Reklama

Reklama

Nie ma drugiego takiego obiektu w Płocku. Robi wrażenie [FOTO]

Opublikowano: 7 sierpnia 2017 12:26
Autor:

Nie ma drugiego takiego obiektu w Płocku. Robi wrażenie [FOTO] - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Elewator jest wysoki na 13 pięter i bardzo charakterystyczny. W środku przechowuje się ziarno zbóż. Dawniej działał młyn. Teraz te pomieszczenia są praktycznie nieużywane. - Raczej nie widzę możliwości do przerobienia ich na lofty – dodaje mimochodem Jolanta Olszewska. - Nadzieja umiera ostatnia, dlatego trzymam ten młyn od pięciu lat bezużytecznie. Ściągam tu różnych ludzi, aby sprawdzili warunki technologiczne. Może jeszcze uda się coś zmienić...

Reklama

Elewator jest wysoki na 13 pięter i bardzo charakterystyczny. W środku przechowuje się ziarno zbóż. Dawniej działał młyn. Teraz te pomieszczenia są praktycznie nieużywane. - Raczej nie widzę możliwości do przerobienia ich na lofty – dodaje mimochodem Jolanta Olszewska. - Nadzieja umiera ostatnia, dlatego trzymam ten młyn od pięciu lat bezużytecznie. Ściągam tu różnych ludzi, aby sprawdzili warunki technologiczne. Może jeszcze uda się coś zmienić...

Patrząc z prawego brzegu Wisły wszyscy doskonale kojarzymy ten wysoki na 13 pięter budynek po stronie Radziwia. Wygląda okazale, lecz na płocczan nie jest już dostępny, jako jeden z zabytków należących do miasta, bo i do niego nie należy. Od lat działa tu firma Silopol, która umożliwiła niedzielne zwiedzanie w ramach spaceru z Płocką Lokalną Organizacją Turystyczną. Firma należy do Jolanty i Mirosława Olszewskich. Mają zdolny pomieścić 30 tys. ton zboża elewator w Płocku (ze zdolnością przemiału 100 ton na dobę), kolejne w Płońsku (na 50 tys. ton) i Oporowie (4 tys. ton). Należy do nich także gospodarstwo rolne w Luszynie. Silopol, oprócz magazynowania, także skupuje i sprzedaje zboża. 

Kontrkatedra

W XV wieku rzeka przydawała się do transportu. Zanim jednak zboże trafiło na flisackie barki, trzeba było je gdzieś zgromadzić. Tym bardziej elewator nie jest pierwszym spichlerzem, który powstał w ulokowanym nad Wisłą mieście. Z czasem zmieniały także swoje funkcje (obecnie mamy tam siedzibę Państwowego Archiwum Państwowego i Muzeum Mazowieckie) bądź zostały rozebrane.

Pomysł wybudowania elewatora zbożowego, a więc wielkiego spichlerza do przechowywania zboża, w którym komory zastąpiły silosy, pojawił się w 1913 roku z inicjatywy Towarzystwa Rolniczego. Już wówczas koszt budowy oszacowano na 50 tys. rubli. Nie wyszło, lecz pomysł wkrótce powrócił w latach 20. XX wieku, kiedy to snuto plany budowy w całym kraju 150 elewatorów zbożowych o pojemności do 1 tys. 500 ton i kilku do 120 tys. ton, na co potrzebowano 100 mln zł (starano się o wsparcie firmy ze Stanów Zjednoczonych). Także i te plany pokrzyżował kryzys w 1929 roku. Temat ponownie przywołano pięć lat później, w 1934 roku. Inicjatorem okazały się Państwowe Zakłady Przemysłu Zbożowego. Znów trzeba było poczekać z powodu wybuchu II wojny światowej. Aż wreszcie w latach 50. ruszyli z budową na X-lecie Polski Ludowej. Pod koniec lat 60-tych była jeszcze rozbudowa. Przybyło 18 cylindrycznych, betonowych silosów o pojemności 20 tys. ton, które służą za magazyny. Ta część już tak ładnie się nie prezentuje, jest po prostu bardzo wysoka i szara.

Obiekt zadziwiał z kilku względów. Od środka jest to betonowa konstrukcja, a jednak od zewnątrz, patrząc od Wisły, nie kojarzy się z miejscem na zboże. Można dostrzec architektoniczne powiązania z budownictwem sakralnym, z kościołem św. Jana czy z bazyliką św. Mikołaja w Gdańsku. Elewator, poprzez swoją wysokość, miał z założenia górować nad okolicą, a nawet przewyższyć katedrę na Wzgórzu Tumskim. Wysoki na 13 pięter obiekt zyskał dodatkową łatkę, niektórzy okrzyknęli go bowiem „katedrą pracy socjalistycznej”. Wciąż pozostaje najwyższy w Płocku.

Co ciekawe, już od początku działa w środku winda. - To wąskie gardło – Stwierdził Bogusław Osiecki z Towarzystwa Miłośników Radziwia, który w niedzielę wziął na siebie funkcję przewodnika, podobnie jak wiceprezeska firmy Silopol, Jolanta Olszewska.

Winda jest bowiem mała, przeznaczona dla czterech osób. Jedyna taka w Płocku, którą wjeżdża na 13 piętro (przy czym każde z pięter wysokie na ponad 4 metry). Kiedy się do niej wsiada, odnosi się wrażenie jakby była wehikułem do trochę innej rzeczywistości przepełnionej sitami, plątaniną rur od tych cienkich do bardzo grubych, które przebijają się przez podłogę bądź sufit, lejkami (tylko w wersji mocno powiększonej), drewnianymi klapami, taśmociągami, telefonami na ścianach, które już same w sobie są niczym wyciągnięte z muzealnej witryny. A u samej góry z okienek można zachwycić się widokiem na całą okolicę i na Wisłę. Później już tylko pozostaje schodzenie w dół, co jakiś czas otwierając kolejne grube drzwi (wyglądające jak takie więzienne). Na poręczy kurz. Tam wszędzie jest pełno kurzu. Osiada na wszystkim dookoła.

- Wchodząc tu pierwszy raz, nie miałam jeszcze doświadczenia. Pierwsze co pomyślałam, to że należy to posprzątać. Potrzebne będą miotełki, trzeba umyć wodą... A tu przecież nie wolno używać wody. - zastrzega Olszewska. - Tylko się wszystko omiata. Pył musi się gromadzić.

Trzeba jednak uważać. Olszewska dodaje, że były już przypadki w innych krajach wybuchów w elewatorach. Jeśli dojdzie do dużego wzrostu temperatury, wówczas może dojść do samozapłonu i eksplozji w magazynie. - Pył zbożowy ma mniej więcej taką siłę wybuchu jak trotyl.

To nie czas na młyny

Olszewską zaskoczyła frekwencja na spacerze. - Pewnie ciekawość was tu przyciągnęła. Od wielu lat wszyscy tu zbierają szyki, aby przyjąć zboże, wyprodukować mąkę, z której powstaje chleb. 20 lat temu kupiliśmy ten obiekt od Państwowych Zakładów Przemysłu Zbożowego i tak trwamy.

Kiedy kupowali, aby załapać się na tańsze zboże, trzeba było mieć umowę z państwem. Jeszcze działał młyn. - A państwo było jak agencja udzielająca limitów – w której liczyły się znajomości, jak dopowiadała Olszewska. - Wraz z transformacją ustrojową wszystkie państwowe zakłady były wycinane w pień. Dawniej pracowało tu około 120 osób, teraz 25.

W niedzielę oprowadzano po części młyńskiej. Młyn jest już wyłączony z użytkowania, chociaż firma odprowadza podatki od tej powierzchni. - Wolę tak robić i zarabiać na czymś innym niż dokładać do młyna. Chciałam przerobić te pomieszczenia na silosy, przebić się przez stropy – opowiadała Olszewska. - Okazały się na tyle mocne, że francuska firma zajmująca się wyburzaniem nie podjęła się zadania. W latach 50. budowano bardzo solidnie. Nie żałowano stali i betonu. To jest konstrukcja słupowa na dwóch platformach. Na terenie obiektu mamy nawet schron przeciwatomowy.

Znów kolejne piętro. Olszewska tłumaczy: - W Polsce produkuje się ogółem 26 mln ton zboża, z czego my zużywamy jakieś 3,5 i tendencja jest spadkowa. Zjadamy coraz mniej chleba. Kupujemy makarony, jemy kasze. Nie ma już takiego zapotrzebowania na młyny. Zboże do zmielenia nadaje się dopiero we wrześniu. Zanim rozpocznie się cały proces, trzeba odczekać trzy miesiące.

Dla niech najważniejszym okresem w roku pozostają żniwa. - To, co udaje się nam zgromadzić, to jest nasz kapitał na cały rok – kontynuowała Olszewska. A są też sytuacje, których nie da się przewidzieć, jak piątkowy pożar 40 ha pola ze zbożem. Mają 36 silosów do posortowania ziarna, które kończą się na wysokości dziesiątego piętra. Tyle że to ziarno trzeba oczyścić. Używa się nawet magnesów, aby nie trafiła się jakaś metalowa część. Ziarno trzeba dostarczyć ziarno na górę dzięki zamontowanym systemom w elewatorze, a na koniec wszystko odbywa się z wykorzystaniem taśmy, aby docelowo trafiło do komory.

Na samym dole w laboratorium trwają badania jakości zboża, czy są w nim szkodniki (a jeśli tak, to takie się odsyła), sprawdza się wilgotność i gęstość ziarna, zawartość mykotoksyn. Trzeba rozeznać, do której komory co należy wsypać.

- Bywa, że z Marysią mamy inne koncepcje – wtrąca jeszcze Olszewska. - Czasem bywa ostro, ale kto się lubi, ten się czubi.

- Szefowa ma silny charakter i ja też. Przy żniwach siedzi się w pracy nawet do późnej nocy, to bywa różnie między ludźmi - dodaje pracująca w laboratorium pani Maria i sięga po kolejną szklaną probówkę.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (9)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.