Reklama

Reklama

Nazywano ich mennonitami znad Wisły

Opublikowano: 10 grudnia 2014 21:29
Autor:

Nazywano ich mennonitami znad Wisły - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Oni nie obawiali się powodzi. Przeciwnie, z wodnym żywiołem byli za pan brat. Aby się osiedlić, najpierw musieli zawierać kontrakty. Za możliwość pracy na własnym kawałku roli płacili czynsz. Ich szczególnym specjałem były powidła wyrabiane z buraków. O samowystarczalnych olendrach postanowiło przypomnieć nam ponownie Muzeum Mazowieckie.

Reklama

Oni nie obawiali się powodzi. Przeciwnie, z wodnym żywiołem byli za pan brat. Aby się osiedlić, najpierw musieli zawierać kontrakty. Za możliwość pracy na własnym kawałku roli płacili czynsz. Ich szczególnym specjałem były powidła wyrabiane z buraków. O samowystarczalnych olendrach postanowiło przypomnieć nam ponownie Muzeum Mazowieckie.  

Na terenach środkowego Mazowsza mieściły się przed wiekami wsie reprezentujące tzw. kolonizacją olenderską, której początki sięgały końca XVII wieku. Nadwiślańskie, nizinne tereny zamieszkiwali wówczas osadnicy olenderscy (holenderscy), początkowo wywodzący się z Niemiec, Holandii, z czasem także z polskich terenów. Obszar przez nich zamieszkiwany okazuje się na tyle charakterystyczny, że da się odszukać ich ślady w nadwiślańskim krajobrazie między Płockiem a Warszawą. Takimi badaniami terenowymi zajmował się w ostatnich dwóch latach Dział Etnografii płockiego Muzeum Mazowieckiego, któremu właśnie udało się przywrócić największą w kraju kolekcję zabytków olenderskich w wyniku pieczołowitych zabiegów konserwatorskich.

Olendrzy trudnili się rolnictwem, ale to, co ich charakteryzowało, poza pochodzeniem etnicznym, to również zawieranie kontraktów osadniczych, na mocy których osiadali na konkretnym kawałku ziemi. Takie kontrakty, jak pisze Jerzy Szałygin z Narodowego Instytutu Dziedzictwa, zawierano z całą gminą, stworzoną przez ludzi wolnych. Początkowo chodziło o kilkanaście czy kilkadziesiąt lat, jednakże przy próbie odnowienia kontraktu tzw. opłata dzierżawna mogła już być znacznie wyższa. Później takim kontraktom nadano formę wieczystą, chociaż w dalszym ciągu za odpowiednią opłatą. Gdy właściciel ziemi wybrał innych dzierżawców, musiał wypłacić odszkodowanie, natomiast sam dzierżawca mógł komuś odstąpić swój fragment pola, gdyby nie odziedziczył jej potomek (zwykle chodziło o najstarszego syna).

Jednak poza opłatą istniały także inne zobowiązania wobec pana, za których uregulowanie odpowiadała cała wspólnota. Najogólniej mówiąc, trzeba było płacić czynsz. A skoro olendrzy byli wolnymi rolnikami uprawiającymi zboża, w dalszym ciągu mieli pełne prawo opuścić gospodarstwo (pomimo trwania kontraktu), ale pod warunkiem znalezienia zastępstwa. Równie dobrze mogli nie przedłużać kontraktu, przysługiwała im także możliwość wyboru zawodu dla swoich dzieci. Sami także decydowali o typie zabudowy, aby odpowiednio dostosować ją do swoich potrzeb. Ich sytuacja przedstawiała się o wiele korzystniej niż zwykłych chłopów pańszczyźnianych.

Utrzymywali także własne szkoły i praktykowali zasady mennonickiej grupy wyznaniowej, założonej przez Menno Simmonsa w Niderlandach (w zasadzie zezwalającej na wielożeństwo, ale niedopuszczalne były rozwody albo separacja), przez co przez długi czas nie ulegali naleciałościom polskiej kultury. Odrzucali przemoc, dlatego odmawiali służby wojskowej. Ci, którzy nie byli mennonitami, praktykowali luteranizm.

Jako osadników cechowała ich wyjątkowa pracowitość. Bardzo często sadzili wiklinę, z której wyplatali kosze przeznaczone do sprzedaży na targu. Wielu z nich wybierało sadownictwo, decydując się na hodowlę owoców. Z czasem pojawili się kowale, cieśle, garncarze, szewcy, co zaczynało stwarzać nawet konkurencję dla istniejących cechów. A skoro żyli na terenach nadwiślańskich, wykonywali również prace związane z regulacją rzek i budowaniem tam.

Z pełną historią olendrów zapoznamy się podczas najnowszej wystawy w Muzeum Mazowieckim, na której  zostaną zaprezentowane liczne zabytki związane z bogatą historią osadników. Dowiemy się, w jakich gustowali meblach i co było pomocne przy prowadzeniu gospodarstwa domowego. Niektóre zabytki będą miały związek z przetwórstwem warzyw i owoców (w tym z powidlarstwem) oraz mleka, ze stolarką, ciesiołką i transportem.

Wystawie „Osadnictwo olenderskie na Mazowszu” towarzyszy publikacja: „Olenderskie unikaty Mazowsza. Konserwacja zabytków osadnictwa olenderskiego ze zbiorów Muzeum Mazowieckiego w Płocku” wydana w trzech językach: polskim, angielskim i niemieckim. Wernisaż odbędzie się 11 grudnia o godzinie 17.00. W jego trakcie zaplanowano mały kiermasz produktów regionalnych, w tym powideł, chleba i serów. Cała ekspozycja, czynna do 19 kwietnia 2015 roku, będzie dostępna w Spichlerzu przy ul. Kazimiera Wielkiego 11b.

Fot. Muzeum Mazowieckie

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.