Reklama

Orlen Cup: jedyny mityng na... starówce

Opublikowano:
Autor:

Orlen Cup: jedyny mityng na... starówce - Zdjęcie główne
Udostępnij na:
Facebook

Przeczytaj również:

Wiadomości - Nie ma w Polsce, a nawet i Europie mitingu, który rozgrywany byłby w takich okolicznościach - mówi Jacek Koziński, prezes Miejskiego Uczniowskiego Klubu Sportowego w Płocku, z którym porozmawialiśmy o zbliżającym się wielkimi krokami Mitingu Orlen Cup na płockiej starówce.

- Nie ma w Polsce, a nawet i Europie mitingu, który rozgrywany byłby w takich okolicznościach - mówi Jacek Koziński, prezes Miejskiego Uczniowskiego Klubu Sportowego w Płocku, z którym porozmawialiśmy o  zbliżającym się wielkimi krokami Mitingu Orlen Cup na płockiej starówce.

Portal Płock: Co stanowi największą trudność dla organizatorów takiej imprezy jak Orlen Cup?

Jacek Koziński: Na pewno jest nam łatwiej niż w ubiegłym roku. Pewne sprawy już przepracowaliśmy i wiemy, jak się za nie zabrać. Niezmieniona pozostanie część turniejowej infrastruktury. Poważnym wyzwaniem będzie dla nas przygotowanie specjalnego rozbiegu dla skoku wzwyż. Różnica w poziomie Starego Rynku dochodzi do 25 centymetrów. Musimy więc wybudować poziomy, drewniany podest, na którym zawodniczki będą wykonywać część rozbiegu. To zadanie jest najtrudniejsze do wykonania pod względem logistycznym.

W ubiegłym roku mieliśmy podest dla tyczkarzy, tym razem będzie to podest do skoku wzwyż. Różnice między nimi są dość istotne.

Można powiedzieć, że jest to zupełnie inna bajka. Rozbieg do tyczki to konstrukcja modułowa, składająca się z trzymetrowych elementów. Przyjeżdżają one w ciężarówce, więc wystarczy je z niej wypakować, złożyć w całość i mamy gotowy rozbieg. W przypadku rozbiegu do skoku wzwyż specyfika Starego Rynku wymaga wybudowania zupełnie nowej konstrukcji. Przed ratuszem pojawi się więc sterta desek i sterta płyt, które trzeba będzie odpowiednio zmontować. Powiem szczerze, że przygotowanie skoku o tyczce jest dla organizatorów zdecydowanie łatwiejsze.

Po pierwszej edycji pojawiły się narzekania, że miting nie powinien odbywać się na rynku, skoro mamy w naszym mieście lekkoatletyczny stadion.

To jest faktycznie nasza specyfika, połączona z niedostrzeganiem specyfiki i atmosfery Starego Rynku oraz minusów, jakie ma stadion lekkoatletyczny. Nie tylko nasz. Dysponując dość poważnie ograniczonym budżetem, możemy przeprowadzić maksymalnie dwie konkurencje. Gdybyśmy organizowali nasz miting na stadionie, stałyby się one niewidoczne dla kibiców. Kto kiedykolwiek był na Stadionie Miejskim w Płocku, doskonale wie, gdzie znajduje się rzutnia dla kulomiotów oraz miejsce, gdzie rozgrywa się konkursy skoku wzwyż. Niestety, nie da się tego przenieść bliżej trybun. A to sprawia, że niemożliwy jest tak bliski kontakt między zawodnikami i kibicami, jaki mieliśmy na Starym Rynku. Poza tym – na stadionie mamy dużą, otwartą przestrzeń, a tutaj jest dużo bardziej kameralnie, przytulnie. Sami zawodnicy są również bardzo zadowoleni z bliskiego, bezpośredniego kontaktu z kibicami. Nie ma w Polsce, a nawet i Europie mitingu, który rozgrywany byłby w takich okolicznościach. Zawodnicy byli oczarowani liczbą widzów. Chociaż polscy lekkoatleci odnoszą wiele sukcesów, ich rywalizacja nie cieszy się tak dużą popularnością jak piłka nożna czy - w Płocku - piłka ręczna. Przeniesienie rywalizacji na stadion rozmyłoby wiele czynników, które sprawiły, że nasz ubiegłoroczny miting został oceniony bardzo wysoko. Obecna formuła bardzo podoba się i zawodnikom, i kibicom. W ubiegłym roku chętnych do obejrzenia zawodów było dużo więcej niż miejsc na trybunach. W tym roku powinno być podobnie, o ile tylko dopisze pogoda. Musimy poza tym pamiętać, że rozgrywając zawody na Starym Rynku, czyli w samym sercu naszego miasta, promujemy Płock.

W zeszłym roku mieliśmy pchnięcie kulą i skok o tyczce mężczyzn. Tym razem zestaw konkurencji częściowo się zmienia. Pozostaje kula, ale zamiast męskiej tyczki zobaczymy kobiecy skok wzwyż.

Sprawdzamy swój organizacyjny potencjał. Rok temu zaprosiliśmy do Płocka tyczkarzy, ponieważ była spora grupa zawodników, którzy wracali do wielkiej formy po kontuzjach. Jednym się to udało, innym nie. W tym roku idziemy z duchem czasu. Mamy halową mistrzynię świata w skoku wzwyż, więc postawiliśmy na kobiecy skok wzwyż. Zapraszając zawodniczki z naszego kraju, możemy zapewnić rywalizację na najwyższym światowym poziomie. Mogąc zaprosić do Płocka gwiazdę tej miary co Tomasz Majewski, decydujemy się również na pchnięcie kulą. Co stanie się w przyszłym sezonie? Na razie jeszcze nie wiadomo. Na pewno z wielką uwagą śledzić będziemy wszelkie wydarzenia w światowej lekkoatletyce. Być może zdecydujemy się na powrót do tyczki. Ale może będzie to tyczka kobiet? Chcemy zrobić wszystko, aby impreza na Starym Rynku utrzymała swój wysoki poziom sportowy.

Kibice chcieliby wiedzieć, jakich gwiazd można spodziewać się w Płocku podczas drugiej edycji Orlen Cup.

Potwierdzoną w stu procentach listę uczestników będziemy mieli do dyspozycji w środę, w dniu zawodów. Cały czas trwają negocjacje z zawodnikami, którzy mogliby wystąpić w Płocku. Wydawać by się mogło, że na kilka dni przed imprezą wszystko powinno być dopięte na ostatni guzik, w lekkoatletyce bardzo często dochodzi do korekt czynionych przez zawodników w ostatniej chwili. A wszystko dlatego, że kalendarz imprez systematycznie się rozrasta. Mieliśmy już niemal na sto procent zakontraktowany przyjazd Amerykanina Christiana Cantwella. Niestety, odmówił startu w naszym mitingu. Ale za to zgłosił się do nas menadżer Davida Storla z Niemiec. W lekkoatletycznym światku tego zawodnika nikomu nie trzeba przedstawiać. Jest więc olbrzymia szansa, że dojdzie w Płocku do pojedynku Tomasza Majewskiego z kulomiotem z Niemiec. Na pewno do Płocka powinni przyjechać również zawodnicy ze Stanów Zjednoczonych. W skoku wzwyż, poza Jeleną Slesarienko, na pewno będziemy gościli Justynę Kasprzycką. Negocjujemy również z Kamilą Lićwinko, ale na potwierdzenie jej udziału w płockich zawodach musimy jeszcze trochę poczekać.

Organizatorzy wielkich mitingów płacą gwiazdom opłatę startową, a oprócz tego wypłacają specjalne premie za pobicie rekordu imprezy, rekordu Europy czy rekordu Świata. Zamierzacie również iść tą samą drogą?

Musimy dostosowywać się do warunków, które określane są przez rynek. Nie jesteśmy, przynajmniej na razie, imprezą mogącą pochwalić się długoletnią tradycją i wieloletnim doświadczeniem organizacyjnym, aby tymi dwoma elementami skusić do przyjazdu zawodników ze światowej czołówki. Możemy za to pochwalić się niepowtarzalną atmosferą. Oczywiście, płacimy zawodnikom do nas przyjeżdżającym startowe. Nasz budżet nie pozwala na razie na określenie stawek finansowych za bite w Płocku rekordy, ale jestem przekonany, że z czasem dojdziemy również do tego. Chcemy bowiem z roku na rok podnosić poziom sportowy naszej imprezy. Na Pedros Cup była próba pobicia rekordu świata w skoku o tyczce. U nas zaś mieliśmy próbę skoku na 600 centymetrów i bicia rekordu Niemiec. Nasz miting ma olbrzymi potencjał i mam nadzieję, że z czasem rezultaty tu osiągane będą coraz bardziej spektakularne.

Na zdjęciu: Jacek Koziński na Orlen Cup 2013, fot. Piotr Mieszkowski

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE