Skradziony samochód, ustalenie sprawców i aresztowanie na lotnisku. Scenariusz niemalże filmowy, a to wszystko wydarzyło się podczas wczorajszej obławy rozpoczętej w Łącku.
Jeden z mieszkańców Łącka 3 maja zgłosił kradzież samochodu, który zniknął z jego podwórka. Funkcjonariusze ustalili, że w nocy w pobliskiej Woli Łąckiej wyciągano z rowu opla pasującego do opisu. Wytypowali więc sprawców kradzieży, którzy jak się okazuje - dzień wcześniej gościli u pokrzywdzonego.
- W związku z tymi ustaleniami policjanci zatrzymali jednego z tych mężczyzn – 23-letniego mieszkańca gminy Łąck. Mężczyzna początkowo wszystkiemu zaprzeczał, jednak później oświadczył, że razem ze swoim kolegą ukradli opla i jadąc przez Wolę Łącką wjechali do przydrożnego rowu, skąd ktoś wyciągnął ich ciągnikiem. Oświadczył również, że skradziony samochód w stanie uszkodzonym porzucili w lesie. Mężczyzna wskazał to miejsce w lesie, gdzie funkcjonariusze ujawnili pojazd - relacjonuje Krzysztof Piasek, rzecznik płockiej policji.
Jak dodaje rzecznik, funkcjonariusze ustalili także, że drugi ze sprawców planuje wylecieć za granicę z lotniska w Modlinie. Powiadomili więc straż graniczną, która zatrzymała 25-letniego płocczanina.
Obaj mężczyźni zostali osadzeni w policyjnym areszcie. Zostaną przesłuchani pod zarzutem kradzieży pojazdu, za co w kodeksie karnym grozi kara do 5 lat pozbawienia wolności.
- Skradziony pojazd został przekazany właścicielowi - kończy rzecznik.