O inwestycji i protestach mieszkańców pisaliśmy na Portalu Płock już kilkukrotnie.
W sprawę zaangażowała się poseł Wioletta Kulpa, która wystosowała interwencje do kilku instytucji - m.in. Powiatowego Inspektora Weterynarii czy Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska. Z odpowiedzi dowiedzieliśmy się jednak, że żadna z nich nie jest na tym etapie przeprowadzić kontroli ani podjąć jakichkolwiek kroków.
Kluczowa w tej sprawie była pozytywna decyzja środowiskowa, którą po odwołaniu do SKO otrzymał inwestor. Wydano ją we wrześniu 2022 r. i - jak utrzymuje wójt - właściciele pobliskich nieruchomośći byli o tym informowani.
- Dowody otrzymania korespondencji są w aktach sprawy. Najbliższe zabudowania mieszkalne od terenu inwestycji położone są w miejscowości Ślepkowo Szlacheckie w odległości ponad 300 m a ich właściciele byli stroną postępowania, co więcej nie złożyli żadnych uwag - wyjaśnił nam Piotr Jakubowski.
Podczas spotkań z mieszkańcami w ramach zebrań wiejskich również miały nie być zgłaszane.
Część protestujących - w tym pani Anna, która poinformowała nas o problemie - uważa inaczej.
- Podczas ostatniego spotkania udało nam się to sprostować, a wójt przeprosił nas i przyznał, że zawiodła komunikacja, więc powiadomienie w tej sprawie nigdy nie wisiało na tablicy obwieszczeń. Pani sołtys zarzeka się, że nie dostała takiej informacji. Przypominamy też o protestach, które były już w 2019 r. Wtedy myśleliśmy, że sprawa jest zakończona. Do dziś nie wiemy na przykład, dlaczego gmina nie odwołała się od decyzji SKO. My dopiero teraz jesteśmy stroną w postępowaniu i mamy wgląd do dokumentów - tłumaczy.
Inwestycja postępuje. Zauważono kolejny problem
Wątpliwości budzi nie tylko sama indyczarnia, ale także kwestia pobliskiej drogi.
- W czwartek (23 kwietnia - przyp.red.) w urzędzie podjęliśmy ten temat, ponieważ znalazły się na niej odpady - m.in. butelki i szczątki jakiś innych materiałów. Na miejscu interweniowali pracownicy gminy, jednak mimo tego nie doszło do usunięcia tych materiałów. Zostały one jedynie zasypane - relacjonuje mieszkanka.
Dodatkowy problem sprawiła ogromna ilość pyłu budowlanego.
- Wczoraj było go tyle, że przy wietrze zrobiło się szaro i dosłownie nic nie było widać - dodaje.
Na miejsce wezwano więc policję.
- Inwestor tłumaczył wtedy, że wszystko co robi, dzieje się w porozumieniu z gminą, choć od wójta usłyszeliśmy, że wcale tak nie jest. W tym wypadku nie wiemy już, co jest prawdą - mówi pani Anna.
W imieniu mieszkańców po raz kolejny podkreśla, że nie sprzeciwiają się oni rolnictwu ani rozwojowi wsi. Niepokoi ich jedynie skala inwestycji, bliskość zabudowań oraz sposób prowadzenia działań - bez dokładnych informacji i w sposób, który powoduje liczne uciążliwości dla właścicieli pobliskich działek.
Przypomnijmy też, że zgodnie z zapowiedzią, wkrótce ma odbyć się spotkanie pomiędzy inwestorem, przedstawicielami urzędu gminy oraz osobami reprezentującymi mieszkańców.
Komentarze (0)