestem zadowolony, że udało się ściągnąć takiego zawodnika. Oczywiście można dyskutować, czy od razu pokazał wszystko co potrafi. Niektórzy zawodnicy potrzebują mniej, inni więcej czasu na aklimatyzację. Końcówka rundy Filipa czy Dusana Lagatora pokazała, jakim potencjałem dysponują i ile mogą dać Wiśle Płock. Cieszę się, że w końcówce to udowodnili i liczę, że teraz będą to kontynuowali.

Filip Lesniak jest zupełnie innym zawodnikiem niż Dominik Furman. Dominik był indywidualnością, Filip robi wszystko dla dobra zespołu. Oczywiście, straciliśmy indywidualność, ale rozwinęliśmy się jako zespół. Mamy grupę ludzi, która zmierza w tym samym kierunku. Dominik Furman w poprzednim sezonie wykonał 23 dokładne kluczowe podania, drugi Mateusz Szwoch miał ich 9. To przepaść. Mimo to w minionej rundzie średnia liczba dokładnych podań kluczowych w meczu nam nie spadła. Bez wątpienia zawodnikiem, który wziął więcej na siebie, jest Mateusz Szwoch.

Czy zgadza się pan ze stwierdzeniem, że Wisła Płock gra najnudniejszy futbol w lidze?

To są opinie i nie mam na nie wpływu. Ja uważam, że nie, ale ktoś może mieć inną opinię.

Zakładając, że nie jest pan szkoleniowcem Wisły i nie robi tego z obowiązku. Czy oglądając mecz Wisły Płock w telewizji nie przełączyłby pan na inne spotkanie?

Jako kibic Wisły Płock na pewno nie. Nie, nie przyłączyłbym.

Wielu kibiców wskazuje, że oglądanie spotkań sprawia im coraz mniejszą radość. Dużo jest gry defensywnej, walki w środku pola, wyczekiwania na stały fragment gry. Gra ofensywna nie do końca się klei. Kibice chcą oglądać bramki, na grę defensywną patrzą koneserzy.

Porównajmy grę ofensywną z poprzedniego sezonu i tego. W tamtym sezonie bardzo słabo wyglądało przejście na połowę przeciwnika, wejście w ostatnią tercję, wejścia w pole karne rywala. Najsłabiej w lidze, 16. miejsce.

Biorąc pod uwagę te same aspekty - przejście na połowę przeciwnika 6. miejsce w lidze, przejście do ostatniej tercji 8. miejsce, wejście w pole karne przeciwnika 8. miejsce. To są wymierne wskaźniki obrazujące nasz atak. Robimy progres, jeśli chodzi o atakowanie, ale musimy to przekuwać w większe konkrety. Stwarzamy zbyt mało okazji, ale jakościowo są one o wiele lepsze [na podstawie wskaźnika xG – przyp. autora] niż w poprzednim sezonie. Rok temu nasze sytuacje jakościowo były najsłabsze w lidze. Teraz pod tym względem zajmujemy 9. miejsce. Większość ważnych wskaźników ataku się poprawiła. Idziemy w dobrym kierunku, ale by ten progres był widoczny oraz doceniony musimy być bardziej bezwzględni w polu karnym przeciwnika.  

Chce pan powiedzieć, że bliżej pola karnego brakuje dokładności i pomysłu.

Wolałbym, żeby pan powiedział, że pomysł jest, ale brakuje dokładności (śmiech). Tak, myślę że to się zbiega. Musimy bardzo mocno pracować nad finalizacją akcji. I cały czas nad tym pracujemy.

Cały czas robimy progres. Rok temu staliśmy w obronie średniej, teraz gramy o wiele wyżej. Tego może nie widać w punktach, ale w punktach spodziewanych, tzw. expected points, Wisła Płock powinna zajmować 7. miejsce.

Przypuszczam, że gdyby Wisła Płock zajmowała dziś 7. miejsce nie byłoby mowy o zwolnieniu Radosława Sobolewskiego. Czy medialne spekulacje jakoś na pana wpłynęły? Czy czuł pan że stołek na którym siedzi jest tak rozgrzany, że trzeba z niego schodzić?

Zdawałem sobie sprawę, że stołek jest rozgrzany, ale wiedziałem, że tym bardziej trzeba walczyć. Cieszę się, że zespół walczył na całego i był zmobilizowany przed każdym meczem. Nie jest to łatwe, przegrywając jeden, drugi, trzeci mecz, po krytyce z każdej strony, wyjść i pokazywać odpowiedni poziom. Zespół pokonał kolejny kryzys i to jest ważne. Już któryś razem ze sztabem i z chłopakami wyszliśmy z kryzysu. Zaczynałem od kryzysu, później była walka o utrzymanie, w tym sezonie kryzys spowodowany przez chorobę. Wisła Płock jest zespołem, który najwięcej stracił przez pandemię. Dwukrotnie byliśmy w przymusowej izolacji i porównywanie nas do innych zespołów jest nieuzasadnione.

Jaki wpływ na to jak zespół wyglądał jesienią, wpływ miał paraliż letnich przygotowań?

Podkreślam: ja nie szukam tanich wymówek i tłumaczeń. Stwierdzam po prostu fakt. Latem straciliśmy praktycznie połowę okresu przygotowawczego. Naszym pierwszym meczem był Puchar Polski w Tychach. Latem przyszło wielu nowych zawodników, więc tym bardziej potrzebowaliśmy więcej treningu, więcej czasu ze sobą, a zostaliśmy tego pozbawieni. Ruszyliśmy z marszu w tę rundę.

Później, kiedy coś się zazębiało, wypadaliśmy z zespołowego treningu na trzy tygodnie. To niesamowity cios dla całkowicie nowego zespołu. Filip Lesniak czy Dusan Lagator dopiero w końcówce pokazali swój potencjał, bo właśnie wcześniej nie mogliśmy normalnie trenować. Takie przerwy mają ogromny wpływ na tworzący się zespół.

Czy wprowadzenie nowego systemu gry z wahadłami miało prawo się udać w takich warunkach?

A dlaczego mieliśmy zakładać, że nie miało prawa się udać?

Mi jest łatwiej, bo oceniam z perspektywy czasu i dziś można powiedzieć, że nie do końca się udało. Adam Nawałka próbował to wprowadzić w reprezentacji Polski, z dużo lepszymi zawodnikami, i też nie wyszło. Oczywiście ten system oferuje wiele możliwości w ataku i obronie, widzimy jak gra Raków Częstochowa, ale do tego potrzeba treningu.

Trzeba ćwiczyć, ale patrzmy jak wyglądał początek przygotowań. Dziś wiemy, że wypadliśmy na trzy tygodnie w październiku. Ja latem tego nie wiedziałem, a musiałem podjąć decyzję. Gdybym wiedział to co dziś, pewnie bym nie zmieniał systemu.

Czyli liczył pan w lipcu/sierpniu, że zespół “dotrze” nowy system gry początkowymi meczami i w treningu.

Wypadliśmy na tydzień czasu i liczyłem, że nie będzie takich problemów zdrowotnych. Pomyliłem się, życie było w stosunku do nas bardzo brutalne. Byliśmy trzy tygodnie w odosobnieniu.

Po prostu założenie było takie, że system zazębi się po kilku kolejkach, będzie przerwa na reprezentacje, dwa tygodnie treningu i wszystko będzie wyglądało coraz lepiej.

Dokładnie, tak właśnie myślałem. To miał być równorzędny system do tego, w którym gramy najdłużej, czyli 1-4-1-4-1. System z wahadłami miał nam pozwolić na większe manewry podczas meczu, całej rundy. Niestety, nie było czasu pewnych rzeczy przetrenować. Chłopcy lepiej czuli się w klasycznym zestawieniu i po dramatycznej sytuacji wróciłem do systemu który znają. Zaowocowało to w końcówce, gdzie w końcu wygrywaliśmy. Nie da się piłkarza wytrenować, złapać formy, automatyzmów zespołowych i pokazywać pewnych rzeczy na boisku jeśli jako trener nie mam zespołu w treningu. A tak właśnie było w czasie pandemii. Później też był podział na grupy, bo niektórzy przechodzili koronawirusa objawowo, niektórzy przechodzili bezobjawowo. Nie chcieliśmy nadwyrężać organizmów, a później mieliśmy mecze co trzy dni. Im dalej w las, tym wyglądaliśmy lepiej. Mecze z końcówki rundy to pokłosie wcześniejszej pracy. W końcu mogliśmy normalnie pracować. Wygraliśmy na trudnym terenie w Gdańsku, później z Podbeskidziem i chciałbym, żeby takich meczów było jak najwięcej.

Które zwycięstwo w roli trenera Wisły Płock smakowało panu najbardziej?

Każde dobrze smakuje. Uwielbiam wygrywać, chcę wygrywać.

16 meczów do końca sezonu. Wygrywamy wszystko i jesteśmy mistrzem, może wice.

Pan się śmieje, a ja powiem, że mamy 11. miejsce. Opinia jest, że to była słaba runda. Zgadza się?

Tak.

To co będzie, jak Wisła Płock zagra dobrą rundę?

Myślę, że to cienka granica. Patrzę na 7. Jagiellonię, która ma 20 punktów. To byłaby przyzwoita runda.

Tak, ale opinia o nas jest taka, że zagraliśmy słabą rundę. Chciałbym zagrać lepszą rundę od poprzedniej, być może wylądujemy na naprawdę wysokim miejscu. Będę walczył na maksa, żeby wywalczyć jak najwięcej. Założenie przedsezonowe jest takie, żeby wywalczyć lepsze miejsce niż w sezonie 2019/20, ale my chcemy jeszcze więcej. Zrobimy wszystko, żeby zaprezentować się lepiej niż jesienią.

Zakończmy wątek taktyczny. Czy w tej rundzie będziemy grali 4 z tyłu, czy jednak rozważa pan powrót do gry wahadłami?

Mogę zdradzić jedno. Mamy dwa równorzędne systemy 1-4-1-4-1 i 1-5-4-1. W zależności od potrzeb i wymagań danego meczu będziemy korzystać z jednego z nich.

Czy dopuszcza pan możliwość gry dwóch “9”?

Tak, mogliśmy przetrenować to w ostatnim sparingu z Lechią Gdańsk. Na pewno jeśli będziemy musieli gonić wynik odpowiednie będzie wpuszczenie dwóch napastników. Z Lechią przegrywaliśmy 0:2 i graliśmy z dwójką napastników - Airam Cabrera z Mateuszem Lewandowskim, wcześniej grał Patryk Tuszyński z Mateuszem Lewandowskim. Tak, dopuszczam taki wariant.

Chciałbym przejść do rywalizacji młodych zawodników, których w kadrze jest naprawdę sporo. Ktoś rywalizację na pewno przegra i siłą rzeczy będzie niezadowolony.

Przy około 30 zawodnikach w kadrze zawsze będą niezadowoleni. Niektórzy dlatego, że nie są w wyjściowym składzie, inni bo nie łapią się do meczowej dwudziestki, a jeszcze inni dlatego, że przy treningu taktycznym stoją z boku, bo w treningu taktycznym uczestniczy 22 zawodników.

Muszę skupić się na tych zadowolonych, bo oni ciągną ten wózek, oni dają punkty Wiśle Płock. Wszystkich nie zadowolę, to jasne. Jeżeli skupimy się wszystkich, zabraknie czasu na zadowolonych.

Dawid Kocyła na początku rundy będzie zapewne młodzieżowcem nr 1, fot. Tomasz Miecznik/Portal Płock

Nie grający zawodnik powinien być niezadowolony. To kwestia tego jak reaguje.

Swoją sportową złość może pokazać tylko w jeden sposób - jeszcze większą harówką na treningu, jeszcze większą chęcią wykorzystania każdej sytuacji. Żeby wykorzystać 5-10 minut w meczu zawodnik musi być cały czas pod prądem i mocno trenować, by wykorzystać tę okazję. Może to on za chwilę będzie zadowolony, a ktoś inny mniej.

Rozpiętość szatni jest duża, na kontrakcie jest ponad 30 zawodników. Nie za dużo?

Dla mnie optymalne byłoby 26-28 zawodników w I zespole, w tym 4 bramkarzy. Mamy trochę większą liczbę, ale więcej piłkarzy miało nam dać zabezpieczenie w razie zachorowań. Nie pomogło i w najbliższym czasie kadra będzie okrojona. Część zawodników pójdzie np. do drugiego zespołu.

Zdaje się, że nie jest pan fanem przepisu o obowiązkowym młodzieżowcu.

Widzę jego zagrożenia. Jednym z nich jest na pewno to, że młody zawodnik nie uczy się w pełni rywalizacji z wszystkimi zawodnikami z szatni. Zawodnik ze statusem młodzieżowca rywalizuje tylko z innymi młodzieżowcami.

To żadna tajemnica, że Wisła Płock swój budżet może powiększyć tylko poprzez sprzedaż młodych zawodników. Ten cel jest panu przedstawiony przez dyrektora sportowego i prezesa czy to przesłanie samo w sobie, skoro tacy zawodnicy są ściągani?

To bardzo słuszna strategia klubu. Dożyliśmy czasów, gdzie za młodego, utalentowanego, dobrze grającego Polaka można uzyskać naprawdę dużą kwotę. Myślę, że każdy prezes i dyrektor sportowy w Ekstraklasie ma na uwadze promocję młodych zawodników. Bez znaczenia czy przepis jest czy go nie ma. Wiele klubów żyje z wpływów z transferów, a na takim piłkarzu można dużo zarobić.

W kadrze jest też sporo obcokrajowców. Jaką pan wagę przykłada do tego, żeby w szatni mówiło się po polsku?

Bardzo dużą. Wszystkie odprawy są po polsku. Jeden z trenerów tłumaczy, ale ja mówię po polsku. To jedna rzecz.

Większość zawodników chce się uczyć języka polskiego i to mi się bardzo podoba. Torgil Gjertsen próbuje, Filip Lesniak praktycznie wszystko rozumie, choć może ciężko idzie mu formułowanie zdań. To samo jest z Dusanem. Polski jest na pewno obowiązkowy i wiodący.

To bardzo szerokie pytanie, ale… czego możemy się spodziewać po rundzie wiosennej? Jak będziemy grać?

Nastawienie moje, sztabu szkoleniowego i zawodników jest takie, że chcemy prezentować się tak, jak w dwóch ostatnich meczach rundy. Taki jest przekaz. Chciałbym, żeby Wisła Płock w końcu była odbierana pozytywnie. Chcemy grać wyżej, ofensywniej. Zdajemy sobie sprawę, że pewnie nie wszystko wyjdzie, ale taki jest mój zamysł na tę rundę.

 

 

 

 

 

 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (1)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

  • 10 miesięcy temu | ocena +2 / -8

    Tylko ZSL

    Wynalazek łysego w formie te zarzadcy chwilowe tak zmniejszy morale całego zespolu ze cos czuje 3 liga nas wita ... łysy von ! Kruchy wróc!