Kilkadziesiąt godzin przed spotkaniem, na konferencji prasowej, siedząc w tym samym miejscu, trener Mariusz Misiura komplementował Widzew Łódź, mimo iż drużyna Igora Jovicevicia przegrała dwa pierwsze mecze. W Płocku Łodzianie wygrali po raz pierwszy w 2026 roku, a do tego stali się pierwszą drużyną, która w lidze strzeliła Wiśle Płock dwie bramki.
Trener Mariusz Misiura nie ukrywał jednak, że ma pretensje do arbitra. Sędzia Patryk Gryckiewicz ukarał szkoleniowca Wisły żółtą kartką już w czasie meczu. Po spotkaniu trener przyznał, że nie rozumie niektórych decyzji.
- Mam marzenia. Moja fantastyczna drużyna też ma marzenia, sztab ma marzenia. Pracownicy, włodarze klubu też mają marzenia. Fantastyczni kibice, którzy są zawsze z nami, też mają marzenia. Ja powiem szczerze, że miałem dziś poczucie, że o te marzenia grać nie mogłem. Bo obojętnie czy mam koszulkę Wisły Płock czy GKS-u Katowice, Widzewa Łódź, Legii Warszawa czy jakiegokolwiek innego zespołu, to jeśli jest w polu karnym faul na zawodniku, to jest rzut karny - obojętnie jaką się ma koszulkę. Chciałbym, żeby to było respektowane, bo dzisiejsza sytuacja przy stanie 1:0 z Marcusem Sangre to 100% rzut karny. Nie mam nic więcej do powiedzenia
- powiedział trener Misiura.
Zapytany o to, czy jako trener wie kiedy jest karny za rękę w polu karnym odpowiedział.
- Sędzia techniczny w krótkiej rozmowie powiedział, że rzut karny został podyktowany dlatego, że w momencie uderzenia piłki głową przez napastnika Widzewa Marcus spojrzał w kierunki piłka i zostało to ocenione, że jest sygnał, że kontrolował sytuację. Nie chcę wchodzić w dyskusje, bo dostanę jakieś kary. Chciałbym się tylko dowiedzieć jak zawodnik, który jest ustawiony tyłem do piłki, nawet jeśli przez chwilę obraca głowę przez ramiea, a piłka jest uderzona z jakąś prędkością, to od uderzenia piłki do dotknięcia w rękę jest chyba nawet nie sekunda. Jestem ciekawy jak nauczać, żeby takie sytuacje kontrolować. Chciałbym się dowiedzieć, bo najzwyczajniej w świecie byłbym mądrzejszym człowiekiem. Mógłbym wprowadzić coś takiego w proces treningowy i unikać takich sytuacji
- mówił Mariusz Misiura.
Przyznał też, że chciałby, aby oceny sędziów za poszczególne spotkania były jawne.
- My trenerzy i piłkarze jesteśmy oceniani. Jeśli źle przygotujemy drużynę, przegrywamy, to tracimy pracę. Cierpią rodziny, dzieci. To jest walka, tylko lepszy przetrwa. Najnormalniej w świecie w tym wszystkim są też sędziowie i też chciałbym wiedzieć czy ktoś po takim meczu jest oceniany dobrze czy źle i czy są wyciągane jakieś konsekwencje, bo to by było sprawiedliwe dla wszystkich.
Trener zapytany o sposób gry przyznał, że wynik byłby dużo wyższy.
- Wydaje mi się, że po siedmiu miesiącach w Ekstraklasie nie jesteśmy gotowi na grę w otwartą piłkę z drużynami, które wzmacniają się reprezentantami Polski czy reprezentantami innych krajów. Jeśli zagralibyśmy dziś otwartą piłkę, to byłoby to samobójstwo, pewnie skończyłoby się innym wynikiem. Jestem dumny z tego, co pokazali piłkarze. Do 88. minuty byliśmy w grze, a dla mnie sytuacja z Marcusem to 100% rzut karny
- mówił.
Mariusz Misiura wytłumaczył też, że w I połowie Wisła chciała tak nisko bronić.
- Widzew nas nie zepchną. Jeśli bronisz przeciwko takiemu napastnikowi jak Bergier, kiedy masz dwóch skrzydłowych w Widzewie, których atutem jest szybkość, to ustawiając obronę na 30. metrze nie dajesz im szansy wykorzystać ich atutów. Celowo się tak ustawiliśmy. Otwieraliśmy od bramki, często mieliśmy pierwszą linię pressingu, potrafiliśmy też wychodzić krótkimi podaniami na ich połowę boiska. Z piłką radziliśmy sobie całkiem nieźle. Dominik Sarapata miał za zadanie podwajać Fornalczyka, który lubi schodzić do środka i oddawać strzały. Miał dużo zadań defensywnych. W drugiej połowie, kiedy przegrywaliśmy 1:0, chcieliśmy postawić na więcej ryzyka i atuty w grze do przodu, dlatego szybka zmiana Kunika, potem kolejne zmiany, wierząc, że będziemy mogli odwrócić losy meczu. Z czasem, kiedy atakowaliśmy większą liczbą zawodników, właśnie zostawialiśmy przestrzeń, którą Widzew świetnie wykorzystwał i o tym wiedzieliśmy
- wyjaśnił trener.
Zespołom przyszło w sobotni wieczór grać na trudnej murawie i szkoleniowiec przyznał, że miało to wpływ na mecz.
- W przerwie kilku zawodników powiedziało, że założenia bardziej kombinacyjnej gry od tyłu nie mogą mieć miejsca, bo nie są w stanie w odpowiednim momencie zmienić kierunku biegu, kierunku podania piłki. Wydaje mi się, że dla obu stron były utrudnione warunki. Widzew też często szukał bezpośredniego otwarcia, nie grał na krótko. Dla dwóch stron to było trudne boisko
- zdradził szkoleniowiec Wisły.
Trener nie chciał jednak wchodzić w dywagacje czy mecz potoczyłby się inaczej gdyby nie rzut karny podyktowany za zagranie ręką.
- Widzew stworzył sobie dużo sytuacji 100% i powinien prowadzić już w 6. minucie. Tylko stworzenie 100% sytuacji nic nie znaczy. My z Piastem Gliwice mieliśmy cztery 100% sytuacje, nie strzeliliśmy żadnej, przegraliśmy 1:0. Nie strzelasz 100% sytuacji i jest dla mnie rzut karny w 80. minucie, to masz szansę mecz zremisować. Nie chcę gdybać, chcę sprawiedliwość. Nie mam nic do Widzewa, stworzył sobie świetne sytuacje, mógł strzelić jedną czy drugą bramkę, ale tego nie zrobił. Byliśmy cały czas w grze, mogliśmy ten mecz zremisować i wygrać
W kolejnym meczu Wisła Płock zagra na wyjeździe z Legią Warszawa. Derby Mazowsza w sobotę 21 lutego o godz. 20:30.
Komentarze (0)