Reklama

Reklama

Pandemia nieco odpuszcza, ale szpital i tak ma problemy. W zeszłym tygodniu nie przyjmowano na internę

Opublikowano: Ostatnia modyfikacja:
Autor: | Zdjęcie: Michał Wiśniewski

Pandemia nieco odpuszcza, ale szpital i tak ma problemy. W zeszłym tygodniu nie przyjmowano na internę - Zdjęcie główne

foto Michał Wiśniewski

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Jeśli będzie taka potrzeba, Szpital Tymczasowy w Płocku może powiększyć swoją bazę o 28 dodatkowych łóżek w ok. 2 tygodnie. Taka informacja została przekazana wojewodzie mazowieckiemu. Wojewódzki Szpital Zespolony wciąż ma jednak duże problemy z kadrą medyczną. Dyrektor Stanisław Kwiatkowski przyznaje, że niemal codziennie trzeba rozwiązywać problem z obsadą na dyżurach.

Reklama

Pacjentów, którzy wymagają hospitalizacji z powodu Covid-19, nieco ubyło. W zeszłym tygodniu na Winiarach i w szpitalu tymczasowym przebywało około 80 pacjentów z Covid-19,  we wtorek 18 stycznia było ich łącznie 65. Spadek jest widoczny, ale dyrektor Stanisław Kwiatkowski przestrzega przed optymizmem.

- To o niczym nieświadczy. Eksperci mówią, że wszystko jeszcze przed nami - mówi Kwiatkowski. 

Konstanty Radziwiłł, wojewoda mazowiecki, robił rozenanie wśród placówek dotyczące możliwości powiększenia bazy łóżek covidowych. Uruchomienie dodatkowego modułu (28 łóżek) w Szpitalu Tymczasowym w Płocku ma zająć maksymalnie 2 tygodnie. Na razie takiej decyzji jednak nie ma. 

Póki co nie ma też decyzji o zamykaniu oddziałów w szpitalu wojewódzkim, ale dyrektor Kwiatkowski przyznaje, nie po raz pierwszy zresztą, że w placówce krucho z obsadą. 

- Problemy były, są i chyba długo będą. Nie ma dnia żebyśmy w dyrekcji nie rozwiązywali na gorąco problemu, że ktoś wypadł z dyżuru. W ubiegłym tygodniu wstrzymaliśmy na 2 dni przyjęcia do oddziału wewnętrznego, bo na dyżurze został 1 lekarz, a tam jest ponad 50 łóżek i konsultacje na SOR-ze. Podjęliśmy taką decyzję, poinformowaliśmy wojewodę - opisuje sytuację dyrektor Kwiatkowski.

Przyjęcia zostały już wznowione, ale wstrzymywnaie przyjęć to bardzo niebezpieczny trend. W szpitalu brakuje specjalistów, placówka jest gotowa od ręki zatrudnić kilkunastu, może nawet kilkudziesięciu lekarzy - specjalistów, rezydentów. Chętnych jednak jest niewielu. Jeśli dziś z dyżuru wypada jeden lekarz, robi się problem z obsadą. Wszystko sypie się kostki domina. 

O problemach ze specjalistami interny napisała dziś "Gazeta Krakowska". Władze szpitali w Małopolsce wskazują, że młodzi lekarze wybierają dziś lżejsze, bardziej dochodowe specjalizacje, które pozwalają otworzyć w przyszłości własną praktykę. 

- Za kilka lat zabraknie lekarzy tej specjalności. Kto będzie pracował w oddziałach internistycznych czy w szpitalnych oddziałach ratunkowych? Gdyby nie medycy, którzy mają uprawnienia emerytalne, ale chcą jeszcze pracować, już teraz wiele oddziałów mogłoby przestać istnieć. W jesiennym naborze w szpitalu, w którym pracuję specjalizację z interny rozpoczął tylko jeden lekarz – mówi w rozmowie z GK dr Lech Kucharski, wiceprezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Krakowie.

Przypomnijmy, że jesienią nad Winiarami wisiała prawdziwa groźba zamknięcia przynajmniej kilku oddziałów. Wówczas wypowiedzenia złożyło ponad 20 lekarzy, domagając się podwyżek i poprawy warunków pracy. Poprawa warunków pracy to przede wszystkim więcej lekarzy, którzy odciążyliby obecnych. Póki co jednak nie widać poprawy. 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy