Reklama

Reklama

Nowoczesna: Chcą nam zafundować PRL bis

Opublikowano: 15 czerwca 2016 12:38
Autor:

Nowoczesna: Chcą nam zafundować PRL bis - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości - To, co twierdzi Prawo i Sprawiedliwość, to jakieś bzdury – twierdziły w środę posłanki Nowoczesnej. - Nie chodzi o konieczność reformowania systemu, tylko o ustalenie, czego i w jaki sposób uczymy młodych ludzi. Trzeba się jednak oderwać od tego, co było, a polska szkoła wciąż jest zakorzeniona w XIX wieku. W dodatku PiS chce nam zafundować PRL bis.

Reklama

- To, co twierdzi Prawo i Sprawiedliwość, to jakieś bzdury – twierdziły w środę posłanki Nowoczesnej. - Nie chodzi o konieczność reformowania systemu, tylko o ustalenie, czego i w jaki sposób uczymy młodych ludzi. Trzeba się jednak oderwać od tego, co było, a polska szkoła wciąż jest zakorzeniona w XIX wieku. W dodatku PiS chce nam zafundować PRL bis.

Nowoczesna zorganizowała we wtorek seminarium "Porozmawiajmy o lepszej edukacji" i zaprosiła do udziału dwie posłanki, Katarzynę Lubnauer i Kamilę Gasiuk-Pihowicz. Zwłaszcza ta pierwsza zajmuje się wspomnianym obszarem, a w tym przypadku, jak tłumaczyła, „dużo pomysłów wisi w powietrzu”. Jej zdaniem doprowadzą wyłącznie do straty energii na uporanie się z zupełnie niepotrzebnym chaosem powstałym w toku kolejnych reform, czyli przy likwidacji gimnazjów i powrotu do czteroletniego liceum.

Lubnauer przekonywała do programu Nowoczesnej. Po pierwsze, nauka powinna być „dla życia, nie dla egzaminów", co sprowadza się do większego nacisku na sferę praktyczną. - Najlepiej pamiętamy zdarzenia wiążące się z konkretnym działaniem, z emocjami – mówiła. - W podstawówce robiliśmy z nauczycielem makietę Odsieczy Wiedeńskiej. To jedyna bitwa, jaką pamiętam z lekcji historii, Na chemii czy fizyce do prostych doświadczeń czasem wystarczy tylko menzurka, trochę wody i waga. Podsycimy w ten sposób zainteresowanie ucznia i zwiększymy szansę na przyswojenie nowych wiadomości. W Stanach Zjednoczonych odbywają się zajęcia zwane „show and tell”, na które uczeń przynosi ulubiony przedmiot i opowiada o nim przed klasą. Musi się wypowiedzieć, uczy się argumentacji i autoprezentacji, czego nieraz brakuje pracownikom, na co z kolei zwracają uwagę później pracodawcy. Polska szkoła jest głównie teoretyczna i po prostu nudna – skwitowała posłanka. Przywołała nawet badania wskazujące na mierną satysfakcję uczniów z poziomu szkolnictwa.

Wspominała odrabianie prac domowych z własnym dzieckiem i złapała się za głowę. - Co to za praca domowa, w której trzeba do zeszytu z ćwiczeniami przepisać całe fragmenty podręcznika? Takie prace domowe są pozbawione sensu, później kopiowane przez uczniów na przerwie albo przepisane z internetu – wskazywała. Problem z pracami domowymi jest szerszy. Nie wszyscy rodzice są w stanie pomóc dziecku przy ich odrobieniu. Tu posłanka upatruje roli świetlic szkolnych, aby dzieci miały się do kogo zwrócić o pomoc po skończonych lekcjach. - Teraz mamy taką sytuację, że na 30 osób w klasie mojej córki, aż 26 korzysta z korepetycji.

Grzechów polskich szkół wymieniała więcej. Kolejny to zbyt mała ilość lekcji języków obcych. Ponadto takie zajęcia powinny odbywać się w mniejszych grupach.

- Świat się zmienia, w coraz mniejszym stopniu potrzebujemy wiedzy pamięciowej – kontynuowała Lubnauer. - Niemal każdy z nas ma smartfona z dostępem do internetu. Znacznie ważniejsze wydają się umiejętności szybkiego skojarzenia faktów i wyszukania rzeczy potrzebnych, nacisk na praktyczne umiejętności, tymczasem polska szkoła tkwi w XIX wieku. Kiedyś uczyli jeszcze w szkołach wbijania gwoździ młotkiem, dzięki czemu łatwiej było wybrać zawód. Jednemu to pasowało, inny wolał inny kierunek. A teraz mamy coraz więcej osób z wyższym wykształceniem, a coraz mniej takich, którzy potrafią faktycznie coś zrobić własnymi rękami. W dodatku nie chodzi o to, aby w szkole znalazł się jeden zapalony nauczyciel propagujący pracę w grupie, tylko o sam sposób nauczania. Mało się pisze. Później są efekty. Uczeń ma problem z napisaniem podania.

Kamila Gasiuk-Pihowicz zwracała uwagę na zaniechanie edukacji obywatelskiej. Za mały nacisk kładzie się na lekcje wiedzy o społeczeństwie, aby każdy wiedział, czemu służy taka instytucja, jak Trybunał Konstytucyjny.

Przydałoby się doradztwo zawodowe rozwinięte w każdej szkole. To, co zrobiono z sześcio i siedmiolatkami, Katarzyna Lubnauer nazwała „bałaganem”, który skończył się zwolnieniem 7 tys. nauczycieli. Jest to w dodatku duży problem w sytuacji niżu demograficznego, kiedy szkoły w pierwszej kolejności znajdują godziny dla swoich nauczycieli.

Nowoczesna opowiada się także za zmianami w Karcie Nauczyciela. - Nauczyciel otrzymuje ocenę naganną, dobrą albo wyróżniającą – przypominała Lubnauer. - Ale co wtedy, kiedy trzeba kogoś zwolnić? Okazuje się, że dyrektor ma tylko dobrych i wyróżniających się nauczycieli. Powinna być większa skala ocen. Teraz nauczyciel dyplomowany, już po awansie, nie ma większej motywacji do pracy. Zresztą wszystko opiera się na nadmiernej papierologii. Nie można takiego nauczyciela łatwo zwolnić (jedynie w kilku przypadkach wyszczególnionych w Karcie Nauczyciela), no chyba że da mu się celowo o jedną godzinę mniej niż pracownikowi na pełnym etacie. To takie balansowanie na granicy prawa. Dyrektor zatrudniający nauczyciela nie ma pewności, czy ten będzie pasował do zespołu, sprawdzi się w pracy z młodymi ludźmi. Tymczasem zwolnienia nie powinny dotyczyć w pierwszej kolejności tych, których da się najłatwiej zwolnić, lecz najsłabszych.

Obie posłanki krytykowały egzaminy maturalne. - Aby zdać maturę z matematyki czy z języka obcego, wystarczy mieć 30 proc. To kompromitujące. Zniszczono szkolnictwo zawodowe, wprowadzając w zamian licea profilowane. Obecnie, poza likwidacją gimnazjów, wspomina się o powrocie do bardziej ogólnych liceów. Później idzie się do pracy w sklepie, masowo wybierając za kierunek studiów pedagogikę. I po co? Większość z tych osób nigdy nie znajdzie zatrudnienia w tym zawodzie. To jest przerażające.

Dalej temat zszedł na politykę historyczną. Kamila Gasiuk-Pihowicz wysunęła tezę dotyczącą obecnie rządzącej partii, która „zawłaszczyła pojęcie jedynego, słusznego patriotyzmu”. - Patriotyzm ma jednak 38 mln twarzy. Polega również na płaceniu podatków i prowadzeniu firmy przyczyniającej się do wzrostu PKB kraju. Nie sprowadza się wyłącznie do machania flagą – uznała. Zaoponowała Lubnauer. - Ja tam nie mam nic do machania flagą. Gorzej, jeśli towarzyszy temu hasło „Polska tylko dla Polaków”. Młodzież zrobiła się w znacznej mierze prawicowa, słucha o Żołnierzach Wyklętych. Pomija się przy tym cienie, odcienie szarości, wszystko przedstawia się w biało-czarnych brawach, co wypacza rzeczywistość. Mamy bohatera Łupaszkę, ale już nie wspomni się o Burym. Gloryfikuje się Wyklętych w sposób bezkrytyczny. Gdzie był prezydent Andrzej Duda, kiedy obchodzono rocznicę czerwcowych wyborów z 1989 roku? - pytały retorycznie parlamentarzystki.

Gasiuk-Pihowicz tylko jedno dodała na koniec. - My tej Polski za 3,5 roku możemy nie poznać.

 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (16)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.