Reklama

Reklama

Premiery, nowe możliwości i młody aktor spokrewniony ze znanym płocczaninem

Opublikowano: wt, 3 wrz 2019 12:28
Autor:

Premiery, nowe możliwości i młody aktor spokrewniony ze znanym płocczaninem - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Kultura Nowy sprzęt wysokiej klasy, premiery oraz nowy aktor młodego pokolenia, który jest spokrewniony ze znanym płocczaninem. Jak co roku koniec wakacji oznacza, że czas na nowy sezon w Teatrze Dramatycznym im. Jerzego Szaniawskiego.

Reklama

Nowy sprzęt wysokiej klasy, premiery oraz nowy aktor młodego pokolenia, który jest spokrewniony ze znanym płocczaninem. Jak co roku koniec wakacji oznacza, że czas na nowy sezon w Teatrze Dramatycznym im. Jerzego Szaniawskiego.

– Mamy sprzęt wysokiej klasy. Możemy przeprowadzić najbardziej skomplikowane wizualizacje świetlne. Jesteśmy w stanie sprostać wszelkim wymaganiom w przypadku koncertów gwiazd. W dodatku nie tylko w Polsce. Jak sądzę, także i w Europie – chwalił zastępca dyrektora, dyrektor administracyjno-techniczny w płockim teatrze Wojciech Jasiński.

Na nowy system nagłośnienia i osprzęt elektryczny wydano łącznie ponad 7,8 mln zł. – Jesteśmy w teatrem w gestii Samorządu Województwa Mazowieckiego i otrzymaliśmy naprawdę potężne pieniądze. Mam nadzieję, że wydaliśmy je w rozsądny sposób – dodał dyrektor Marek Mokrowiecki.

Modernizacja trwała dwa lata, w sumie składała się z dwóch etapów. W pierwszym zmodernizowano system inspicjenta, studia nagrań, oświetlenia dużej sceny i nagłośnienia Sceny Kameralnej. Z kolei na realizację drugiego etapu wykorzystali przerwę wakacyjną. Dokończyli wówczas modernizację nagłośnienia dużej sceny i oświetlenia Sceny Kameralnej. Zmodernizowano również elektroakustykę w tzw. „Piekiełku”, czyli na najmniejszej scenie. – Po tej modernizacji możemy powiedzieć, że teatr w Płocku jest jednym z najlepiej wyposażonych teatrów w zakresie sprzętu elektroakustycznego – oceniał Jasiński.

To jednak nie jedyne wieści z płockiego teatru. Przede wszystkim czas na nowy sezon, czyli premierowe spektakle. Marek Mokrowiecki podczas konferencji prasowej na chwilę odniósł się jeszcze do poprzedniego. – Nie po to, aby go wychwalać, chociaż uważam, że był to bardzo dobry sezon. Jesienią ubiegłego roku byliśmy w Czeskim Cieszynie na 18. edycji Festiwalu Teatrów Moraw i Śląska. Nagrodę dla najlepszej aktorki dostała Hanna Zientara-Mokrowiecka za rolę Natalii Mooshaber. Spektakl graliśmy w Pradze. Recenzje były bardzo pozytywne. Z Festiwalu Classics Today w Kamieńskiem na Ukrainie wróciliśmy z nagrodę dla najbardziej wyrazistego zespołu teatralnego. Graliśmy „Poskromienie złośnicy”.

Poprzedni sezon zamknęli przedpremierowym spektaklem „Tajemniczy ogród”. Oficjalną premierę zaplanowano na 15 września. – Według mnie przedstawienie oddaje sens powieści, jest bajecznie kolorowe. Jak to niektórzy mówią, jest na czym oko zawiesić – zachęcał. A już w tym tygodniu, 6 września, w ramach Sceny Dramatu Współczesnego, zapraszają na inscenizowane czytanie sztuki Andrzeja Chichłowskiego pt. „Kat” (godz. 19.00). – Nazwałbym to groteską w stylu mrożkowskim – dopowiadał Mokrowiecki. Sztukę przeczytają: Sylwia Krawiec, Małgorzata Tomaszewska, Piotr Bała i Marek Walczak.

Chichłowski reżyserował spektakl „Berek, czyli upiór w moherze. Autor twierdzi, że „Kat” to to tak naprawdę komedia. 

– Za każdym razem, kiedy nachodzi mnie ochota do napisania kolejnej "niepoważnej" sztuki i zastanawiam, o czym by tu… mówię sobie – A co by było, gdyby na przykład mężczyźnie w sile wieku, zakochanemu z wzajemnością w młodszej o 25 lat dziewczynie, objawił się jego własny Anioł Stróż i powiedział, że ich związek to wielka pomyłka - Szczęśliwy dzień. Albo, co by było, gdyby potomkowi Kopernika na cmentarzu objawiła się postać z zaświatów i oznajmiła, że za 44 dni nastąpi armagedon - Koniec Świata. Albo, co by było, gdyby pewnego poranka w jednym pokoju obudziły się trzy nieznające się kobiety, każda z innej epoki i co dalej, i co z tego wynika - Całkiem inna rzeczywistość. W Kacie do konkursu na posadę kata w miejskim więzieniu przystąpiła dojrzała kobieta, i co ma z tego wyniknąć?

A już w środę, 4 września o godz. 18.00 można wybrać się do Muzeum Żydów Mazowieckich. Sylwia Krawiec i Szymon Cempura zaprezentują program pt. „Trudniej zapomnieć” na podstawie książki „Jak tropione zwierzęta” Heleny Bodek. Wstęp wolny.

Interesująco zapowiada się spektakl „Rodzina” zapowiedziany jako „satyryczna wizja Polski, w której nikt nie jest tym, kim się wydaje”. Sztukę napisał znany z ciętego języka i ostrego dowcipu Antoni Słonimski w 1933 r. Premiera 5 października. Mokrowiecki tłumaczył:

– Wziąłem ją na warsztat naszego teatru, dlatego, że jest to sztuka – mimo iż osadzona w realiach przedwojennej Polski – diabelnie aktualna, prześmiewcza. Traktuje o tym, że jeśli ktoś ma jakiś rodowód i na niego wręcz się fanatycznie powołuje, raptem okazuje się być, nawet ku swemu zaskoczeniu, kimś innym. Mam nadzieję, że ta inscenizacja będzie przemawiała współczesnym językiem. Przed reżyserem Rafałem Sisickim postawiłem jedno zdanie. Ma być to sztuka nie o Polsce lat 30., tylko o Polsce współczesnej, naszym tu i teraz.

W ramach Sceny Inicjatyw Aktorskich postawili na monodram pt. „Skowronek”. Barbara Misiun przygotowuje wieczór według poezji Cypriana Kamila Norwida i Kazimierza Józefa Węgrzyna. 2019 rok zakończą premierą sztuki „Hotel Westminster”. Ponownie biorą na warsztat twórczość Raya Cooney'a (wystawiali już „Mayday” i „Kochane pieniążki”). Tym razem nie reżyseruje Stefan Friedmann, tylko Jerzy Bończak. Mokrowiecki nie wyklucza, ze jeszcze w tym roku dojdzie przedstawienie na Scenie Kameralnej. Ale to pod warunkiem, jeśli znajdą „dobry kawałek literatury i będzie go można wystawić”.

Przedstawiono nowego aktora, Adama Gradowskiego. To płocczanin, absolwent Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera w Łodzi. – Grał w „Dwóch teatrach”, ale prawie nie było go widać – mówił dyrektor. – I tak sobie krzyczałem. Było mnie trochę słychać – śmiał się aktor. Adam Gradowski jest spokrewniony z harcerzem Antolkiem Gradowskim. – Okazało się, że był bratem mojego pradziadka. Miło jest zobaczyć swoje nazwisko na tabliczce z nazwą ulicy. Jestem dumny z tego pokrewieństwa – przyznał, na co dyrektor odparł, że kto wie, „może z tego skorzystają” w kolejnych projektach w teatrze.

Fot. Karolina Burzyńska

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (3)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.