Reklama

Reklama

W Per Se agresywnie,podpalono kurtkę...

Opublikowano: pon, 19 maj 2014 08:23
Autor:

W Per Se agresywnie,podpalono kurtkę... - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Po Stowarzyszeniu Per Se można się spodziewać dosłownie wszystkiego. Co tym razem wyciągną z rękawa – tego dowiadujemy się dopiero w zaciszu ich piwnicy. Tym razem cofnęliśmy się do przeszłości po historię dwóch mężczyzn, którzy w „Faling” pozornie bawią się ze sobą, choć w rzeczywistości igrają z własnym życiem.

Reklama

Po Stowarzyszeniu Per Se można się spodziewać dosłownie wszystkiego. Co tym razem wyciągną z rękawa – tego dowiadujemy się dopiero w zaciszu ich piwnicy. Tym razem cofnęliśmy się do przeszłości po historię dwóch mężczyzn, którzy w „Faling” pozornie bawią się ze sobą, choć w rzeczywistości igrają z własnym życiem.

Spektakl „Faling” nie pachnie nowością. Jest to remake przedstawienia z 2009 roku. Pomysł jego wznowienia zaskoczył nawet samego reżysera, Mariusza Pogonowskiego, który wraz z Przemysławem Pawlickim wynieśli ten spektakl prostą drogą do sukcesu,  przynajmniej na tyle, aby umiejscowić go skutecznie w pamięci widzów. To właśnie dlatego Adam Bonalski, który tym razem zagrał w duecie z Piotrem Mrowickim, nie dał za wygraną. – Na początku pomyślałem sobie, że niby po co Adam ma grać w moim spektaklu, który odniósł sukces i który ma dla mnie duże znaczenie – tłumaczył aktor płockiego teatru. – Na jednym ze spotkań integracyjnych okazało się, że są ludzie, którzy znają piosenki z Falingu na pamięć, a nawet widzieli spektakl więcej niż pięć razy. A niech tam, zagrajmy to jeszcze raz – przyznał w końcu.

I zagrali. Z wykorzystaniem tych samych pomysłów reżyserskich i identycznej scenografii. Z jedną tylko różnicą -  innej wrażliwości odtwórców głównych ról, co ewidentnie dało się odczuć.

Panów zdecydowanie różni temperament. Aktualna wersja wydaje się bardziej stateczna, spokojniejsza pomimo wszystko, ale może właśnie dlatego trochę też przerażająca, kiedy ten spokój okazuje się pozorny. Z pewnością subtelną różnicę w odbiorze może stanowić zmiana wieku aktorów. Zupełnie inaczej wówczas wybrzmiewa pytanie, czy zdarzyło ci się myśleć o śmierci, kiedy mówi to człowiek na oko dwudziestoletni.

Tutaj trzeba jakoś oswoić tą pustkę, która trawi od środka, choćby nie zdawało się sprawy z jej istnienia. Nawet mucha w obliczu samotności staje się dosyć atrakcyjną zabawką, szczególnie gdyby ją tak zamknąć w rozkręconym resoraku. Tylko, że akurat w przypadku bohaterów "Faling" nawet rybka zdąży zdechnąć, a akwarium posłuży za popielniczkę.

W kółko wymyśla się tu „zabawy”, aby jakoś to życie urozmaicić, dając też upust wzajemnym animozjom. Nie zostać samotnym przez ekranem telewizora, kiedy dopiło się już ostatni łyczek piwa z butelki. Nie ważne, że dzięki temu pasażerowie pociągu „zobaczą twarz Boga w gorejącym krzaczku” po ich „zabawie” z ogniem, a jeden z bohaterów bezmyślnie ratuje karnister ojca, pomimo że jego kurtka pali się na nim. On szybciej potrafi wypełnić codzienność mało znaczącymi rzeczami. Pójdzie do sklepu i kupi serduszko z napisem „love” albo gumę do życia z jakąś banalną historyjką obrazkową.

Trudno też powiedzieć coś sensownego, a jeszcze trudniej wymyślić historię. – Kiedy zmyślamy, tak naprawdę mówimy o sobie – mówi jeden do drugiego, popijając herbatą, którą lada moment wypluje mu ten drugi prosto w twarz mając dosyć kolejnej z „zabaw”. Każda z nich kończy się awanturą. Wzajemnymi oskarżeniami i szarpaniną, niebezpiecznym igraniem z nożem, który jest tu prawem. Aby tylko dać upust agresji. I nudzie. - I zapadasz się pod ziemię, coraz szybciej czas ci biegnie, lecisz prosto w dół – śpiewa mężczyzna, grając na gitarze elektrycznej. Ten sam, który poprosił o papier pakowy, aby napisać list do samego siebie. Przecież za 10 lat już nie będzie istniał, on stanie się kimś zupełnie innym. Dlaczego akurat taki papier, a nie, dajmy na to, zwykły toaletowy? Ponieważ tylko taki odpowiada jego stosunkowi do świata.

– Rodzimy się krzycząc. Każda zmiana jest bolesna – i obrysowuje białą kredą zarys ludzkiego ciała. Jak śpiewał w piosence do kaktusa w słoiku, „zaczyna się początek końca życia”.

Fot. Portal Płock

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.