Reklama

Przyjechał reportażysta. Jak opisał Płock?

Opublikowano:
Autor:

Przyjechał reportażysta. Jak opisał Płock? - Zdjęcie główne
Udostępnij na:
Facebook

Przeczytaj również:

Wiadomości Kilka historii, płoccy pasjonaci, wytrwali i z pomysłem. Do tego jeden człowiek, fotoreporter i reportażysta Filip Springer. Ostatnio przyjechał do Płocka, aby ich poznać. Zanurzyć się w atmosferze naszego miasta.

Kilka historii, płoccy pasjonaci, wytrwali i z pomysłem. Do tego jeden człowiek, fotoreporter i reportażysta Filip Springer. Ostatnio przyjechał do Płocka, aby ich poznać. Zanurzyć się w atmosferze naszego miasta.

Filip Springer kompletuje historie. Pisał już o architekturze w PRL-u, o polskiej przestrzeni. Wchodził do piwnic, starych kamienic i garaży. Krytykował. Kiedyś stwierdził nawet, że nie dożyje czasu, kiedy w Polsce będzie ładnie. A teraz, kiedy odwiedza byłe wojewódzkie miasta, w tym to nasze, czy już mamy zawołać, oj, co to z tego będzie? Dostaniemy w kość za to, jak sami o tę naszą przestrzeń dbamy? Chociażby za szpetne reklamy... Wszystko pójdzie w świat poprzez Facebooka, bloga, a na końcu zostanie zebrane w cyklu reportaży dostępnym w księgarniach.

Springera denerwują kolejne "dzieła" developerów sprawiające wrażenie jakby odklejonych od komplementarnej wizji dla całej, większej przestrzeni. W jednym z wywiadów nie cackał się ani z urbanistami, ani z politykami. Mówił, że brakuje im za tę przestrzeń odpowiedzialności, bo to oni powinni wymuszać pewien ład poprzez regulacje. Zwracał jednocześnie uwagę, że w świadomości zwykłego mieszkańca pomysł, że za jakość przestrzeni odpowiedzialni są także oni sami, wywieszający plakaty, rozwieszający banery na płotach, pojawia się stanowczo zbyt rzadko. Sami krytykujemy ministerstwo, samorząd, bo nie zadbali, ale nie łączymy tego z własną działalnością, nawet z rzucaniem petów na chodnik. Dziwił się również, dlaczego przed kupnem mieszkania na kredyt nie sprawdzamy planów miejscowych, a potem jesteśmy zaskoczeni, że naprzeciwko naszego okna jakiś developer zaczyna stawiać galerię czy inny multipleks. A przecież to jeszcze kiedyś była wolna przestrzeń, górka idealna na sanki, może wydeptany plac do gry w piłkę... Upominamy się o tę przestrzeń dopiero wówczas, kiedy pojawią się pierwsze koparki albo zastaniemy płot. Albo w innym momencie, kiedy nasz blok zostaje pstrokato wymalowany. Niech będzie kolorowo, ale jednak  ze smakiem - podkreśla nasz gość z ostatniego weekendu.

Miasto Archipelag

A teraz Filip Springer zjawił się w Płocku w trakcie zbierania materiału do projektu „Miasto Archipelag”, który można śledzić na bieżąco m. in. na blogu, w mediach społecznościowych, aż cykl reportaży trafi do rąk czytelników korzystających z bibliotek i księgarni. Byłe miasta wojewódzkie, kiedyś z aspiracjami, teraz borykają się z szarą codziennością i statusem mniejszego ośrodka. Z problemami, wyludnianiem, bezrobociem, zaistnieniem w świadomości decydentów rozdzielających kasę na inwestycje. Z kulturą, która aby się w pełni rozwijała, musi mieć do tego „powietrze”.

- Byłe miasta wojewódzkie nadal są ważnymi centrami życia gospodarczego i kulturalnego. Poszukiwania własnej, niezależnej drogi rozwoju często przynoszą tu nieoczekiwane i fascynujące rezultaty, którym poświęca się zbyt mało uwagi w mediach skupionych w stolicy – wyjaśniają pomysłodawcy na blogu. Według nich wszystkie te ośrodki razem „tworzą archipelag możliwości, szans, frustracji i rozczarowań', a "pozytywna energia i determinacja mieszają się tu ze zwątpieniem i rezygnacją”. - Miasto Archipelag często zamieszkują ludzie przekonani, że miejsce, w którym żyją, jest najlepsze na świecie. Opuszczają je ci, którym tę wiarę odebrała brutalna rzeczywistość.

Wietrzny Płock

Springer momentami pisze o Płocku tak, jakby czytało się nie bloga, tylko fragment z książki, kiedy autor ma wyraźne zacięcie poetyckie. Snuje historię o wietrze, mocnym, jakby znad morza, zabierającym ze sobą śmieci i zrywającym czapki z głów. Aby się od niego spróbować uwolnić, podjechał pod Orlen Arenę, a tam rzuciły mu się w oczy kolory bloków. Potem konkluduje, już w drodze powrotnej na płocką starówkę, że ten wiatr jakby zacierał wszystkie barwy. Nie było już tynków, jedynie gołe mury. Zachwycił się jednak katedrą Mariawitów. A już po chwili znów pada smutny wniosek dotyczący miast obdarzonych portem. Jego obecnością „można sobie fałszywie tłumaczyć choćby pustki na ulicach”.

Płocka dotyczą dwa wpisy. Ten drugi jest o ludziach, którzy z uporem trwają. Szukają przestrzeni dla siebie. Będzie o kilku miejscach, w tym o właścicielce grill-baru na starówce, która zrezygnowała z pracy w korporacji, po czym wszystko, co miała, wyłożyła na jeden lokal. Springerowi powiedziała, że u nas ludzie „na siebie trochę wilkiem patrzą”, bywają zazdrośni, czego ona nie pojmuje.

Inne miejsce, w tej pracowni krawieckiej powstają malowane skrzydła dla kobiet tańczących taniec brzucha. Klientkami pani Doroty są kobiety z całego świata. Już na samych zdjęciach wyglądają zjawiskowo.

Księgarnia na Kolegialnej, w której rządzą się młodzi ludzie. Specjalnością niby są książki i kawa, ale jest jeszcze coś jeszcze. Pokazanie, że nie warto uciekać. A przy tym próba udowodnienia, że księgarnia to nie żaden paździerz, ale miejsce, które żyje. Może kreować i inspirować, jeśli tylko starczy sił właścicielom.

Pracownia, robią w niej meble z palet i skrzynek. Wcześniej ten sam człowiek nosił lodówki na czwarte piętro, odśnieżał ulice. Dziś ma własną markę. Stwierdza, że za dużo jest osób z pretensjami do innych, tylko nie do siebie. Narzekających, jak to w Płocku dzieje się źle. Chce pokazać, że niekoniecznie tak musi być.

Ostatnia historia. Fotograf Jan, który aparaty naprawia od przeszło trzydziestu lat. Kiedyś pracował w Petrochemii, to były czasy „Solidarności”. Gorzko stwierdza, że za jego czasów młodzi ludzie z Płocka mieli większe możliwości niż teraz.

Taki Płock zobaczył Springer. Pisze o nim zachowując pełen urok, ale i nie szczędząc goryczy. Jaki nam obaraz zaprezentuje w książce?

Więcej na blogu oraz profilu na Facebooku "Miasto Archipelag". Filip Springer współpracuje z lokalnymi gazetami, publikował w tygodniach "Polityka" i "Przekrój". Był nominowany do nagrody literackiej NIKE w 2012 roku. W tym samym roku jego ksiażka "Źle urodzone. Reportaże o architekturze PRL" Program 3 Polskiego Radia nominował w swoim plebiscycie w kategorii "Książka roku". W 2013 roku opublikował kolejną, "Wanna z kolumnadą. Reportaże o polskiej przestrzeni", z kolei w 2015 roku ukazała się następna pozycja jego autorstwa zatytułowana "13 pięter".

Fot. Karolina Burzyńska/Portal Płock, Małgorzata Rostowska/Portal Płock

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE