Reklama

Reklama

Przewodnicząca płockiego SLD rezygnuje: Są granice, których nie powinno się przekraczać

Opublikowano: wt, 30 paź 2018 10:48
Autor:

Przewodnicząca płockiego SLD rezygnuje: Są granice, których nie powinno się przekraczać - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości W wyniku tegorocznych wyborów samorządowych SLD zostało wymazane z działalności Rady Miasta Płocka. Teraz Litosława Koper podsumowuje, krytycznie odnosząc się do kierownictwa partii: - Zdecydowanie nie znaleźliśmy się w miejscu, gdzie znaleźć byśmy się chcieli. (...) Bolesna prawda jest taka, że przegraliśmy. (...) Dziś mam wrażenie, że władze naszej partii myślą nawet o współpracy z „dobrą zmianą”, a wczorajsza konferencja prasowała była niczym innym jak próbą gaszenia przedwczesnego pożaru. Są granice, których nie powinno się przekraczać w pogoni za stanowiskami. Są też granice lojalności i tolerancji dla takich pomysłów. Moje zostały przekroczone.

Reklama

W wyniku tegorocznych wyborów samorządowych SLD zostało wymazane z działalności Rady Miasta Płocka. Teraz Litosława Koper podsumowuje, bardzo krytycznie odnosząc się do kierownictwa partii: - Zdecydowanie nie znaleźliśmy się w miejscu, gdzie znaleźć byśmy się chcieli. (...) Bolesna prawda jest taka, że przegraliśmy. (...) Dziś mam wrażenie, że władze naszej partii myślą nawet o współpracy z „dobrą zmianą”, a wczorajsza konferencja prasowała była niczym innym jak próbą gaszenia przedwczesnego pożaru. Są granice, których nie powinno się przekraczać w pogoni za stanowiskami. Są też granice lojalności i tolerancji dla takich pomysłów. Moje zostały przekroczone.

Litosława Koper została przewodniczącą płockich struktur SLD pod koniec lutego 2015 r., zastępując Arkadiusza Iwaniaka, natomiast w kwietniu 2016 r. została ponownie wybrana. Jak dodaje, rezygnacja z funkcji przewodniczącej nie należała do łatwych decyzji. Tegoroczne wybory samorządowe były, jej zdaniem, niebywale ważne. - Pozwalały zweryfikować rzeczywiste poparcie dla „dobrej zmiany” i pokazywały jakiego samorządu chcą nasi rodacy. Niestety w tym obrazie zabrakło miejsca dla Sojuszu Lewicy Demokratycznej, który, mimo przekroczenia progu wyborczego i wprowadzenia pojedynczych osób do sejmików, osiągnął wynik zdecydowanie poniżej oczekiwań i swojego potencjału. Jeżeli dodamy do tego problemy trapiące nasze ugrupowanie na etapie przygotowań do kampanii, zobaczymy, gdzie tak naprawdę się znaleźliśmy i zdecydowanie nie jest to miejsce, gdzie znaleźć byśmy się chcieli. Płock nie jest tu niestety wyjątkiem. Pomimo osiągnięcia wyniku wyższego niż średnia krajowa, nie udało nam się wprowadzić do Rady Miasta żadnego radnego. Możemy poprawiać sobie humor zrzucając winę na nieuczciwą ordynację, sposób liczenia głosów premiujący duże ugrupowania czy brak własnych mediów, ale bolesna prawda jest taka, że przegraliśmy. Dostaliśmy od płocczan czerwoną kartkę i nie tylko nie odzyskaliśmy realnego wpływu na przyszłość miasta (którego nie mamy od 2014 roku), ale też wypadliśmy poza główny nurt lokalnej polityki i pozostaniemy tu przynajmniej przez pięć najbliższych lat. Nie lepiej sytuacja wygląda w mazowieckim sejmiku, gdzie także zabraknie ludzi Lewicy.

Odnosi się także do przedwyborczej koalicji z partią Zieloni, stowarzyszeniem Płock TuMy (przypomnijmy jednak, ze stowarzyszenie nie poparło, tak jak Sojusz, Andrzeja Nowakowskiego w wyścigu o fotel prezydenta miasta, tylko wskazało Tomasza Kominka), Klubem Niezależnej Myśli Politycznej, którą nazywa obecnie "wielobarwną" i "różnorodną". Na liście byli też polityczni debiutanci. - Poświęcili swój czas i pieniądze, ponieważ uważali, że we władzach miasta musi być lewicowa reprezentacja. Wyjątkowo słabo na tym tle wypadliśmy my, tylko trzynastu członków naszej partii zdecydowało się kandydować w wyborach. Wielu, pomimo usilnych próśb ze strony Zarządu, nie chciało startować pod szyldem Sojuszu. Opinia, że logo SLD to bardziej ciężar niż atut stała się smutną rzeczywistością.

Dla Litosławy Koper była to już dziewiąta kampania, w której uczestniczyła. - Z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że najtrudniejsza. Wielogodzinne negocjacje, niekończące się rozmowy, niespójność wewnętrzna, zalew biurokracji i znikoma pomoc (zarówno materialna, jak i organizacyjna) ze strony centrali sprawiły, że nie tylko zmuszeni zostaliśmy do prowadzenia samodzielnej kampanii, ale też robiliśmy to w wyjątkowo niesprzyjających warunkach. Mimo to działaliśmy, byliśmy widoczni i staraliśmy się docierać do mieszkańców z naszym programem i pomysłami. Okazało się, że nie dość skutecznie. Uważam, że jako lider koalicji zrobiłam w ostatnich miesiącach wszystko co było w mojej mocy, żeby odnieść wyborczy sukces. Zdaję sobie jednak sprawę jakie są reguły gry politycznej i że trzeba brać odpowiedzialność za niepowodzenia.

Swoją rezygnację z funkcji przewodniczącej złożyła w poniedziałek. Wyjaśnia, że nie uczyniła tego pod wpływem impulsu, tylko "kierując się honorem i uczciwością oraz z nadzieją, że będzie to wskazówka do działań dla struktur i władz SLD na szczeblu wojewódzkim i krajowym podczas oceny wyników wyborów samorządowych". - Podejmując tę decyzję uświadomiłam sobie jak bardzo w ostatnim czasie działania liderów naszej partii rozmijają się z moimi osobistymi poglądami. Zamiast formacji dbającej o najsłabszych, reprezentującej osoby wykluczone, walczącej o prawa mniejszości (wszystko jedno czy narodowych, czy seksualnych) i ideały równości, dzisiejsze SLD stało się dworskim stronnictwem tak zapamiętałym w intrygach, wewnętrznych rozgrywkach i dziwacznych sojuszach, że zapomniało o swoich wyborcach. Po kryzysie 2008 roku mogliśmy stać się głosem oburzonych, nośnikiem nowej rewolucji społecznej, ale woleliśmy zabiegać o względy rządzącej prawicy, stawiać na egzotycznych kandydatów i ignorować kolejne klęski. Dziś mam wrażenie, że władze naszej partii myślą nawet o współpracy z „dobrą zmianą”, a wczorajsza konferencja prasowała była niczym innym jak próbą gaszenia przedwczesnego pożaru. Są granice, których nie powinno się przekraczać w pogoni za stanowiskami. Są też granice lojalności i tolerancji dla takich pomysłów. Moje zostały przekroczone.

Przypomnijmy, że w niedzielę politycy PiS i SLD z powiatu koneckiego (woj. świętokrzyskie) powiedzieli PAP, że radni tych ugrupowań, wraz z lokalnym komitetem związanym z lewicą, utworzą w powiecie koalicję. Włodzimierz Czarzasty wyjaśniał w mediach, że nie wyraża zgody na zawarcie przez radnych wybranych z list SLD Lewica-Razem koalicji z PiS w radzie powiatu, natomiast członkostwo w partii dwóch radnych, którzy porozumieli się z PiS, zostało zawieszone.

[ZT]20660[/ZT]

Litosława Koper jednocześnie zapewnia, że wciąż wierzy, że dla lewicy jest miejsce na polskiej scenie politycznej. - Nie wiem pod jakim szyldem, ale jestem pewna, że się ona odrodzi. Wolność, równość i braterstwo to hasła, które nic nie straciły ze swojej aktualności. Socjaldemokracja musi jedynie zaproponować wizję przyszłości, która tak jak wielokrotnie w przeszłości bywało porwie tłumy oczekujące zmian. Wiatr historii zawieje jeszcze z odpowiedniej strony.

Dziękuje też wszystkim zaangażowanym w kampanię, kandydatom i sztabowcom. - W tym trudnym dla SLD czasie dziękuję zaangażowanym członkom partii. Szczególne słowa uznania kieruję w stronę Wojtka Hetkowskiego, który nie tylko przez wiele lat był głosem Lewicy w płockim samorządzie, ale i w ostatnich wyborach osiągnął wynik, który w innych okolicznościach zagwarantowałby mu miejsce w Radzie.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (70)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.