Reklama

Reklama

Wake Park musi się wynieść? Ratusz: Wcześniej ostrzegaliśmy

Opublikowano: śr, 5 wrz 2018 06:38
Autor:

Wake Park musi się wynieść? Ratusz: Wcześniej ostrzegaliśmy - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Czy pożegnanie wakacji oznacza również pożegnanie z Wake Parkiem?

Reklama

Czy pożegnanie wakacji oznacza również pożegnanie z Wake Parkiem?

W Wake Parku przy ul. Rybaki można skorzystać z nart wodnych. Jest tam boisko do plażowej piłki ręcznej, chętni rozegrają mecz w siatkówkę. Są hamaki, palmy i imprezy. W ten weekend na starówce można było spotkać młodych ludzi totalnie umorusanych barwnikami podczas święta kolorów.

- Chciałabym wiedzieć, dlaczego utrudnia się działalność naszym lokalnym przedsiębiorcom, w tym m.in. w strefie rewitalizacji - pytała na sesji przewodnicząca klubu Prawa i Sprawiedliwości, Wioletta Kulpa. - Nagle stwierdziliście, że jego działalność przeszkadza mieszkańcom. Jeśli były skargi, to proszę dać mi wykaz konkretnych zgłoszeń. Ale z zeszytu straży miejskiej, bo rozumiem, że gdzieś się to rejestruje. Proszę mi skserować te skargi, skoro nagle okazuje się, że ta działalność przeszkadza bardziej niż Audioriver. Zakłócacie możliwość prowadzenia lokalnego biznesu, który funkcjonuje. Dlaczego? Tak wygląda szacunek dla osób prowadzących trudną działalność sezonową? Tylko w określonych miesiącach i dla określonej klienteli, która tam zejdzie nad Sobótkę. Ci ludzie ponieśli koszty przyłączy. 

Wiceprezydent Piotr Dyśkiewicz zapewniał, że jest dokumentacja ze zdarzeń. Z kolei wiceprezydent Jacek Terebus dodawał: - Wake Park pojawił się tam dlatego, że obniżyliśmy cenę i wpuściliśmy go. Podkreślam, że umożliwiliśmy temu przedsiębiorcy funkcjonowanie. Obniżyliśmy kwotę za piach. A za prezydenta Milewskiego stawki były tak duże, że nikt nie chciał skorzystać.

Wake Park powstał w 2014 r. Miejsce zyskało swoich zwolenników, tym bardziej zasadne jest pytanie, czy Ratusz rzeczywiście zamierza wypowiedzieć umowę na teren nad Sobótką? Otóż okazuje się, że nie ma zmiłuj. Urząd Miasta Płocka już to zrobił, co potwierdza nam Hubert Woźniak z zespołu medialnego w płockim Ratuszu. - W ubiegłym tygodniu dzierżawca wypowiedzenie odebrał i ma teraz 14 dni na opuszczenie terenu - zastrzega Woźniak.

Skąd ta dość nagła decyzja? Okazuje się, że chodzi m.in. o... zakłócanie ciszy nocnej. Woźniak wyjaśnia: - Powodem wypowiedzenia umowy jest powtarzająca się sytuacja związana z regularnym nieusuwaniem odpadów oraz zakłócaniem ciszy nocnej, ponieważ na plaży trwały całonocne imprezy przy bardzo głośnej muzyce. Takie sytuacje miały miejsce w tym roku, w ubiegłym i dwa lata temu. W ubiegłym roku dzierżawca został wprost pisemnie ostrzeżony o możliwości rozwiązania umowy z powodu nieprzestrzegania zasad współżycia społecznego i działań uciążliwych dla osób trzecich. Nie przyniosło to żadnego rezultatu i 29 lipca np. w nocy Straż Miejska interweniowała z powodu hałasu dwukrotnie, policja - raz. Ostatnia interwencja miała miejsce o godz. 3.25 nad ranem.

Dodaje, że skarżyli się m.in. pacjenci ze szpitala. - Właściciel Wake Parku już wcześniej nie przyznawał się do worków ze śmieciami, które "wyrastały" wokół plaży. Ignorował ostrzeżenia. Tak dużą imprezę, tym bardziej że muzyka grała po godz. 22.00, powinien zgłosić w Ratuszu. A tego nie dopełnił.

Municypalni: 13 razy interweniowaliśmy

St. insp. Jolanta Głowacka z płockiej straży miejskiej wyliczyła, że od początku działalności odnotowano 13 interwencji w związku z naruszeniem norm współżycia społecznego oraz naruszenia przepisów prawa przez właściciela Wake Parku. Zgłoszenia, jak dodaje, dotyczyły w większości zakłócenia porządku publicznego, w tym spoczynku nocnego poprzez zbyt głośne odtwarzanie muzyki. Interwencje kończyły się pouczeniem (tak było w latach 2015-2016 na skutek natychmiastowej reakcji obsługi Wake Parku, muzykę ściszono), albo - jak w 2017 r. - wszczęciem postępowania wyjaśniającego. - W 2017 roku funkcjonariusze Straży Miejskiej patrolując rejon ul. Rybaki trzykrotnie stwierdzili zakłócanie ciszy nocnej poprzez odtwarzanie głośnej muzyki na terenie Wake Parku - informuje Głowacka. -  Interwencje zakończyły się wszczęciem postępowań wyjaśniających w sprawie o wykroczenie z art. 51 KW i zostały zakończone w jednym przypadku udzieleniem pouczenia, a w pozostałych dwóch przypadkach skierowaniem wniosku o ukaranie do Sądu Rejonowego w Płocku, gdzie sędzia uznał właściciela winnym.

W 2018 r. municypalni interweniowali dwukrotnie. Znów w jednym przypadku finałem było pouczenie (zgłoszenie dotyczyło godzin popołudniowych). - Natomiast w drugim przypadku, wobec braku reakcji na interwencję Straży Miejskiej po zgłoszeniu zakłócenia spoczynku nocnego, wszczęto czynności wyjaśniające w sprawie o wykroczenie z art. 51 KW w celu skierowania wniosku o ukaranie do sądu - kontynuuje rzeczniczka municypalnych. - Wszystkie ww. interwencje związane były ściśle z działalnością Wake Parku i nie były związane z innymi imprezami plenerowymi odbywającymi się na terenie plaży nad Wisłą. Dla przykładu - ostatnia interwencja, jaka miała miejsce w dniu 29 lipca 2018 r., została zgłoszona po zakończeniu festiwalu Audioriver na plaży, który notabene w tym dniu odbywał się na schodach przy ul. Mostowej, tj. w miejscu dość odległym od lokalizacji Wake Parku. Po bezskutecznej interwencji straży miejskiej oraz policji głośna muzyka była odtwarzana na terenie Wake Parku do godzin porannych w poniedziałek 30 lipca.

Prowadzący Wake Park: Jestem niewygodny?

Skontaktowaliśmy się z Marcinem Szczepańskim, który zarządza płockim Wake Parkiem. Decyzję uznaje za krzywdzącą, a z uzasadnieniem przedstawionym nam przez zespół medialny w pełni się zgodzić nie może. Przypomina, że musiał sam zadbać o stan terenu, który z początku nie nadawał się do prowadzenia działalności gospodarczej. Trzeba było samemu zakasać rękawy i własnoręcznie oczyścić akwen, ponieważ sprzęt był zepsuty.

- Nie wiem, jak to zrobiłem, że przebiłem imprezę za miliony złotych, jaką jest Audioriver - podsumowuje Szczepański. - Nikt nie robił analizy akustycznej, nie zmierzył ilości decybeli. Nie ma wskazanego dopuszczalnego pułapu. Zgodnie z umową mam respektować zasady współżycia społecznego. Impreza nie była biletowana, po prostu wchodziły kolejne osoby, które akurat przebywały w okolicy. W tym roku nie mam sobie nic do zarzucenia. A nawet, z racji doświadczeń z ubiegłych lat, spodziewałem się przyjazdu straży miejskiej. Jak zawsze ostatniego dnia Audioriver. Co tym bardziej mnie dziwi, bo praktycznie w każdy weekend są jakieś imprezy i  jakoś skarg nie ma. Imprezy organizuje tez znajdujący się po sąsiedzku park linowy. Przy okazji festiwali nikt nie mówi o utrudnieniach dla przedsiębiorców chociażby w kwestii dostaw. Z powodu wygrodzonego terenu ciężko było dojechać do miejsca własnej działalności gospodarczej.

Szczepański przyznaje, że zaistniały problemy ze śmieciami. - Zapłaciłem grzywnę i posprzątałem teren dookoła. Śmieci zostały zabrane. Od tego momentu nie było do czego się przyczepić. Byłem na rozmowie w Urzędzie Miasta Płocka, wydzierżawiłem część parkingu obok Wake Parku. Rozmowa przebiegała w bardzo dobrej atmosferze. Nagle dowiaduję się, że prezydent zdecydował o wypowiedzeniu mi dzierżawy, bo nie dopełniłem jakiegoś ustalenia. Nawet nie wiem którego, nie przedstawiono mi konkretnego powodu decyzji. Coraz bardziej wydaje mi się, ze moja działalność jest niewygodna dla kogoś w Ratuszu. Słyszę o planach budowy centrum sportowo-rekreacyjnego. Może Wake Park do tej koncepcji nie pasuje? Moja umowa kończyła się dopiero po przyszłorocznym sezonie letnim. Najlepiej, aby decyzję w tej sprawie podjął niezawisły sąd.

Przypomnijmy, że Ratusz chciałby stworzyć przy Sobótce centrum sportowo-rekreacyjne, które miałoby zająć 2,5 ha (między Sobotką a ul. Parowa).

Hubert Woźniak dopowiada: - Ten pan był ostrzegany w związku z powtarzającymi się sytuacjami zakłócania ciszy nocnej. Umowa dzierżawy zobowiązuje do powstrzymania się od uciążliwego działania dla osób trzecich. Już wcześniej otrzymał informację, że jeśli sytuacja się powtórzy, dojdzie do natychmiastowego rozwiązania umowy bez terminu wypowiedzenia.

Jolanta Głowacka mówi, że 13 interwencji to jeszcze nie tak dużo. Bardziej chodzi o powtarzającą się przyczynę. Daje także przykład zielonego ogródka MOSiR-u przy pl. Dąbrowskiego. - Jakoś tam podczas organizowanych imprez nigdy nie było problemu ze ściszeniem muzyki. Z kolei ten pan nie słuchał ani strażników miejskich, ani policji.

[ZT]18317[/ZT]

Jedna z imprez, fot. Szymon Łabiński

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (48)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.