Byliśmy umówieni na rozmowę z Marcinem Kamiński po jednym z treningów w trakcie przygotowań do ostatniego meczu sezonu. Stoperowi wypadło jednak coś ważnego i nie mógł dotrzeć, ale przy tym "Kamyk" zachował się profesjonalnie i nie zostawił nas bez materiału. Odpowiedział na zadane pytanie w formie głosowej, co bardzo doceniamy. W niedługiej przyszłości na pewno będziemy chcieli dłużej porozmawiać z Marcinem Kamiński, a na razie krótki zapis "rozmowy".
Marcin, pierwsza runda była fantastyczna, ale wiosenna jest jednak rozczarowaniem. Jak na to patrzysz? Co złożyło się na taki wynik?
Marcin Kamiński: Pierwsza runda była bardzo udana. Byliśmy na pierwszym miejscu, przegraliśmy tylko 2 mecze, straciliśmy najmniej bramek w całej lidze. To były kwestie, które dały nam nasze miejsce w tabeli. Cechowała nas nasza konsekwencja w grze i byliśmy z tego bardzo zadowoleni, bo teraz patrząc na to, jak potoczyła się wiosna, pozostaje duży niedosyt przez pryzmat ostatnich spotkań. Sytuacja w tabeli była jaka była, mogliśmy grać o większe cele niż tylko utrzymanie w Ekstraklasie, choć z drugiej strony gdybyśmy rozmawiali o tym przed sezonem i założyli, że będziemy w pierwszej 10, a pewne utrzymanie będziemy mieli po 28-29 kolejkach, to myślę, że każdy wziąłby to bez zastanowienia.
Ten sezon jest trudny do oceny dla nas. Z jednej strony jest niedosyt, a z drugiej powinniśmy się cieszyć, że tak udało się to rozegrać. Nie zapominajmy, że przed sezonem wszyscy wskazywali Wisłę Płock na pożarcie, mówiło się, że to będzie pierwszy spadkowicz. Zrealizowaliśmy plan, ale w pewnym momencie każdy chciał więcej. Nie udało się tego osiągnąć. Złożyło się na wiele czynników. Traciliśmy więcej bramek, a to było naszą silną stron. Jesienią jak nie mogliśmy wygrać meczu, to nie przegrywaliśmy spotkań. Te punkty się liczą, mogą dużo dać. Jesień pokazała, że po 5 remisach wskoczyliśmy na fotel lidera. W rundzie wiosennej porażek jest zdecydowanie za dużo. Gdybyśmy chociaż kilka przegranych spotkań zremisowali, to sytuacja byłaby inna i nadal liczylibyśmy się w grze o europejskie puchary. Na pewno ma to odwzierciedlenie w tym, gdzie się znajdujemy.
W tym sezonie kontuzje cię omijają, za to koledzy w ofensywie wypadają jeden po drugim. To przypadek czy jednak stoi za tym coś więcej?
Na pewno cieszę się, że urazy mnie omiajają. Przez cały sezon byłem do dyspozycji. Jeżeli chodzi o zawodników ofensywnych to na pewno bardzo nas to boli. Mają dużo jakości, pomagają nam, a teraz nie mogli tego robić. Bolało nas to, ale co jest powodem - nie da się tego jednoznacznie określić. Szkoda, bo to też miało wpływ na nasze wyniki jak to wszystko się ułożyło.
Po 10 latach wracasz na stadion przy Bułgarskiej. Jakie to uczucie?
To wyjątkowe uczucie wrócić po takim czasie do miejsca, w którym się wychowałem, które mnie ukształtowało. Lech pokazał mi jak wygląda świat profesjonalnej piłki, na wysokim poziomie - piłkarsko i kibicowsko. To będzie coś szczególnego. Myślałem o tym ostatnio i przeanalizowałem sobie - to będzie dokładnie 10 lat i tydzień od ostatniego meczu na Bułgarskiej. Kawał czasu, a tak naprawdę dość szybko przeleciało. Sentyment jest, na pewno pozostanie i to będzie wyjątkowe uczucie znaleźć się znów na tym stadionie.
Jakie plany na wakacje?
Powiem szczerze, że nic nie mamy szczegółowo zaplanowane. Zobaczymy, jak ten czas będzie wyglądać. Dzieci są w szkole, więc nie jest tak łatwo je wyciągnąć. Na pewno gdzieś wyskoczymy na chwilę, bo przyda się nam wszystkim taki reset, relaks, wspólny odpoczynek.
Komentarze (0)