Reklama

Reklama

Czy Wisła Płock gra na miarę swojego potencjału? Czy jest szansa na poprawę stylu i wyników? [ANALIZA]

Opublikowano: sob, 13 mar 2021 12:12
Autor: | Zdjęcie: Tomasz Miecznik

 Czy Wisła Płock gra na miarę swojego potencjału? Czy jest szansa na poprawę stylu i wyników? [ANALIZA] - Zdjęcie główne

foto Tomasz Miecznik

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Sport Nafciarze są jedną z najbardziej nieregularnych drużyn w lidze. Podopieczni Radosława Sobolewskiego w ostatnich tygodniach znów nie wygrywają, choć w 2021 weszli z pełnym impetem. Styl gry drużyny nie przekonuje, a co z punktu widzenia tabeli najgorsze, Wiślacy przegrywają „wygrane” mecze. Na ile jest to wina trenera, a na ile splot niezależnych okoliczności?

Reklama

Radosław Sobolewski prowadzi zespół Wisły Płock od 5 sierpnia 2019 roku. Mecz z Wartą Poznań był 55. Meczem w Ekstraklasie, w którym siedział na ławce trenerskiej. Bilans to 20 zwycięstw, 14 remisów i 21 porażek. Średnio 1,37 punktu na mecz. Nie jest to porywająca zdobycz i na pewno oczekiwania przy Łukasiewicza 34 są większe. Warto jednak na problem spojrzeć z szerszej perspektywy. 

Trudne początki 

Wejście do drużyny, która po trzech kolejkach ma na koncie zaledwie punkt, musi być trudne. Poza tym już na początku sezonu Alen Stevanović, potencjalna gwiazda zespołu, musiał zostać odsunięty. Kolejny pożar? Hubert Adamczyk, szykowany na  pierwszego młodzieżowca Nafciarzy, zmaga się z urazami kolana. 

Problemów było więcej, ale Wisła choć pewnie nie grała spektakularnie, to swoją solidnością wygrała sześć kolejnych meczów i przez chwilę była liderem PKO Ekstraklasy. To oczywiście wynik znacząco przekraczający możliwości klubu, ale dla kibiców to z pewnością piękne chwile. 

Ostatnie dwa miesiące w lidze były już słabe, a początek 2020 roku wcale nie wiele lepszy. Były momenty w których Wisła musiała się oglądać za siebie, choć utrzymanie w lidze zostało wywalczone dość pewnie, a Nafciarze mieli nawet szansę na zajęcie 9. miejsca. Były ciekawe momenty, zdarzała się niezła gra, więc oczekiwania rosły. 

Źle zbudowana kadra

Warto podkreślić, że Radosław Sobolewski zastał zespół i musiał dobierać taktykę do zawodników, których posiadał. Od pierwszego okienka transferowego szkoleniowiec wprost mówił, że najchętniej widziałby nowego zawodnika na prawym wahadle. Cezary Stefańczyk był najlepszym zawodnikiem na tej pozycji w Wiśle w tej dekadzie, ale wydolność Stefana nie pozwalała mu grać na tej pozycji. Zimą wahadłowy do Płocka nie trafił, więc trzeba było dograć zastanym składem. 

Lato to okres wielkiej przebudowy i to pierwszy okres, za który można w pełni rozliczać Radosława Sobolewskiego. I trzeba powiedzieć, że kadra Wisły Płock jest źle zbudowana, za co jednak największą winę ponosi Marek Jóźwiak. 

Na czym polega zła budowa kadry? Po pierwsze: wciąż brakuje wahadłowych. Damian Zbozień jest słabszym obrońcą niż Stefan, nie dysponuje dośrodkowaniem w biegu. Nie ma atutów do gry na wahadle. 

Drugi zarzut to brak skrzydłowego, który ma „gaz”. Patrząc dziś na kadrę Wisły Płock nie można wskazać zawodnika, który byłby w stanie w cuglach wygrać pojedynek szybkościowy z rywalami. Wyjątkiem jest Dawid Kocyła, ale to młodzieżowiec i wahania formy są u niego normalne. Do tego przejdziemy jednak za chwilę. 

Trzeci zarzut to przerośnięta kadra, a mimo to w pewnym momencie doszło do tego, że był deficyt na prawej obronie i z konieczności grał tam lewo nożny Angel Garcia, co akurat wyszło nieźle i taka sztuczka może czasami zadziałać. 

Niemoc napastników 

Radosław Sobolewski ma za to do dyspozycji czterech napastników, ale problem polega na tym, że żaden z nich nie strzela bramek. 

- To jest problem, ale nie chciałbym żeby ktokolwiek doszukiwał się problemu tylko w osobie napastnika, ktokolwiek by to nie był. To problem z atakowaniem całego zespołu. Operowanie piłką nie wygląda wystarczająco dobrze, już od linii obrony. Pracujemy nad tym. Staramy się znaleźć odpowiedni sposób na atakowanie. Na razie nie przynosi to jednak efektów – mówi  rozmowie Radosław Sobolewski. 

Sezon 2020/21 w wykonaniu napastników: 

  • Patryk Tuszyński: 15 meczów ligowych (753 minuty), 3 bramki (1 z karnego),
  • Airam Cabrera: 4 mecze ligowe (141 minut), bez bramki 
  • Cillian Sheridan: 12 meczów ligowych (520 minut), bez bramki
  • Mateusz Lewandowski: 10 meczów ligowych (387 minut), 1 bramka 

Napastnicy Wisły Płock grali w tym sezonie przez ponad 1800 minut i strzelili 4 bramki. Średnio na gola swojego snajpera Nafciarze mogą liczyć co 450 minut, czyli co 5 meczów. 

Trener ma jednak rację w diagnozie problemu – trudne jest życie napastnika Wisły Płock. Czy to Tuszyński, czy Sheridan, czy Lewandowski - zwyczajnie nie dostają podań, po których mogliby się pokusić o dobry strzał. 

Sezon zaczynał Cillian Sheridan, ale Irlandczyk nie przekonuje. Co prawda jest dość szybki jak na swój wzrost, ale kuleje u niego technika, wykończenie, ustawienie. Być może snajper lepiej funkcjonowałby w drużynie, w której może liczyć na 10 dobrych dośrodkowań w meczu, a w Płocku tego nie ma. 

Pod koniec roku rywalizację wygrał Patryk Tuszyński, choć już po dobrym meczu z Wisłą Kraków wydawało się, że 31-latek na stałe wskoczy do składu. Potrzebował jednak jeszcze kilku tygodni, ale w końcu rozwiązał woreczek z bramki w meczu z Podbeskidziem. To jednak tylko jedna jaskółka. Były napastnik Piasta Gliwice jest wolny, ale potrafi się zastawić, wywalczyć pozycję, dograć do partnera, co pokazał w meczu z Lechem Poznań. Jeśli ma być skuteczny, też musi dostawać więcej podań. 

Dla Mateusza Lewandowskiego zderzenie z Ekstraklasą jest póki co dość bolesne, ale 22-latek mocno pracuje na treningach. Powinno być tylko lepiej, choć na razie wcale nie jest dobrze. Są dwie bramki, które pokazały, że ma instynkt napastnika, ale jeszcze nad wieloma aspektami musi pracować. 

Najwięcej obiecywać można sobie po Airamie Cabrerze, który w Polsce ma wyrobione nazwisko. Fakty są jednak takie, że Hiszpan ma dziś 33 lata, a kiedy po raz pierwszy czarował w lidze w barwach Korony miał 6 wiosen mniej na koncie. Widać, że Airam dobrze zaaklimatyzował się w kraju, mówi po polsku, ale w sezonie 2019/20 nie grał za dużo w Segunda Division, do Płocka trafił w połowie października, z marszu. Trudno się spodziewać, żeby z miejsca pozamiatał ligę. Co gorsza, ma problemy zdrowotne. 

- Airam Cabrera to kolejny zawodnik, po Hubercie Adamczyku, któremu przydarzają się urazy mięśniowe. Nie są to poważne kontuzje, ale wybijają go z rytmu treningowego. Bez tego nie ma co myśleć o grze w pierwszym składzie i w ogóle dobrej grze. Jeszcze dziś [środa 10 marca - przyp. autora] pracował indywidualnie. W najbliższych dniach będziemy wprowadzali go do treningów z zespołem. Myślę, że powrót do zdrowia i dyspozycji to kwestia kilku tygodni – mówi Sobolewski. 

Mobilny, ruchliwy napastnik to szansa na ożywienie gry ofensywnej. To jednak jeden z elementów.

Kontuzje

Rafał Wolski miał być wartością dodaną dla Wisły Płock, ale pech pomocnika jest niebywały. Wypada trzymać kciuki, że już wyczerpał limit nieszczęść w swoim sportowym (i nie tylko) życiu, bo 30 minut w Grodzisku Wielkopolskim pokazał, że się nie boi i chce grać. Wolak stopniowo może być wprowadzany do gry, choć na dziś jest za wcześnie, żeby zaczynał mecz od 1. minuty. 

Drugim zawodnikiem, który swobodnie czuje się z piłką przy nodze, jest Hubert Adamczyk. 23-latek nie zagrał zbyt wiele spotkań w barwach Wisły, ale też ma ogromnego pecha. Najpierw poważny uraz, potem drobniejsze kontuzje, które również wybijają z rytmu. Wydaje się, że Adams uporał się już ze swoimi problemami i może on będzie najbardziej odpowiedzialny za dostarczanie piłek do napastników w najbliższych tygodniach.  

W meczu z Wartą Poznań ze względów zdrowotnych nie mogli grać także Luka Susnijara czy Giorgi Merebaszwili. 

Brakuje liderów 

Piłkarzem, który również boryka się z niegroźnymi, ale dość licznymi urazami, jest też Jakub Rzeźniczak. Stoper kiedy jest zdrowy, jest bardzo ważnym punktem zespołu. Nie tylko w kwestii sportowej. Zdarzają mu się słabsze interwencje, ale mimo to wciąż jest jednym z lepszych stoperów w całej stawce. Jest też jednym z liderów mentalnych, który potrafi pozytywnie wpłynąć na zespół. Widać to jak na dłoni na przykładzie meczu z Wisłą Kraków – wszystko posypało się po zejściu Rzeźnika. Historia ostatnich urazów jednoznacznie wskazuje jednak, że 34-latek nie jest w stanie rozegrać 30 meczów w sezonie. Trzeba się liczyć z krótszymi lub dłuższymi przerwami Kuby. 

Liderem oczywiście pozostaje Alan Uryga, ale kapitan też ma ostatnio słabszy okres. Z przodu jednak tego brakuje. Filip Lesniak jest ewidentnie speszony, Dusan Lagator też nie przejawia takich predyspozycji, Mateusz Szwoch piłkarsko jest dobrym zawodnikiem, ale mam wątpliwości czy jest w stanie natchnąć zespół. Pewne predyspozycje prezentuje Damian Rasak, który na pewno jest dobrym duchem zespołu, ale ostatnio pomocnikowi też zdarzają się słabsze występy. Poza tym nie jest takim typem zawodnika jak choćby Damian Szymański, który pruł od jednego pola karnego do drugiego. 

Problem z młodzieżowcami

Kontuzja Dawida Kocyły obnażyła kolejny problem, z którym zresztą zmaga się nie tylko Wisła Płock. Brakuje jakościowych młodzieżowców. Kacper Rogoziński dopiero niedawno dołączył do zespołu z III-ligowego ŁKS-u Łagów i choć początki w drużynie były obiecujące, to dziś widać, że potrzebuje jeszcze czasu do przystosowania się do obciążeń i gry w Ekstraklasie. 

Cały czas próbuje też wspomniany już Mateusz Lewandowski, a sezon z głowy ma Piotr Pyrdoł. W odwodzie zostaje jeszcze 19-letni wychowanek Wisły, Aleksander Pawlak, ale sztab szkoleniowy widocznie nie ma na dziś przekonania, że da radę w Ekstraklasie.  

Czy Wisła Płock wykorzystuje swój potencjał? 

Mecze Nafciarzy w ostatnich tygodniach nie są dobrymi widowiskami. Frustrację potęgują mecze, w których Wisła Płock prowadziła, a mimo przegrywa lub remisuje. W meczu z Wisłą Kraków kuriozalny błąd popełnił Krzysztof Kamiński, który jest świetnym bramkarzem i można śmiało założyć, że do końca kariery drugiej takiej bramki już nie puści. W meczu ze Stalą Mielec Wisła nie grała rewelacyjnie, ale gospodarze zostali niemal całkowicie odepchnięci od pola karnego Nafciarzy. Podopieczni Radosława Sobolewskiego po objęciu dwubramkowego prowadzenia stanęli i dali się całkowicie stłamsić. Sugerowanie, że szkoleniowiec nakazał swoim zawodnikom bronić się na 20. metrze od bramki jest jednak absurdalne. Oczywiście, przy prowadzeniu 2:0 na wyjeździe można się cofnąć i czekać na kontrataki, ale Wisła cofnęła się zbyt głęboko. Podopieczni Leszka Ojrzyńskiego strzelili dwie bramki po dośrodkowaniach, niewiele brakowało, a przechyliliby szalę na swoją korzyść. 

Wpadka w Mielcu bolała, ale jeszcze gorzej wyglądało spotkanie z Wartą Poznań. Nafciarze źle zaczęli, ale mieli ponad 80 minut na wywalczenie dobrego rezultatu. Podopieczni Radosława Sobolewskiego grali jednak źle. Wolno, jednostajnie, bez błysku. Nie było zawodników, którzy wygrywaliby pojedynki. Tak się nie da przedrzeć przez zasieki nie tylko Warty Poznań, ale też każdej przyzwoitej drużyny. 

Co można wywnioskować po tych spotkaniach? Zespół źle wygląda na boisku bez swoich liderów. Ewidentnie Nafciarze byli stłamszeni i popełniali błędy przy najprostszych zagraniach, jak choćby przyjęcie piłki. 

Na ile to wina trenera? W piłce nożnej jest odpowiedzialność szkoleniowca, ale jest też coś takiego jak odpowiedzialność zawodników. Radosław Sobolewski i jego sztab odpowiadają za treningi, dobór obciążeń, przygotowanie mentalne, wybór składu. Trudno jednak winić trenera w 100% za to, że zespół cofa się we własne pole karne, bramkarz przepuszcza centro-strzał, a na boisku zawodnicy nie podejmują rękawicy i mają problemy z najprostszymi aspektami piłkarskiego rzemiosła. 

Oczywiście, szkoleniowiec popełnił błędy. Radosław Sobolewski ma już pewne doświadczenie, bo oprócz prawie 2 sezonów spędzonych w Płocku kilkukrotnie prowadził też Wisłę Kraków w trudnych momentach. To wciąż jednak młody trener, a to bardzo wymagający zawód. Szkoleniowiec popełni 100 błędów, ale 100 musi wyciągnąć wnioski i ich nie powielać. 

Można powiedzieć, że zespół nie czyni progresu i poniekąd jest to prawda. Ostatnie mecze Nafciarzy pod wieloma względami niewiele różnią się od tych sprzed chociażby roku. Trener pracował jednak w trudnych, covidowych warunkach (brak letniego obozu, kolejny lockdown drużyny na jesieni). To już jednak minęło. 

Błędy w ustawieniu? 

Skoro zdiagnozowano problem niedostarczania dobrych piłek do napastnika, trzeba się cofnąć w głąb boiska. Czy środek pola obsadzony przez Dusana Lagatora, Damiana Rasaka i Filipa Lesniaka zapewni odpowiednią, powtarzalną kreatywność? Odpowiedź niestety brzmi: nie. 

- Na pierwszy rzut oka może to tak wyglądać. Ta trójka bardziej defensywnie usposobionych zawodników dała zwycięstwo z Lechią, Podbeskidziem, Zagłębiem Lubin czy Lechem Poznań. To, że są bardziej defensywni, nie świadczy o tym, że nie mogą strzelać bramek, jak choćby Damian Rasak w meczu z Wisłą Kraków, wcześniej Dusan czy Filip. Oczywiście, że rotacja na tych pozycjach jest możliwa. Nie zawsze ta trójka musi grać ze sobą. W miarę dochodzenia kolejnych zawodników do pełnej dyspozycji rywalizacja wzrasta. Nikt nie może być pewien swojego miejsca w składzie. Musi ciężko pracować na treningach i w meczach udowadniać swoją wartość, żeby nikt go nie wyprzedził – odniósł się na konferencji prasowej Radosław Sobolewski. 

Jeśli Wisła Płock ma zacząć lepiej operować piłką, trzeba będzie „poświęcić” kogoś z tej trójki. Filip Lesniak, jak już wspomniałem, jest ewidentnie speszony. W meczu z Wartą Poznań zagrał 35 podań i miał 100% dokładność. Cóż z tego, skoro trudno się tam doszukiwać podań otwierających drogę do bramki. Damian Rasak w miarę swojego stażu w Wiśle Płock gra coraz wyżej. Wychowanek Elany Toruń próbuje swojego szczęścia bliżej bramki rywali, ale ze zmiennym szczęściem. Potrafi strzelić bramkę, dograć świetnie do partnera, ale nie ma tej regularności. Wydaje się, że rywalizacja rozegra się między tą dwójką. 

Dusan Lagator to typowy defensywny pomocnik, którego zadaniem jest wygrać pojedynek – czy to na ziemi czy w powietrzu, także przy stałych fragmentach gry, i oddać futbolówkę najbliższemu parnerowi. Z tych zadań Czarnogórzec wywiązuje się poprawnie lub bardzo dobrze, więc jeśli szkoleniowiec chce mieć dodatkowe zabezpieczenie przed stoperami, to Lagator będzie grał. 

Pozostałe miejsca z przodu są również niepodważalne, bo Mateusz Szwoch to najlepszy asystent w lidze, choć na pozycji fałszywego skrzydłowego gra raz lepiej, raz gorzej. Na pewno brakuje mu szybkości, żeby być klasycznym skrzydłowym, więc docelowo jest tu jeszcze pole do manewru. Dawid Kocyła musi grać ze względu na przepisy, pozostaje kwestia napastnika. Układanka wcale nie jest taka prosta. 

Czy błędem było forsowanie ustawienia z wahadłowymi w momencie, kiedy trener nie miał do dyspozycji typowych zawodników na tę pozycję, a zespół był pozbawiony treningów? Z perspektywy czasu można powiedzieć, że tak, ale łatwo to napisać kilka miesięcy później. 

Będzie postęp? 

To kluczowe pytanie, na które odpowiedź poznamy po najbliższej przerwie reprezentacyjnej. Nafciarze mecz we Wrocławiu rozegrają 20 marca, a do rywalizacji w lidze wrócą 3 kwietnia. Sztab szkoleniowy będzie miał dwa tygodnie na solidną pracę z drużyną. 

Można doszukiwać się pozytywów i nadziei na zmianę. Hubert Adamczyk i Rafał Wolski wracają do formy, a to zawodnicy którym piłka przy nodze nie przeszkadza. Mogą znacznie ożywić grę Nafciarzy. Jest szansa, że do zdrowia wróci Airam Cabrera i jeśli choć w części nawiąże do formy z Cracovii, Wiślacy zaczną strzelać więcej bramek. Być może problemy na skrzydle rozwiąże Luka Susnijara, którego atutem jest niewątpliwie szybkość - być może jako zmiennik na 20-30 minut. Kristian Vallo zaś predestynuje do gry na wahadle, bo ewidentnie widać, że zawodnik MKS Żiliny lepiej czuje się w ofensywie, niż w defensywie.

Tak właśnie powinna wyglądać gra wahadłami – chodzi o atakowanie, a nie bronienie. 

Materiał jest autorską opinią. 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (2)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

  • 7 miesięcy temu | ocena +3 / -0

    zZz

    Ja się zastanawiam, czy ten projekt się nie wyczerpał, czy dalej ma sens... Bo w zawodnikach jakbym widział odbicie trenera - spuszczona głowa, brak werwy, radości z tego co się robi. Męczy mnie oglądanie jak ten zespół sam się męczy. Brak radości z tego co się robi, brak ambicji, zuchwałości... zamiast tego trzeba wyjść na boisko, na dzień dobry oddać inicjatywę rywalowi i wyrobić 90-minutową normę w defensywie. No, ale to Wisła Płock i w CV będzie można się chwalić, przecież utrzymałem Ekstraklasie Wisłę Płock, co nie? Szkoda, bo skład choć przerośnięty, skrajnie niezbalansowany i z bardzo poważnymi brakami w ofensywie, to nie jest aż tak tragiczny, aby nie próbować walczyć o coś więcej, niż 1-0 z kontry w każdym meczu. Rasak, Adamczyk, Szwoch, Kocyła, naprawdę nieźli piłkarze jak na tę ligę. Byle chociaż nie wystawiać po 8 obrońców...

  • 7 miesięcy temu | ocena +9 / -0

    Brawo

    Wreszcie można przeczytać coś co jest artykułem, a prawie felietonem. Można się zgadzać lub nie, ale jest też tu większe podsumowanie tego co się dzieje. Tak trzymać. :)