Reklama

Obraził wiceprezesów? Wałkują temat

Opublikowano:
Autor:

Obraził wiceprezesów? Wałkują temat - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Chyba nikt nie przypuszczał, że wystąpienie Marcina Flakiewicza podczas sesji rady miasta wywoła takie zamieszanie. Radny pytał o koszty wyjazdu do Kataru szefostwa jednej ze spółek, nie podawał jednak nazwy ani nazwisk. Stwierdził natomiast, że ta zaczyna przypominać „biuro podróży”. Skarga na niego trafiła do komisji rewizyjnej. – To sąd nad jednym z radnych – mówiła Wioletta Kulpa w obronie kolegi z klubu PiS.

Chyba nikt nie przypuszczał, że wystąpienie Marcina Flakiewicza podczas styczniowej sesji rady miasta wywoła takie zamieszanie. Radny pytał o koszty wyjazdu do Kataru szefostwa jednej ze spółek, nie podawał jednak nazwy ani nazwisk. Stwierdził natomiast, że ta zaczyna przypominać „biuro podróży”. Skarga na niego trafiła do komisji rewizyjnej, a radni już drugi raz z rzędu wałkowali ten sam temat.

Urażeni słowami radnego Flakiewicza wiceprezes Wodociągów Płockich Andrzej Wiśniewski oraz wiceszef SPR Wisły Płock Artur Zieliński najpierw sami weszli na mównicę w trakcie sesji 27 stycznia i zapewnili, że w Katarze byli prywatnie, z rodzinami. Zdecydowali się także wnieść skargę na Flakiewicza do komisji rewizyjnej, aby ta najwyraźniej zdyscyplinowała radnego. Sprawa radnego była poruszana na komisji podczas jej poprzedniego posiedzenia.

Jak się okazało, podczas poniedziałkowych obrad komisji, kiedy po raz drugi zajęto się sprawą, wiceprezesi przeliczyli się. Już w trakcie poprzedniego posiedzenia wszystko utknęło w martwym punkcie - po zażartej dyskusji radni zdecydowali się  poczekać na opinię prawną, ale ta nie przybliżyła rozwiązania.

Obecny na sali mecenas przyznał, że długo zastanawiał się, co ma napisać w swojej opinii, ponieważ z formalnego punktu widzenia rada miasta nie ma żadnych instrumentów, które mogłaby zastosować po wydaniu stanowiska przez komisję rewizyjną.

Winę za całe zamieszanie radna Wioletta Kulpa rozłożyła aż na trzy osoby, samych prezesów SPR Wisła Płock, którzy wnieśli skargę, jak i prezydenta Andrzeja Nowakowskiego. – To prezydent powinien powiedzieć, jak wygląda sytuacja. A tak to panowie weszli na mównicę i zaczęli łajać radnego, później pisać na niego skargi – mówiła radna i zaproponowała, aby wniosek pozostawić bez rozpoznania, na co nie pozwolił Artur Kras, przewodniczący komisji.

- Radny powinien ważyć każde słowo, a tu forma jego wypowiedzi nie godziła ze sprawowaną funkcją – stwierdził radny Kras. Przewodnicząca PiS-u odparła mu, że nie padło żadne nazwisko. – Ale była nazwa spółki – nie dawał za wygraną radny Platformy Obywatelskiej. – Ja to odebrałem jako atak na spółkę.

Wioletta Kulpa przypomniała, że radnemu przysługuje możliwości zgłaszania pytań i interpelacji. – Nie skupiajmy się na tarciach, wynikających z dzielących nas opcji politycznych, ale na wykonywaniu mandatu radnego - podkreślała. - A tu radny miałby dzwonić do prezesa, w dodatku na prywatny numer. Ustalać, co może lub nie może mówić publicznie. Ja sobie wypraszam takie zachowanie – grzmiała radna.

Artur Kras uznał jednak, że pytanie Marcina Flakiewicza było raczej oczywistą sugestią. Nawet jeśli padłaby odpowiedź przecząca (czyli zagraniczny wyjazd został całkowicie sfinansowany z pieniędzy prywatnych), to już na sam koniec obrad, bez obecności mediów (co można uznać za zarzut grania pod publiczkę póki dziennikarze siedzą w wyznaczonym sektorze prasowym).

- Podczas sesji bywały już mniej lub bardziej nerwowe sytuacje. Jak dotychczas prezydent sytuację prostował – mówiła wiceprzewodnicząca komisji. Kras jednak upierał się, że użyta przez radnego forma była niedopuszczalna. – To nieprawda, co pan mówi – wtrącił się Marcin Flakiewicz. – Nie odniosłem się do nikogo personalnie, służbowo również.

Istniały tylko dwie możliwości. Uznanie, że radny naruszył lub nie naruszył kodeks etyki radnego, o czym przypomniał mecenas. Wioletta Kulpa poprosiła więc o konkrety, który dokładnie punkt został naruszony. – Nie wróżmy z fusów – i zwróciła się do Artura Krasa o jego wskazanie, czego ten się najwyraźniej nie spodziewał. – W tym momencie nie odpowiem na to pytanie – jednak ciszę na sali postanowiła przerwać radna Barbara Smardzewska-Czmiel. Wzięła w obronę kolegę z klubu.

– Chyba już wyczerpaliśmy wszystkie argumenty - oceniła. - Na sesji zadziałały emocje, które są złym doradcą, a panowie z tą skargą strzelili sobie w stopę. Nie zgodzę się z tezą, że radny popełnił jakieś nietakt. Jako radny reprezentuje mieszkańców, ma prawo zadawać pytania i to prezydent powinien mu odpowiedzieć. Czy my rzeczywiście mamy prawo pytać? - wątpiła. - Nie przekroczono tu żadnej bariery, czy to etycznej, czy prawnej. Od tego jest sesja, aby pytać, a nie w kuluarach.

Jednak Artur Kras w dalszym ciągu twierdził, że on poczuł się takim zachowaniem zniesmaczony. – To kwestia dyskusyjna – odcięła się radna. – Pytanie może zostać zadane w taki sposób, że wszystko będzie czytelne – zaznaczył mecenas. – Sprawa ma raczej wymiar polityczny i medialny, bez konsekwencji prawnych.

Artur Kras powtarzał, że pozostał mu niesmak z powodu całej sytuacji z sesji. – To moja prywatna opinia – podkreślił.

– Każdy z nas myśli inaczej. Odnieśmy się do jakiejś wytycznej – i ponownie naciskała na wskazanie konkretnego punktu w kodeksie etycznym. Doczekała się. Artur Kras wskazał jej preambułę, zapis o służbie publicznej sprawowanej ze wskazaniem na respektowanie szczególnie wysokich standardów moralnych. – Ależ ja się z tym całkowicie zgadzam – uznała przewodnicząca klubu PiS. – Radny stał na straży interesu publicznego – zauważyła też, że sytuacja staje się coraz bardziej komiczna. Nikt nie wiedział, co dalej. Radny, jak dodał jednak Kras, mógł napisać interpelację, użyć formy niewzbudzającej podejrzeń.

– Ale on chciał na sesji, nie pisemnie. Aby nałożyć karę, należy wskazać konkretny paragraf, a preambuła to coś ogólnego, jak w konstytucji RP – drążyła temat Kulpa. – Ale też nieodłączna – odbił piłeczkę Kras. - Katalogu nagannych zachowań nie mamy. A teraz musimy zająć stanowisko – zadecydował, co natychmiast Kulpa nazwała abstrakcją.

– Sami sobie ukręciliście bat na szyję – podsumował mecenas. – I teraz sami nie wiecie, co z  tym fantem zrobić – zaproponował jednak trzecią możliwość, aby stanowiska nie przekazywać radzie miasta, czego nie brano wcześniej pod uwagę, i nie wyklucza drogi sądowej, gdyby jednak wiceprezes chciał pozwać radnego. W przeciwnym razie dyskusja przeciągnie się do pół roku.

– Zastanawiał się pan nad wycofaniem skargi? – pytała Zielińskiego radna Kulpa. Ten udzielił jej przeczącej odpowiedzi.

W tej sytuacji wniosek mecenasa przyjęto jednogłośnie.

Czytaj też:

Fot. Portal Płock

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE