Sezon piłki ręcznej wkracza w decydującą fazę, a pierwsze rozstrzygnięcia sezonu zapadają w Kaliszu, gdzie od kilku lat rozgrywany jest turniej Final Four Pucharu Polski. Los skojarzył Orlen Wisłę Płock i Industrię Kielce już w półfinale, więc w sobotę z dużą dozą prawdopodobieństwa poznaliśmy zdobywcę trofeum. W drugim meczu zmierzą się Wybrzeże Gdańsk i MKS Kalisz.
Osłabiona Wisła
W Kaliszu trener Xavi Sabate miał spory problem. Hiszpan dość otwarcie, po raz pierwszy od dawna, przyznał za pośrednictwem strony klubowej, że w zespole jest sporo urazów. W protokole meczowym w ogóle nie znaleźli się Przemysław Krajewski, Miha Zarabec i Dawid Dawydzik, a po Leonie Susnji i Zoltanie Szicie widać było oznaki, że nie są w pełni zdrowia. Wisła musiała sobie jednak radzić.
Od pierwszych minut warunki na parkiecie dyktowała Wisła. W zespole mistrzów Polski szybko objawił się lider w postaci Gergo Fazekasa - Węgier niemal każdą piłkę zamieniał w coś pozytywnego dla zespołu, najczęściej po prostu pokonywał Klemena Ferlina czy Adama Morawskiego. W całym spotkaniu uzbierał 8 trafień. Poza tym skutecznie zagrał Melvyn Richardson, choć Francuz pierwszego rzutu z gry nie wykorzystał. Rozgrywający wrócił jednak do skutecznego egzekwowania rzutów karnych, co było bolączką w ostatnich spotkaniach. Z dobrej strony pokazał się też Sergei Kosortov.
Nafciarze konsekwentnie budowali swoją przewagę dzięki dobrej obronie. Podopieczni Talanta Dujszebajewa grali bardzo słabo w ataku, zupełnie wyłączony w pierwszej połowie był Szymon Sićko. Z przebiciem się przez obronę Nafciarzy mieli też inni zawodnicy, a nawet jeśli to zrobili, ostatnią instacją był Torbjorn Bergerud (5 obron w pierwszej połowie). Industria nie potrafiła nawet wykorzystać gry w podwójnej przewadze - co więcej, bramkę w tym czasie zdobył Kiryl Samoila.
Wisła do przerwy prowadziła 16:12.
Dyktat Nafciarzy
Po zmianie stron sytuacja niewiele się zmieniła, choć w zespole Industrii grę na swoje barki starał się brać Alex Dujszebajew. Hiszpan nie był w stanie jednak pociągnąć całego zespołu. Wisła nadal grała bardzo twardo w obronie, a w ataku nie było większych problemów z finalizacją. Co prawda był moment, w którym Kielczanie mieli szansę na bramkę kontaktową, ale popełnili błędy. Nie wykorzystywali też rzutów karnych - pomylił się Piotr Jarosiewicz, a w pierwszej połowie Piotr Jędraszczyk nie trafił nawet w bramkę.
Industria mogła próbować wrócić do meczu jeszcze raz. Na kwadrans przed końcem w kuriozalnych okolicznościach na 2 minuty wyleciał Zoltan Szita. Węgier...potknął się o rywala i upadł. Sędziowie uznali, że próbuje wymusić karę dla rywala. Skuteczną akcją popisał się Alex, a faulującego rozgrywającego Susnję sędziowie też odesłali na ławkę kar na 2 minuty. Wisła grała w podwójnym osłabieniu i... wynik ani drgnął. Było 25:21 i skończyło się 25:21. Piotr Jarosiewicz z karnego trafił w słupek.
Emocje powoli zaczęły opadać, Kielczanie byli coraz bardziej zrezygnowani, a w ostatnich minutach nie było już nawet bramek. Skończyło się na 30:25 i to Wisła melduje się w niedzielnym finale.
Orlen Wisła Płock - Industria Kielce 30:25 (16:12)
Orlen Wisła Płock: Bergerud, Alilović, Borucki - Fazekas 8, Sroczyk 1, Richardson 7, Kosorotov 4, Janc 3, Samoila 1, Serdio 3, Daszek 2, Susnja, Szyszko, Szita.
Industria Kielce: Ferlin, Morawski - Jarosiewicz 4, Monar 2, Dani Dujszebajew 2, Vlah 4, Alex Dujszebajew 6, Sićko 2, Karalek 1, Nahi 1, Olejniczak 2, Maqueda, Rogulski.
Komentarze (0)