Reklama

Reklama

Ners i spółka, czyli kto na zimę nie narzeka

Opublikowano: czw, 21 lut 2013 00:15
Autor:

Ners i spółka, czyli kto na zimę nie narzeka - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Kierowcy klną na czym świat stoi na zaśnieżone ulice, piesi czym prędzej zmykają do ciepłych domów, chroniąc się przed mrozem i śnieżycą, ale jest ktoś, kto skacze z radości na wieść, że znów wraca zima - to Sibi, Aplauz, Hana i ich pan - Michał Ners. Bo śnieg oznacza, że będą zaprzęgi!

Reklama

Kierowcy klną na czym świat stoi na zaśnieżone ulice, piesi czym prędzej zmykają do ciepłych domów, chroniąc się przed mrozem i śnieżycą, ale jest ktoś, kto skacze z radości na wieść, że znów wraca zima - to Sibi, Aplauz, Hana i ich pan - Michał Ners. Bo śnieg oznacza, że będą zaprzęgi!

Za pasję 25-letniego Michała Nersa odpowiedzialny jest Sibi - to właśnie niebieskooki, długowłosy wulkan energii kilka lat temu zaraził swego pana miłością do psich zaprzęgów. Zaczęło się w sumie przypadkiem - Michał dostał od kolegi to pełne wigoru, pocieszne stworzenie rodem ze śnieżnej krainy i zaczął czytać o specyfice tej rasy. Wyczytał, że aby husky był szczęśliwy, nie pożarł nam z nudów połowy kanapy i wiecznie nie lądował na psim gigancie, ma biegać, biegać i jeszcze raz biegać. Najlepiej w zaprzęgu. Zaczął więc trenować bikejoring, czyli psio-ludzki duet kolarski. I Sibi, i on połknęli bakcyla, ale wciąż - rower to nie to samo co psi zaprzęg z prawdziwego zdarzenia. Dlatego do duetu trzy lata temu dołączył Aplauz - śliczna, puchata kuleczka, tym razem z brązowymi oczami, który gdy tylko podrósł, zaczął biegać z Michałem i Sibim. - Dzięki Sibiemu odnalazłem sport, w którym spełniam się w 100 procentach. Zaprzęgi są jak nałóg! Ale wciąż mi było mało - przyznaje Michał Ners. - Dlatego rok temu powiększyłem zaprzęg o Hanę, trzyletnią sukę husky.

Na biegun daleko, niech będzie Cekanowo

Teraz we czworo przemierzają wzdłuż i wszerz pola i lasy Słupna, przejeżdżając po kilka kilometrów dziennie. Jak jest śnieg - to na saniach, a wiosną i jesienią oraz w bezśnieżne miesiące zimy - na specjalnym wózku. Latem psy mają wakacje. - Husky nie powinny biegać po asfalcie, najlepsze do treningów miejsca są błotniste, leśne ścieżki, trasy góra-dół - opowiada Michał Ners.

Takie trasy wybierają zresztą organizatorzy zawodów, w których bierze udział nasz rozmówca. - Startujemy w tzw. wyścigach sprinterskich, w których trasa liczy maksymalnie do 6 km - opowiada.

Na początku nie mieli spektakularnych sukcesów, zdarzało się, że np. przez niesubordynację Aplauza, znajdowali się tuż za podium. Tak było podczas ogólnopolskich zawodów koło Bydgoszczy w 2011 r. - rozentuzjazmowany do granic możliwości Aplauz nie wytrzymał ciśnienia związanego z oczekiwaniem na sygnał do rozpoczęcia biegu, wypiął się z uprzęży i co sił w czterech łapach pognał naprzód sam. Falstart przypłacili czwartym miejscem. - Teraz Aplauz jest najposłuszniejszy z całej trójki, dlatego to on przejął po Sibim rolę lidera, biega w pierwszej parze i to jemu wydaję polecenia, a reszta słucha się jego. Sibi ma już swoje lata, lepiej sprawdza się w drugiej parze, gdzie jest największe obciążenie. A szalona wariatka, czyli Hana, jest od nakręcania chłopaków na dobre tempo biegu - opisuje swoją czworonożną ekipę dwunożny pan. - Dzięki takiej konfiguracji na zawodach idzie nam trochę lepiej - mówi skromnie.

To „trochę lepiej” to między innymi wygrane wyścigi w 2012 r. - najpierw pierwsze miejsce w Minikowie koło Bydgoszczy (tylko z Aplauzem i Haną, bo Sibi nie ma rodowodu, a kategoria ujmowała psy z papierami), potem - już z całą trójką - zwycięstwo na wyścigach na warszawskich Młocinach. - Przejechaliśmy 5-kilometrową trasę w 8 minut 34 sekundy - mówi Ners.

Na razie biorą udział wyłącznie w zawodach na wózkach, na śniegu tylko ćwiczą. Treningowy rekord to 25 km, ale Michał nie myśli na razie o długich dystansach.- Są też oczywiście wyścigi długodystansowe, najdłuższy jest w Bieszczadach - trzeba przebiec ponad 160 km. Ale musiałbym mieć więcej psów? Zobaczymy, może zostawimy sobie w przyszłym roku szczeniaka od Hany?

Husky, oślizgłe istoty i szop pracz Diego

My to znaczy Michał Ners i jego żona, która co prawda sama nie trenuje, ale jest niezastąpionym kibicem. No i tak jak mąż - kocha zwierzęta. A do tego kochania mają sporo pupili - w domu w podpłockim Cekanowie poza Sibim, Aplauzem i Haną mieszka również Hela - suczka owczarka niemieckiego przygarnięta przez rodziców Michała ze schroniska (i jedyny pies, który korzysta z daru natury, jakim jest szczekanie, bo husky gustują raczej w tęsknym wyciu do księżyca). To wciąż nie wszystko - poza zwierzakami z sierścią, jest też cała menażeria bez futra, bo Michał Ners od lat zajmuje się terrarystyką - w kilkunastu terrariach mieszkają sobie cichutko potworne, oślizgłe istoty: węże, skorpiony, ptaszniki, gekony, agamy. A w październiku do całej tej ferajny dołączył jeszcze… szop pracz! - Diego mieszka przed domem, w specjalnie zbudowanej dla niego klatce z wybiegiem, psy nie mają do niego dostępu - mówi Michał Ners. - Jest kontaktowy, nie boi się ludzi ani psów, ale nigdy nie będzie to zwierzę w pełni udomowione. Jak to szop ma bardzo zwinne łapki, dzięki którym potrafi otworzyć każdą szufladę i wszystko ukraść, gdy jest w domu. Poza tym świetnie pływa i chodzi po drzewach. Nie znosi tylko Sibiego.

Diego, podobnie jak psia ekipa, również domaga się spacerów ze swoim panem. Jako szop obyty, miastowy był nawet dwa razy na Tumskiej i starówce - m.in. by wspomagać kampanię Antyfutro. Oczywiście budził powszechne zainteresowanie. - Przechodnie wypytują, cóż to za zwierzak- opowiada właściciel. - Diego był już mylony z kotem perskim, fretką, oposem, borsukiem, a nawet królikiem!

Poza animozjami między Sibim a szopem cały tłum żyje we względnej symbiozie. Husky ani Hela nie bardzo interesują się oślizgłymi gadami za szybą terrarium, wypatrując raczej kury sąsiada, gady - jak to gady - nawet jeśli nie w smak im czworonożne towarzystwo, to nie pokazują żadnych emocji, a szop prowadzi żywot samotnika. Małżonkowie mają jeszcze króliki, szynszyle, szczury, chomiki, papużki, kanarki, tarantule, agamy, gekony - ale cały ten zwierzyniec przeznaczony jest na sprzedaż i mieszka w Płocku, na Podolszycach, w ich własnym sklepie zoologicznym ze specjalizacją terrarystyczną.

Mimo że w Płocku roi się od psów północy, głównie siberianów husky, ale też np. malamutów, wydaje się, że niewiele osób połknęło bakcyla psich zaprzęgów. Zainteresowanych tym sportem albo tych, którzy po prostu chcą porozmawiać o psach i zaprzęgach (łącznie z np. nauczycielami, bo Michał prowadzi lekcje z wybranymi pupilami tak z domu, jak i ze sklepu) Michał Ners zaprasza do Centrum zoologicznego Elaphe przy ul. Hubalczyków 7 na Podolszycach Północ.

Fot.  z prywatnego archiwum Michała Nersa

Zdjęcia Sibiego w akcji - fot. Adek Jasiński/Portal Płock

Więcej zdjęć zaprzęgu Michała Nersa zobacz w naszej galerii

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (14)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.