Reklama

Reklama

Więzień, który uciekł z Auschwitz

Opublikowano: 27 września 2013 19:32
Autor:

Więzień, który uciekł z Auschwitz - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości 94-letni Kazimierz Piechowski jest jednym ze 144 więźniów, którym udało się uciec z piekła obozu koncentracyjnego. Tak spektakularnej ucieczki jak ich Auschwitz nie miało nigdy wcześniej ani nigdy później.

Reklama

94-letni Kazimierz Piechowski jest jednym ze 144 więźniów, którym udało się uciec z piekła obozu koncentracyjnego. Tak spektakularnej ucieczki jak ich Auschwitz nie miało nigdy wcześniej ani nigdy później.

Spośród setek tysięcy więźniów Auschwitz-Birkenau uciekać próbowało około 802. Udało się to 144. Wśród nich Kazimierzowi Piechowskiemu, który dziś z inicjatywy płocczanina Wojciecha Masłowskiego przyjechał do Płocka. O gehennie w niemieckich i komunistycznych obozach i więzieniach i brawurowej ucieczce z lagru w Oświęcimiu opowiedział uczniom kilku płockich liceów w Jagiellonce. Na auli była cisza jak makiem zasiał. - To lekcja historii z najwyższej półki - chwalił dyrektor Jagiellonki, Mirosław Piątek.

Był numerem 918

Gdy wybuchła wojna Kazimierz Piechowski miał 19 lat, był harcerzem. Chciał dostać się przez Węgry do Francji, do wojska polskiego. Zamiast tego w czerwcu 1940 roku trafił do Auschwitz, gdzie - parafrazując tytuł jego książki - był numerem 918.


Najgorszy był głód. - Myślałem: „Boże, jeśli uda mi się stąd wyjść, znajdę tyle desek, by zrobić wielką skrzynię z przegrodami. Na kaszę, groch, i na makaron. I będę tylko jadł, i jadł, i jadł… - wspomina w filmie dokumentalnym „Uciekinier” Marka Pawłowskiego.

Auschwitz zostało w nim na zawsze. Przez pół wieku śni mu się koszmar, że gonią go esesmani, gryzą psy. Kopie, krzyczy, rzuca się w łóżku, zaciska pięści. Z koszmaru budzi go żona.


Na teren obozu wrócił dopiero po 55 latach. Cała przeszłość natychmiast stanęła przed oczami. - Pod ścianą śmierci prawie straciłem przytomność - wspomina w dokumencie czasy za drutami, gdy po rozstrzelaniach musiał ładować na wozy stosy nagich ciał i wywozić na taczkach zwłoki współwięźniów, popędzany przez kapo. - Raz zabili całą rodzinę. Wszyscy szli nago, bo w Auchwitz zawsze zabijali nago. Żona, mąż, mały chłopiec na rękach mamy, starszy synek, może 6-7-letni. Najpierw zastrzelili chłopców, potem rodziców…


Święty ojciec Kolbe w drucianych okularach


Inni umierali wolniej. - Konali w chlewie KL - opowiadał młodzieży. - Gnijące zwłoki, szaleńcza praca, tyfus, biegunka, wszy... Cmentarzysko bezimiennych popiołów, rezydencja śmierci, w której heroicznie walczyło się o przetrwanie.


Gdy wraca pamięcią za druty - głos jest spokojny, nie łamie się. Drży tylko prawie niesłyszalnie, gdy opowiada o śmierci obozowego przyjaciela, którego walec kierowany przez esesmana wcisnął w ziemię tak, że z mężczyzny została tylko czerwona plama.


Czy spotkał w obozie św. Maksymiliana Marię Kolbego? - pytamy. Ożywia się, opowiada. - Byłem w różnych barakach, w 17., 28., ciągle nas przenosili, żebyśmy się nie zaprzyjaźniali i nie organizowali ruchu oporu - opowiada. - Raz jeden więzień uciekł, dziesięciu za niego miało pójść na śmierć. Esesman z pejczem wyznacza ty, ty, ty. „Jezus Maria, moje dzieci” - krzyczy jeden ze wskazanych, chyba z czwartego rzędu. Ojciec Kolbe zawsze chodził lekko przygarbiony , w takich drucianych okularach, miał je zawsze na czubku nosa. A teraz wyszedł z rzędu wyprostowany, prosto do komendanta. - Ja chcę iść zamiast niego, bo on ma dzieci…

Zgodzili się. - Po siedmiu dniach zastanawialiśmy się, czy oni jeszcze żyją. Dowiedzieliśmy się, że żyje jeszcze trzech, w tym ojciec Kolbe, reszta umarła z głodu. Potem żył już tylko ojciec Kolbe. Po prostu siedział oparty o ścianę i żył. Ale oni nie chcieli dłużej czekać - wstrzyknęli mu fenol do serca.


Weź się w garść

Kiedyś, podczas apelu, patrzył na muzułmana, czyli - według oświęcimskiego żargonu - więźnia złamanego przez głód, wycieńczenie, nędzę ,któremu było już wszystko jedno. - Ty będziesz takim muzułmanem, jeśli zwątpisz - pomyślałem. Weź się w garść.


Ucieczkę zaproponował Gienek, czyli Eugeniusz Bendera, Ukrainiec, obozowy mechanik samochodowy, złota rączka. - Kazek, mam dostęp do samochodów, uciekniemy autem - namawiał.


Ale przecież nie w pasiakach! Wymyślili, jak włazem do bunkrów z koksem dostać się do magazynu z mundurami i bronią, plan ucieczki był prawie gotowy. Wszystko było dopięte na ostatni guzik. Prawie wszystko. - Największym problemem było to, że jeśli jakiś więzień uciekł z bloku, w odwecie zabijano 10 innych więźniów, jeśli z komanda pracy - też 10 - opowiadał. - Wymyśliłem więc, że trzeba stworzyć nieistniejące, fikcyjne Rollwagenkomando, które po prostu całe nie wróci z pracy.


Najmniejsze komando liczyło cztery osoby, więc do ucieczki namówili jeszcze Staszka Jastera, również harcerza, i Józefa Lemparta, księdza.


Nadeszła czerwcowa sobota


Był 20 czerwca 1942 roku. Z rolwagiem wyszli z obozu, esesman nie zajrzał do księgi, nie domyślił się, że komando jest fałszywe. Przedostali się do magazynów, opuszczonych przez Niemców, którzy na weekend pojechali do domu...


Po dwóch latach pobytu Kazimierz Piechowski wraz z trzema innymi więźniami opuścił najstraszniejszy hitlerowski obóz koncentracyjny w mundurze z gapą, w pełnym rynsztunku i w aucie komendanta, salutując mijanym hitlerowcom…

Tak o brawurowej akcji pisał w raporcie rotmistrz Witold Pilecki:

„Przesyłam znowu raport do Warszawy przez pdch. 112, który z trzema kolegami zmontował wspaniałą ucieczkę z obozu. (…) Śmiem sądzić, że ucieczka czterech więźniów z Oświęcimia, najlepszym w obozie autem komendanta lagru, po przebraniu się w mundury oficerów SS, na tle warunków tego piekła, może być dla filmu kiedyś tematem naprawdę doskonałym. (…) Lagerführer Hans Aumeier, spiesząc konno z Buny na wieczorny apel, spotkał auto z oficerami w drodze. Salutował im grzecznie, dziwiąc się nieco, że szofer prowadzi wóz na stary przejazd kolejowy, już teraz zamknięty,. Auto się jednak szybko cofnęło i przejechało tor w innym miejscu.
Zwalił to na wódkę i słabą pamięć kierowcy.
Lagerführer wrócił do Oświęcimia na sam apel, gdy wszyscy już stali w wyrównanych blokach. Tu się dopiero rozegrała scena. Zameldowano mu, że czterech brakuje na apelu, a co gorsza - że pojechali autem komendanta. Działo się to w baraku Blockführerstuby. Aumeier się prawie wściekł, rwał włosy na głowie, krzyczał, że ich przecież spotkał. Potem z rozpaczą cisnął czapkę na ziemię i ... nagle na głos się roześmiał.”

Ucieczka miała ogromne znaczenie psychologiczne, więźniowie nie mogli uwierzyć, że było to możliwe. Represji na więźniach - zgodnie z przewidywaniami - nie było. Całą odpowiedzialność zrzucono na obozowego kapo. Za nieupilnowanie więźniów zmarł w męczarniach z głodu.


10 lat więzienia za AK i pistolet. Byłem trefny


Po ucieczce z Oświęcimia Kazimierz Piechowski znalazł się na Kielecczyźnie, tam wstąpił do oddziału partyzanckiego Armii Krajowej.


Po wojnie nie ujawnił się, UB aresztowała go za posiadanie pistoletu, który sama wcześniej podłożyła. Miał „szczęście” - zamiast dożywocia albo tzw. czapy, czyli kary śmierci dostał „tylko” 10 lat.


Cierpienie było porównywalne. - Zabrali mi całą młodość. Najpierw Niemcy, potem „nasi kochani” Czerwoni.


Po siedmiu latach w komunistycznych katowniach, potem spędzonych na katorżniczej pracy w kopalniach, został zwolniony z więzienia. Poszedł na studia, pracował w przemyśle okrętowym, w Stoczni Gdańskiej. - Ciągle się bałem, bo byłem trefny - mówi.


Jego życie zmieniło się dopiero po siedemdziesiątce. - Musiałem czekać 70 lat na ten moment - wspomina. Razem z żoną, Igą, rzucili się w wir podróży. Zwiedzili ponad 50 krajów, byli na wszystkich kontynentach.


Dziś Kazimierz Piechowski ma 94 lata, ale wygląda dużo młodziej. Jest w dobrej formie, pogodny, łagodny. Mówi, że wciąż jest czynnym harcerzem. - Niech to będzie nauczka dla ludzi młodych - liczy się Bóg i ojczyzna. Trzeba kochać swoją ziemię i świętą wiarę, szanować tradycję narodu - pouczył młodzież w którkich żołnierskich słowach.


- Myślę, że Ten na górze, Pan Bożiczek, chyba mnie polubił - kwituje na zakończenie filmu Pawłowskiego.




UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (6)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.