Reklama

Tłumy w sobotnią noc. Stali w kolejkach

Opublikowano:
Autor:

Tłumy w sobotnią noc. Stali w kolejkach - Zdjęcie główne
Udostępnij na:
Facebook

Przeczytaj również:

Wiadomości Podczas sobotniej Nocy Muzeów płocczanie pokazali, że żadna kolejka im niestraszna, w niektórych miejscach pojawiły się prawdziwe tłumy. Ogonek kolejkowiczów pasował jak ulał zwłaszcza przed Książnicą Płocką, która przeniosła się w czasy PRL.

Podczas sobotniej Nocy Muzeów płocczanie pokazali, że żadna kolejka im niestraszna, w niektórych miejscach pojawiły się prawdziwe tłumy. Ogonek kolejkowiczów pasował jak ulał zwłaszcza przed Książnicą Płocką, która przeniosła się w czasy PRL.

Przed drzwiami Muzeum Żydów Mazowieckich kolejka utworzyła się już minut przed godziną 18.00. – Pierwsze osoby pojawiły się już około 17.00 – mówi Rafał Kowalski, wiceszef muzeum. Od drugiej pracownicy muzeum przy Kwiatka słyszymy, że odwiedzających jest nawet więcej niż zeszłym roku.

Identycznie jest przed gmachem Książnicy Płockiej przy Kościuszki, która w tym roku postanowiła przypomnieć klimaty PRL-u. Sznurek chętnych kończy się niemal przy pubie Lisia Jama. – Kiedy ostatnio widzieliście takie kolejki do biblioteki? – mówi rozradowana pani, która w ten wieczór pełni funkcję kierowniczki kolejki. Wszystko idzie jednak opieszale. Jednorazowo wpuszczają zaledwie 30 osób. – Wpuszczamy tylko w krawatach. Obywatel w krawacie mniej się awanturuje – informuje i podaje bilet uprawniający do zdobycia towarów reglamentowanych. Ależ oczywiście, w siatce ma kilka rolek papieru toaletowego. – Rzucili papier toaletowy – z miejsca rozlega się żartobliwy okrzyk. Dzieci się dziwią, dorośli śmieją, wszyscy czekają dalej. Pada nawet pytanie, czy nie czas na zawiązanie jakiegoś komitetu kolejkowego...

W tym roku prawdziwym hitem okazuje się Małachowianka. – Staliśmy przeszło godzinę w kolejce – zdradza kobieta, która przyszła na Noc Muzeów razem z rodziną. Do środka dostali się dopiero około godziny 21.00. Wszyscy twierdzą, że było warto.

Na patio w Muzeum Mazowieckim, gdzie aktorzy z płockiego teatru wystawili „Noc Skamandrytów", zapanowało istne oblężenie. Aby zobaczyć Szymona Cempurę w meloniku niektórzy wdrapali się na balkony, bo na dole za duży ścisk. Także z okien Muzeum Diecezjalnego niektórzy oglądali turniej rycerski i łuczniczy. Strzelec mierzy do manekina i trafia w… udo, czemu towarzyszy cichy śmiech, który jednak zgasł na widok nadziaka i buzdyganu. Manekin natychmiast ląduje na ziemi powalony mocnym ciosem.

Około 60 osób przyszło pozwiedzać Ratusz już w pierwszej turze. Przewodnik dwoi się i troi, żeby okiełznać całą grupę. Serwuje ciekawostki, jak choćby ta o znalezionej butelce sprzed lat, którą zostawili mężczyźni remontujący budynek. Odnaleziono ją dopiero w latach 90. Podobno ta karteczka z ich nazwiskami nadal gdzieś jest.

Wprowadza wszystkich na sali sejmowej na pierwszym piętrze. – To co będziemy procedować? – pyta jedna z uczestniczek wycieczki. Wszyscy słuchają na temat dwóch wież w herbie miasta. Sam herb najprawdopodobniej był wzorowany na pieczęci z XIV wieku, natomiast wieże raz były spiczaste, innym razem rozgałęzione. Również umieszczony na herbie krzyż zniknął w okresie PRL-u.

Wycieczka udaje się do auli, gdzie wyświetlany jest krótki film promocyjny miasta (ten sam puszczano przed rokiem). W pierwszym rzędzie siedzi 4-letni Andrzej. Zagaduje go prezydent, podobnie jak resztę najmłodszych na sali. – Dawniej byłbym królem. Czego nie mam? – i w odpowiedzi słyszy, że brakuje mu korony, ale ma za to władzę. – Na auli zasiadają radni i mogą się z prezydentem kłócić, ale odwołać go tylko mieszkańcy - klaruje Andrzej Nowakowski. Jednak nikt nie potrafił powiedzieć prawidłowo, jakiej skali jest budżet miasta. Prezydenta zapytano m. in. o aquapark (marne szanse) i niedoszły tramwaj w Płocku. – No nie, mając 800-milionowy budżet przez pięć lat musielibyśmy wszystkie środki kumulować tylko w tej jednej inwestycji – stwierdził i zaprosił wszystkich do wspólnego zdjęcia. Na koniec prezydent pochwalił się jeszcze tajnym przejściem do sali sejmowej i odrębną łazienką. Chętnych, żeby go zastąpić w fotelu, jak zwykle nie brakowało.

Tymczasem w Książnicy Płockiej już puszczano fragmenty Polskiej Kroniki Filmowej, a tam nici ukryte w bochenku chleba, w związku z kolejkami pomysły zapisów na zapisy i wędlina schowana w rurze lub patent przemytu w damskim koku. Na stołach wyłożone stare numery „Przekroju”. W kolejnym pomieszczeniu czarno-białe telewizory, wiatraczki, radia, magnetofony na szpule i stary, krwistoczerwony telefon, gdzie numer wykręcało się na zasadzie obrotowej i podnosiło dużą słuchawkę.

– Ale jak to obsłużyć? – kombinowała nastoletnia dziewczyna, a jej stojąca obok mama nie potrafiła powstrzymać się od śmiechu. Z kolei na górze można było pograć sobie w kapsle, poskakać w gumę, obejrzeć przez maleńki wizjerek fragmenty kultowej bajki o Wilku, który niestrudzenie próbował upolować jednego Zająca. Można było spotkać się z komitetem partyjnym i pójść na prywatkę. Na zakończenie podróży po świecie uszytym na PRL-owską miarę wszystkim zaserwowano kawę zbożową w barze mlecznym. Panie wychodziły może bez rajstop, ale obdarowane goździkami jak na Dzień Kobiet.

Komu Noc Muzeów przypadła do gustu, miał jeszcze do wyboru m. in. spacer w blasku latarek z przewodniczką Płockiej Lokalnej Organizacji Turystycznej, odwiedziny w katedralnej krypcie lub przebieranki w teatrze. W centrum miasta zrobiło się bardziej tłoczno. – To dopiero budujący widok – słyszeliśmy od kilku osób, których zagadnęliśmy po drodze. To znak, że Noc Muzeów ma swój niepowtarzalny klimat.

Fot. Portal Płock

Więcej zdjęć zobaczcie w naszej galerii

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE