Reklama

Zmora pasażerów: śmierdzący towarzysze

Opublikowano:
Autor:

Zmora pasażerów: śmierdzący towarzysze - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Znacie to? Jedziecie autobusem, żar leje się z nieba, jest gorąco, duszno, a obok Was siada pasażer, który delikatnie mówiąc nie pachnie fiołkami. - Powinien obowiązywać zakaz śmierdzenia! - denerwuje się nasz czytelnik. Co ciekawe - zakaz obowiązuje, tylko nie bardzo jest komu go egzekwować.

Znacie to? Jedziecie autobusem, żar leje się z nieba, jest gorąco, duszno, a obok Was siada pasażer, który delikatnie mówiąc nie pachnie fiołkami. - Powinien obowiązywać zakaz śmierdzenia! - denerwuje się nasz czytelnik. Co ciekawe - zakaz obowiązuje, tylko nie bardzo jest komu go egzekwować.

Nasz czytelnik jeździ do pracy autobusem linii 20. Tę samą linię wybierają pasażerowie, którzy dzień w dzień jeżdżą do noclegowni po darmowy posiłek. Większość oczywiście na gapę.

- Jeden niedomyty pasażer potrafi zatruć powietrze w pojeździe, a co mówić o kilku takich delikwentach! - nasz czytelnik nie przebiera w słowach. - Wysiada taki cuchnący jegomość na Sienkiewicza, a smród po nim zostaje do Przemysłowej!

Przykra woń pasażerów, zwłaszcza osób bezdomnych, niekiedy wywołująca wręcz falę mdłości to problem wszystkich miast, w których funkcjonuje komunikacja publiczna. Tym dokuczliwszy, im cieplej jest na dworze. - Nie mówię o osobach, którym w upale zdarzyło się spocić i wydzielać nieprzyjemną woń, ale o permanentnych brudasach, którzy mają w nosie, że uniemożliwiają innym jazdę - zżyma się płocczanin.

W innych miastach zdarzały się sytuacje, że na wniosek rozzłoszczonych pasażerów kierowcy wyrzucali takiego delikwenta. W Katowicach - jak w lutym pisała tamtejsza Gazeta Wyborcza - kierowcę spotkały za to nieprzyjemności, bo część pasażerów obruszyła się na „nieludzkie traktowanie” towarzysza podróży.

Reakcjom wkurzonych pasażerów nie dziwi się prezes Komunikacji Miejskiej. - Nasi pasażerowie płacą za bilet i mają prawo podróżować w normalnych warunkach - mówi Janusz Majchrzak. - Dlatego uczulamy kierowców, by interweniowali w przypadkach, gdy jakaś osoba, delikatnie mówiąc, zakłóca mir podróży.

Możliwość wyproszenia takiego pasażera daje kierowcy zatwierdzony przez płockich radnych regulamin przewozów. Mówi on wyraźnie, że z autobusu mogą być usunięte osoby, które „wzbudzają odrazę brudem i niechlujstwem”. - Nie chcemy godzić w nikogo, ale nie można ignorować tego problemu.

Sęk w tym, że kierowca może jedynie prosić pasażera, by ten raczył opuścić pojazd. Nie wolno mu wziąć delikwenta za chabety i wyrzucić z autobusu. - Nawet po wnioskach pasażerów i na podstawie nazwijmy to badania organoleptycznego nie mamy możliwości zastosowania środków, które zmuszą kogokolwiek do opuszczenia pojazdu - rozkłada ręce Janusz Majchrzak. - Liczymy  na pomoc straży miejskiej. Niestety, ostatnio policja i straż miejska odmówiły interwencji, twierdząc, że nie ma do niej podstaw prawnych.

Policja ustami swego rzecznika odsyła do straży miejskiej, którą obowiązuje prawo uchwalone decyzją rady miasta. Municypalni nie kwapią się jednak do tego typu interwencji. - Musimy działać w granicach prawa, a podstawą do wylegitymowania i podjęcia czynności nie może być to, czy nam się ktoś podoba, czy nie podoba, musi być sprawcą wykroczenia albo przestępstwa - odpiera Piotr Umiński, naczelnik Wydziału kierowania i logistyki w płockiej straży miejskiej.  - W naszym ustawodawstwie nie ma takiego wykroczenia, że ktoś śmierdzi.

Ale jest regulamin, który w takich przypadkach jest ewidentnie łamany - dociekamy.

 - To właśnie nie jest takie jednoznaczne - uważa Umiński. - Jeśli rada miasta postanawia, że w autobusie nie wolno palić papierosów elektronicznych, to sprawa jest prosta. Ktoś pali albo nie pali. Podejmujemy wtedy czynności, opierając się na prawie miejscowym. A tu mamy subiektywne odczucie. Dla jednego ktoś lekko zalatuje, a dla drugiego zapach jest nie do wytrzymania. Nie ma jednoznacznego miernika.

Z tym że właśnie na owo subiektywne odczucie powołuje się regulamin...- nie dajemy za wygraną. - Mówi on wyraźnie nie o obiektywnym smrodzie, ale o budzeniu odrazy.

- Wiadomo, że osoba pijana,  brudna, ubrudzona w odchodach nie podlega dyskusji, od razu zabieramy taką osobę na izbę wytrzeźwień - zaznacza Piotr Umiński. - Ale w każdym przypadku dyżurny powinien wysłać patrol, który sprawdzi, jak wygląda sytuacja i zdecyduje co dalej. Zalecenie komendanta jest jasne: każda informacja od mieszkańców ma być sprawdzona. Jeśli komuś odmówiliśmy, to prosimy o kontakt, wyjaśnimy tę sytuację.

 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE