Mariusz Misiura został trenerem Wisły Płock oficjalnie 1 czerwca 2024 roku. Drużyna była rozbita po fatalnej końcówce sezonu. Prowadzony przez Dariusza Żurawia zespół przegrał dwa ostatnie mecze i nie awansował nawet do barażów. W zespole doszło do dużych zmian, a szkoleniowcem, przed którym postawiono misję awansu do PKO Ekstraklasy, był właśnie były trener Znicza Pruszków. Równo rok później, 1 czerwca 2025 roku, Wisła Płock świętowała awans do Ekstraklasy po finale baraży z Miedzią Legnica.
Sezon 2025/26 był dla Wisły Płock udany, Nafciarze skończyli na 8. pozycji, choć znacznie lepiej radzili sobie jesienią, niż wiosną. Zespół utrzymał się jednak spokojnie w Ekstraklasie, co skutkowało automatycznym przedłużeniem umowy trenera o kolejnych 12 miesięcy. W międzyczasie klub negocjował jednak z Mariuszem Misiurą zupełnie nową umowę. Sprawa się przeciągała, aż w końcu trener stracił cierpliwość i zakomunikował, że chciałby odejść z Wisły Płock.
Na poniedziałkowej konferencji prasowej pełniący obowiązki prezesa Maciej Wiącek przyznał, że to on stoi za wstrzymaniem podpisania nowego kontraktu z trenerem. Według jego relacji chodziło o długość trwania umowy - miało pójść o zmianę okresu z trzech lat na dwa lata z opcją przedłużenia o rok w przypadku określonego wyniku sportowego. Do parafowania umowy jednak nigdy nie doszło, choć prezes Wisły wskazuje, że warunki zostały zaakceptowane.
Wydarzenia potoczyły się jednak tak, że Mariusz Misiura po przeleniu określonej kwoty na konto Wisły Płock rozwiązał umowę z klubem.
Mariusz Misiura: powodem była utrata zaufania
W wydanym oświadczeniu dziękuje kibicom za wsparcie i przypomija osiągnięte za jego kadencji sukcesy.
- Podczas mojego pierwszego spotkania z kibicami poprosiłem Was o jedno - żebyśmy byli jednością. Żebyśmy wspólnie przeżywali emocje związane z drużyną, którą stworzymy. Dziś mogę powiedzieć, że wspólnie dotrzymaliśmy tej obietnicy - napisał trener.
Były już trener Wisły Płock przedstawia jednak swoją wersję wydarzeń i przedstawił powody swojej decyzji.
Tak w poniedziałek wersję wydarzeń przedstawiał pełniący obowiązki prezesa Maciej Wiącek.
- W kwietniu zaczęliśmy negocjacje na temat nowej umowy trenera, której warunki zakwestionowałem ja i trener świetnie o tym wie, bo nigdy tego nie ukrywałem. Nie ukrywałem czasu trwania kontraktu, bo uważam, że w polskich warunkach gwarantowana trzyletnia umowa to zdecydowanie za długo. Podobnie jest w przypadku trenera Majewskiego, też nie ma gwarantowanych trzech lat pracy. Trzeci rok był warunkowany osiągnięciem odpowiedniego wyniku sportowego. Trener na te warunki przystał i wydawało nam się, że wszystko jest w najlepszych porządku. Przed wyjazdem trenera na wakacje spotkaliśmy się w gabinecie prezydenta miasta i w obecności szefa naszego samorządu potwierdzieliśmy deklarację takich warunków dla trenera Misiury. Po kilku dniach z wyjazdu zadzwonił do mnie, że jednak bardzo chce odejść, bo jak cytuję "warunki pracy w innym klubie są niepowtarzalne i nie do odrzucenia". Kilka dni próbowałem przekonać szkoleniowca, żeby został. Po pewnym czasie uznałem, że nikogo nie można zmuszać do pracy - mówił Maciej Wiącek.
A tak pisze Mariusz Misiura.
- W kwietniu moją intencją nie było odejście z Wisły Płock. Moją intencją było podpisanie nowego kontraktu i dalsze prowadzenie drużyny w kolejnym sezonie. Po awansie do Ekstraklasy i udanym sezonie chciałem kontynuować rozpoczęty projekt. Rozmawialiśmy o przyszłości zespołu, planowaliśmy kolejny sezon i dalszy rozwój klubu. Dlatego 12 kwietnia 2026 roku, po kilku miesiącach rozmów, osiągnęliśmy porozumienie dotyczące mojego nowego kontraktu. Przy stole siedzieli Prezes Piotr Sadczuk, Wiceprezes Wiącek, Dyrektor Kucharski oraz ja. Uzgodniliśmy warunki współpracy, a nowa umowa miała obowiązywać od 15 kwietnia. Otrzymałem również informację, że warunki zostały zaakceptowane przez Radę Nadzorczą. Gdybym chciał odejść, do takiego porozumienia nigdy by nie doszło. Zakładałem wtedy, że moja przyszłość jest związana z Wisłą Płock i że wspólnie będziemy przygotowywać klub do kolejnego sezonu. Mijały jednak kolejne dni i tygodnie. Pomimo osiągniętego porozumienia kontrakt nigdy nie został mi przedstawiony do podpisu - napisał trener.
Trener wskazuje, że "nie chce kontynuować pracy w miejscu, w którym w tak ważnej sprawie nie jestem traktowany w sposób partnerski". Zapewnia jednak, że na tym etapie nie było żadnego innego klubu.
- Powodem była utrata zaufania i poczucie, że ustalenia zawarte 12 kwietnia nie są traktowane poważnie. Dopiero wtedy zacząłem rozważać odejście z Wisły Płock. W związku z tym poinformowałem zarząd klubu o swojej decyzji dotyczącej zakończenia współpracy i poprosiłem moją agencję menedżerską o rozpoczęcie działań związanych z moją przyszłością zawodową. Dopiero po kilku dniach, kiedy pojawiło się zainteresowanie moją osobą ze strony innych klubów, otrzymałem nową propozycję kontraktu ze strony Wisły Płock. Była ona jednak znacząco różna od wcześniej uzgodnionych warunków. Obejmowała krótszy okres obowiązywania umowy, późniejszą datę rozpoczęcia współpracy oraz zmianę części zapisów dotyczących premii - wskazuje Mariusz Misiura.
Mariusz Misiura podziękował wszystkim piłkarzom, prezesowi Sadczukowi oraz dyrektorom sportowym - Dariuszowi Sztylce i Radosławowi Kucharskiemu. Zaapelowal też o wsparcie dla zawodników w nadchodzącym sezonie.
- Dziękuję za wszystko. Do zobaczenia po drugiej stronie sportowej rywalizacji - zakończył.
Latem z Wisły Płock odeszli prezes Piotr Sadczuk, trener Mariusz Misiura, a z końcem czerwca odejdzie dyrektor sportowy Radosław Kucharski.
Komentarze (0)