Reklama

Reklama

Nie spodziewałam się, że skończę w sądzie

Opublikowano: sob, 5 kwi 2014 12:40
Autor:

Nie spodziewałam się, że skończę w sądzie - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości - Nie spodziewałam się, że skończę w sądzie. Moim celem nie była sensacja – mówiła pisarka Agata Tuszyńska, autorka kontrowersyjnej książki „Oskarżona: Wiera Gran” podczas spotkania w Książnicy Płockiej.

Reklama

- Nie spodziewałam się, że skończę w sądzie. Moim celem nie była sensacja – mówiła pisarka Agata Tuszyńska, autorka kontrowersyjnej książki „Oskarżona: Wiera Gran” podczas spotkania w Książnicy Płockiej.

Wierę Gran zapamiętamy jako piosenkarkę w warszawskim getcie zaraz po wojnie zmagającą się z oskarżeniami o kolaborację z gestapo. – To słowo niszczyło życie Wiery, jak silne musiało być, a przecież ona słaba nie była – opowiadała tłumnie zgromadzonym gościom kontrowersyjna pisarka.

Trzy lata po napisaniu książki Tuszyńska spotkała się z zarzutami syna Władysława Szpilmana o swoiste naruszenie kultu pamięci jego ojca, uznanego kompozytora i aranżera. Argumentował on, że książka przypisuje muzycznemu twórcy łatkę kolaboranta, działacza Żydowskiej Służby Porządkowej. Szkaluje dobre imię martwego już człowieka, który sam nie może się bronić. Trwający blisko trzy lata proces w Hamburgu ostatecznie zakończył się w maju 2013 roku, ale nie został rozstrzygnięty na korzyść autorki. Sąd nakazał usunąć kontrowersyjne fragmenty książki, pomimo że Wiera Gran do końca życia podtrzymywała swoją wersję historii.

Gran pierwotnie dała wyraz własnym przekonaniom w książce swojego autorstwa, którą zatytułowała „Sztafeta Oszczerców”. Nie potrafiła zrozumieć, dlaczego słynny „Pianista” z filmu Polańskiego całkowicie wymazał jej postać ze swojego oficjalnego życiorysu, choć to właśnie on przygrywał jej na pianinie podczas półtorarocznych występów w kawiarni „Sztuka” znajdującej się za murami dopiero co powstałego getta. To dla niej napisał stary szlagier „Jej pierwszy bal”, który wykonywali wspólnie wciąż jeszcze przed nieświadomą swojego losu żydowską publicznością.

- Wiera chciała opowiedzieć swoją historię - mawiała, że może i straciła głos do śpiewu, ale nie straciła do krzyku – opowiadała Tuszyńska. Zależało jej na kontakcie z kimś, kto tę wstrząsającą historię jej życia opowie, bo sama nie potrafiła sobie dobrze z nią poradzić.

Postać śpiewaczki z getta jawi się nam jako kobieta piękna, ale też totalnie samotna, bezustannie opowiadająca te same historie, co stało się nie do zniesienia dla otaczających ją ludzi. Mieszkanie, w którym żyła, przypominało bunkier, było tam tak ciemno. Kiedy zaczęła chorować na manię prześladowczą, na ścianie swojego paryskiego mieszkania napisała: „Pomocy! Ratunku! Szajka Szpilmana chce mnie zniszczyć!”. Zmarła mając 64 lata.

„Oskarżona: Wiera Gran” to historia piętna w postaci rzuconego oszczerstwa mimo braku dowodów. – Nie chciałam, aby była to książka wyłącznie o Szpilmanie, ale i tak kosztowała sporo trudu – wspominała publicystka. - Podczas spotkań siedziałyśmy na ciemnej klatce schodowej. Piszę o tym, aby jak najlepiej wciągnąć czytelników w ten jej dziwny świat. W taki sam sposób, jak ja sama zostałam wciągnięta. Chciałam oddać klimat naszych rozmów. Trzeba było cicho mówić, bo Wiera obawiała się często podsłuchu.

Tragicznego losu artystki nie odmienił nawet wyrok uniewinniający przed sądem żydowskim. – Słowo potrafi być rozsiewane z niesamowitą siłą, a kolportowali je ocalali Żydzi – Tuszyńska broniła żydowskiej piosenkarki. Jaka jest prawda o Wierze Gran? Z pewnością swoim wokalem dawała mieszkańcom getta poczucie przynależności do świata ludzi wolnych. Dokładnie to, czego im brakowało. – Chodziło o życie po prostu - wyjaśniała autorka biografii. - Ci sami Żydzi zabronili jej potem śpiewać w Izraelu, oskarżali o przyśpiewywanie Niemcom, nazywając zbrodniarką – podsumowała.

Wiera Gran mawiała, że nie należy jej wspominać, bo się można ubrudzić. Tuszyńska przypomniała, z jaką szybkością człowiek feruje wyroki. Tłumaczyła, że udokumentowując tę historię, nie znalazła ani jednego świadka czy dokumentu, przeczących jej prawdziwości.

Pisarka podczas spotkania z czytelnikami utrzymywała, że z prawdą drugiego człowieka nie można się kłócić. Ona sama wyłącznie cytowała Wierę, co nie przeszkodziło w oskarżeniu jej o brak zawodowej rzetelności ze względu na jednostronność zaprezentowanej narracji. Z drugiej strony ciężko udzielić głosu zmarłemu. Zatem, czy jeśli ktoś chce mówić, dokumentalista powinien słuchać czy nie?


Fot: Portal Płock

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (4)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.