Reklama

Reklama

Mroczne tajemnice komendy. Zamurowane cele aresztu

Opublikowano: śr, 3 wrz 2014 14:25
Autor:

Mroczne tajemnice komendy. Zamurowane cele aresztu - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Zanim można będzie myśleć o przekształceniu byłego budynku policji w filharmonię, trzeba rozwikłać mroczną tajemnicę, którą kryją podziemia byłej siedziby gestapo i UB. Cele, w których torturowano i mordowano żołnierzy wyklętych, zostały od podłogi po sam sufit wypełnione gruzem i zamurowane na kilkadziesiąt lat. Aż do teraz?

Reklama

Zanim można będzie myśleć o przekształceniu byłego budynku policji w filharmonię, trzeba rozwikłać mroczną tajemnicę, którą kryją podziemia byłej siedziby gestapo i UB. Cele, w których torturowano i mordowano żołnierzy wyklętych, zostały od podłogi po sam sufit wypełnione gruzem i zamurowane na kilkadziesiąt lat. Aż do teraz?

To jedno z najstraszniejszych miejsc w Płocku, w którym ściany zalane były  krwią płocczan. Dosłownie.

Piękny ponadstuletni budynek na rogu 1 Maja i Sienkiewicza okrył się złą sławą w 1941 r., gdy gestapo wybrało go na swą siedzibę. W styczniu 1945 r. zajęło go NKWD, potem UB. Nie ulega wątpliwości, że tu właśnie torturowano i mordowano żołnierzy antykomunistycznego podziemia zbrojnego, a także zwykłych mieszkańców Płocka i powiatu płockiego. Zwłaszcza tych bogatych, tylko po to, by ich bez przeszkód ograbić.

Przede wszystkim jednak to miejsce kaźni żołnierzy wyklętych. - Przywożono tu aresztowanych na przesłuchania, tu zwożono też ciała partyzantów złapanych podczas z obław w lesie - opowiada w filmie z serii „Śladami zbrodni” historyk IPN Jacek Pawłowicz.

Tu rozszarpany przez psy podczas zaaranżowanej przez strażników próby ucieczki został Adam Wojciechowski, tu zamordowano Jana Bolesława Jaroszewskiego pseudonim „Zawieja”, który organizował na naszym terenie oddział ROAK, tu torturowano prawie cały jego oddział.

Część ciał zakopano na podwórku. To wiadomo na pewno, bo gdy rozbudowywano pawilon, odkopano szczątki osób pochowanych w latach 40. i 50.

Zresztą po tym, że dziedzińcu komendy ginęli ludzie, zostały ślady. Cała ściana upstrzona jest dziurami po kulach.

Ale niewiadomych jest znacznie więcej. Od lat wśród policjantów krążą mroczne legendy o ciałach zamurowanych w piwnicach budynku.

Co gorsza, tych historii nie można tak po prostu między bajki włożyć. Przekonali się o tym pięć lat temu historycy IPN. Bo jak opowiada Jacek Pawłowicz piwnice w 1941 r. zostały zaadaptowane na cele dla aresztowanych za działalność niepodległościową, ale pewne jest, że druga część rozległego kompleksu piwnic została zamurowana.

W filmowym dokumencie zrealizowanym przez IPN po labiryncie piwnic budynku przy 1 Maja oprowadza Jacek Pawłowicz. Pokazuje: tu, na tych ścianach, na pewno były ślady, które zostawiali więźniowie: napisy z nazwiskami, kalendarze, hasła. Ale zatarły się, zniknęły pod warstwami tynku i farby. Tylko w jednym miejscu o przetrzymywanych tu w męczarniach bohaterach świadczą wydrapane głęboko litery AK i nazwisko. - Wiemy też o hakach wbitych w sufit, do których więźniów krępowano i torturowano - wspomina Jacek Pawłowicz w filmie. - Musimy je odnaleźć.

Ale są miejsca, w których pewnie te wszystkie świadectwa jeszcze się zachowały. To zamurowane w latach 60. albo później cele aresztu. Taka praktyka była częsta - jak wskazuje historyk IPN, pomieszczenia  piwniczne od strony ulicy zamurowano choćby w dawnym budynku UB Sierpcu czy w Płońsku.

Na filmie dokumentalnym widać, że korytarz w podziemiach budynku przy 1 Maja nagle się kończy. - Pierwotnie korytarz w drugim kompleksie piwnic biegł aż do ul. Sienkiewicza - opowiada Jacek Pawłowicz.

Oznaczałoby to, że prawie połowa podziemi budynku jest niedostępna.

Już wiadomo, że za ścianą z cegieł (budulec jest znacznie późniejszy niż np. przedwojenne sklepienia, cegły wyprodukowano w Boryszewie w l. 60.) są pomieszczenia zasypane gruzem i piaskiem.  Właśnie pięć lat temu z pomocą młota i wiertarki dostał się do nich Jacek Pawłowicz.  - Jest! - niemal krzyczy na filmie, gdy kruszona cegła odsłania zakratowane okienko i drewnianą futrynę. Zza grubych prętów, z gruzu wypada szklane naczynko, jakby stary kałamarz…

Cela po sam sufit zasypana jest gruzem. Nie ma szans, by robić w piwnicach rewolucję. Ale wrócimy tu - obiecuje Pawłowicz.

Teraz, gdy policja wyprowadziła się do nowej komendy przy Kilińskiego, szansa na to, by obnażyć skrzętnie skrywane przez lata tajemnice wreszcie się pojawiła.

Niedawno Ratusz oficjalnie potwierdził, że uwzględnia zamiary historyków w swoich planach. Jak zapowiada wiceprezydent Roman Siemiątkowski, podczas wrześniowej sesji radni dostaną do rąk projekt uchwały związanej z przejęciem kamienicy w formie darowizny od skarbu państwa.  Prawdopodobnie ponadstuletni budynek stanie się własnością miasta w styczniu 2015 r.

- Piwnice budynku są miejscem niedokończonego śledztwa IPN, które ma zostać wznowione po przejęciu nieruchomości - zapowiada zastępca prezydencki w odpowiedzi na interpelację. - Termin zakończenia śledztwa, które bada siedzibę jako miejsce kaźni, jest nieznany. Dopiero po jego zakończeniu możliwe są ewentualne działania inwestycyjne.

Jacek Pawłowicz potwierdza, że IPN planuje kontynuowanie działań poszukiwawczych  prowadzonych w ramach programu edukacyjno-badawczego "Śladami zbrodni" w byłej siedzibie gestapo, a potem NKWD i UB.

A propos interpelacji. Otóż radny Dariusz Skubiszewski wykoncypował, by w budynku byłej komendy utworzyć izbę pamięci poświęconą… Tadeuszowi Mazowieckiemu. Bo przed wojną zmarły niedawno premier mieszkał tam przez chwilę, gdy w kamienicy mieściły się mieszkania czynszowe. Ratusz ustami wiceprezydenta dość dyplomatycznie wybrnął z tej propozycji, zapowiadając, że planuje montaż tablicy poświęconej pierwszemu premierowi po transformacji.

- Trudno inaczej oceniać tę propozycję niż jako prowokację, próbę skłócenia płockiego środowiska, jak można upamiętniać Tadeusza Mazowieckiego na byłej katowni: gestapo, NKWD czy UB - komentuje ten pomysł Jacek Pawłowicz. - Tadeusza Mazowieckiego upamiętniajmy, owszem, nazwijmy jego imieniem jakąś ulicę, rondo, może skwer przed Małachowianką, w której się uczył, ale nie w tym miejscu. To jest przestrzeń polskich patriotów, którzy w tych podziemiach stracili zdrowie, a niejednokrotnie również życie. Zostawmy im to miejsce.

Przypomnijmy: jednym z poważnie branych pod uwagę pomysłów na zagospodarowanie kamienicy wybudowanej w 1905 r. przez znanego płockiego architekta Bolesława Zienkiewicza, gdy stanie się ona już własnością miasta, jest przekształcenie jej w długo oczekiwaną przez płockich melomanów filharmonię. Taki scenariusz  - podkreśla miasto -  pozwoliłby też na stworzenie w podziemiach izby pamięci poświęconej zamęczonym tu Polakom.

Więcej o filharmonii czytaj:

 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (7)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.