Reklama

Reklama

O starym moście i zemście Krzywoustego

Opublikowano: śr, 18 maj 2016 01:43
Autor:

O starym moście i zemście Krzywoustego - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Jak to było z płockimi mostami? Było ich kilka, przez co niektórym mylą się poszczególne przeprawy. Maria Macieszyna w swoim pamiętniku przypuszczała, że ten pierwszy stały i drewniany most, który istniał 100 lat temu, mógł zostać zaminowany przez Niemców i w każdej chwili wysadzony. Miał początkowo służyć 10 lat, a funkcjonował trzykrotnie dłużej.

Reklama

Jak to było z płockimi mostami? Było ich kilka, przez co niektórym mylą się poszczególne przeprawy. Maria Macieszyna w swoim pamiętniku przypuszczała, że ten pierwszy stały i drewniany most, który istniał 100 lat temu, mógł zostać zaminowany przez Niemców i w każdej chwili wysadzony. Miał początkowo służyć 10 lat, a funkcjonował trzykrotnie dłużej.

W Płocku mieliśmy już kilka mostów. We wtorek były dyrektor Miejskiego Zarządu Dróg, Piotr Gryszpanowicz postanowił co nieco opowiedzieć na temat historii pierwszego stałego płockiego mostu, który teraz miałby już 100 lat, w sali Towarzystwa Naukowego Płockiego. Pod koniec jego funkcjonowania płocczanie wręcz śmiali się, że będą mieli wkrótce trzy mosty, przy czym tylko jednym da radę przejechać z powodu uszkodzeń powstałych w czasie wojny. Spoglądając na panoramę miasta, widziało się wówczas drewniany most, drogowo-kolejowy i może jeszcze dołączyłby do nich tymczasowo pontonowy, gdyby starania płockich władz przyniosły efekty. Tak się jednak nie stało. Z drugiej strony teraz, kiedy mamy dwa stałe mosty w pełnym dostępem, trudno sobie wyobrazić sytuację, kiedy to Płock zostałby całkowicie pozbawiony przeprawy mostowej łączącej lewy i prawy brzeg Wisły. A jednak był także i taki moment w historii miasta...

Budujemy most...

Z racji usytuowania Płocka władze od zawsze musiały kombinować, jak tu komunikację usprawnić i tak zorganizować, aby nie trzeba było przeprawiać się łódką przez Wisłę. W ten sposób dorobiliśmy się mostu łyżwowego i pontonowego. Ten drugi nie miał chodników i został zniszczony w czasie I wojny światowej, dokładnie 18 lutego 1915 roku. - Powstał w ciągu zaledwie 1,5 dnia, często mylono go później z tym wojennym – mówił Gryszpanowicz. - Bywało, że mosty łyżwowe i pontonowe także nazywano wojennymi.

To tylko pierwsza z kilku niejasności, o których wspominał. Druga dotyczy tego, kto właściwie zbudował pierwszy stały most, który od początku był projektowany na okres 10 lat. Podążając śladem starych pocztówek łatwo o wniosek, że obiekt wznieśli niemieccy żołnierze. Istnieją jednak i inne publikacje, jak chociażby ta Bolesława Chwaścińskiego „Mosty na Wiśle i ich budowniczowie”. Autor podaje, że budową zajmowała się niemiecka firma z Kolonii. W jeszcze innej książce można znaleźć informacje, że za prace odpowiadała ta sama firma, której później powierzono wzniesienie mostu drogowo-kolejowego (wciąż po nim jeździmy). Żadna z tych wersji nie ma pełnego potwierdzenia, podobnie jak niepewna wydaje się data rozpoczęcia samej budowy. Czy był to październik 1915, jak pisał w „Monografii Płocka” arcybiskup Nowowiejski, czy też grudzień, bo i taka data się pojawia?

Prace na koszt miasta rozpoczęły się jednocześnie z obu brzegów Wisły, zmierzając ku jej środkowej części. Wszystko odbywało się w ekspresowym tempie, ponieważ oddano go do użytku w maju 1916 roku. Wstęgę przecięto, jednocześnie do czerwca przedłużyły się prace wykończeniowe. Cały most miał 656 metrów długości i 16 przęseł. - Na około trzy metry przed filarami umieszczono izbice, aby chroniły przed krą lodową. - Nazywano je także nożami – uzupełniał Gryszpanowicz. W konstrukcji wykorzystano również 20 zagłębionych w dno rzeki pali o długości od 2,5 do 5 metrów. Przydały się nawet stare szyny i przyczółki poprzedniego mostu. Niestety o ile zachowało się sporo zdjęć od strony płockiej skarpy, o tyle już bardzo mało pokazuje postęp prac po stronie Radziwia. Jeśli zaś chodzi o usytuowanie, też nie będzie tak łatwo. - Zmieniło się koryto Wisły, dlatego ustalenie dokładnego miejsca przyczółka jest niemożliwe – wyjaśniał były dyrektor MZD. Wjazd znajdował się mniej więcej w miejscu, gdzie teraz mieści się Zajazd Rybaki.

Na poświęcenie mostu przyjechał gubernator z Warszawy, Hans von Beseler. Przybito wówczas drewnianą tablicę z datą 6 maja 1916 roku. Maria Macieszyna w „Pamiętniku płocczanki” zwracała uwagę, że most był zlokalizowany dużo wyżej od swojego poprzednika. Nawet około ośmiu metrów, a może odrobinę więcej, jak dodawał Gryszpanowicz. W każdym razie cechowały go także niskie barierki sięgające trochę powyżej metra, przez co niektórzy mieli wrażenie, że mogą przez nie wylecieć. - Mostu strzegą uzbrojeni żołnierze, a druty wiodą zapewne do min. Tymczasem, do odwołania, przejście przez most jest bezpłatne – pisała przed laty. Żołnierzom służyła budka wartownicza. Ciekawostką jest fakt, że nawet w prasie z 1931 roku można znaleźć nieprawdziwe opisy przeprawy, jako drewnianego mostu na łyżwach – pontonach.

Drewniany most przetrwał bez szwanku I wojnę światową. Obyło się bez podpalenia czy wysadzenia, co nie znaczy, że nie było żadnych problemów. Miejska kasa świeciła coraz większymi pustkami, tymczasem materiał, z którego wykonano most, starzał się i wymagał coraz częstszych napraw (chociażby po powodzi z 1924 roku). - Na tym polegał największy problem władz miasta z lat 20. i 30. - opowiadał prelegent, prezentując kolejne archiwalne zdjęcia. Najpierw pojawiło się obwieszczenie, w którym zabroniono postoju na ul. Mostowej, aby nie tamować ruchu w stronę dzisiejszego pl. Narutowicza. Później, z uwagi na stan mostu, wydawano rozporządzenia. Miasta nie było stać na ciągłe remonty. Ograniczono ruch dla najcięższych pojazdów. Na krótkie okresy przeprawę zamykano.

Lepiej mieć dwa mosty

Wraz z rozwojem kolei do mostu trzeba było w jakiś sposób dojechać. Jeszcze funkcjonowały dorożki. Gorączkowo szukano pomysłów na budowę różnych połączeń w rozmaitych miejscach. W 1933 roku zapadła decyzja o budowie nowego mostu drogowo-kolejowego który miał zostać sąsiadem drewnianego. Tak też się stało w 1938 roku. Wybuch II wojny światowej zablokował komunikacje przez Wisłę. Wstępujące polskie oddziały uszkodziły kilka przęseł w drewnianym, co nie okazało się przeszkodą dla Niemców. W rozkazie naczelne dowództwo wojskowe zezwalało jedynie na niewielkie uszkodzenia, aby wznowienie ruchu po przeprawie nie okazało się bardzo czasochłonne. Ostatecznie to nowy most drogowo-kolejowy mocniej ucierpiał w wojennej zawierusze (zostały tylko dwa przęsła) niż ten drewniany, który nazywano starym. Miasto zostało bez mostu. Po interwencji sztabu wojskowego most wojenny nie doczekał się rozbiórki, a ruch na nim przywrócono w 1940 roku. Na tym drugim już później.

Drewniany most praktycznie przestał istnieć dopiero w 1945 roku. To, czego nie dokonano w I wojnie, niestety już udało się w trakcie II wojny światowej. W pierwszych latach tuż jej zakończeniu usuwano elementy starej konstrukcji, aby nie piętrzyła się woda.

Gryszpanowicz chciał upamiętnić pierwszy stały most budową tarasu widokowego po stronie Radziwia nawiązującego do wyglądu dawnego przyczółka przy okazji innej inwestycji. Zgłosił nawet swój pomysł do Ratusza, skoro przez większość czasu obiekt służył płocczanom, a nie Niemcom. Odpisano mu, że koszty mogą okazać się większe niż te przez niego podane w projekcie.

Zemsta Krzywoustego

Na spotkaniu w TNP był zaskoczony informacją o tym, że most drewniany w 1938 roku miasto... sprzedało osobie prywatnej. Części metalowe miały trafić na złom. A co do tego drogowo-kolejowego, to jedna z uczestniczek prelekcji wspomniała, że z mostu runęła tablica z nazwą. Drewniany do końca nie doczekał się imienia, w przeciwieństwie do swojego „sąsiada”. - Początkowo dzisiejszy most im. Legionów Józefa Piłsudskiego miał nosić imię polskiego władcy, Bolesława Krzywoustego - przypomniała. - To chyba była zemsta Krzywoustego. Koniecznie chciano czemuś nadać imię marszałka Piłsudskiego.

Gryszpanowicz przyznał jej rację, ponieważ już w 1935 roku powstał pomysł, aby nadać imię Piłsudskiego alejom. - Na sesji radni argumentowali, że to za mało reprezentacyjne miejsce i lepszy byłby nowy most – i tak się właśnie stało.

 

Czytaj też:

Fot. Materiały zaprezentowane na spotkaniu w TNP

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (3)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.