Reklama

Mariusz Szczygieł: Jestem modny [FOTO]

Opublikowano:
Autor:

Mariusz Szczygieł: Jestem modny [FOTO] - Zdjęcie główne
Udostępnij na:
Facebook

Przeczytaj również:

Wiadomości Książki pisze w głowie, kiedy jeździ rowerem. Twierdzi, że w fachu reportera trzeba wiedzieć, w jaką strunę uderzyć. Absolutnie nie można zmyślać, chociaż nie warto być aż do przesady dokładnym. Czasem lepiej pewne rzeczy przemilczeć dla dobra bohatera. Mariusz Szczygieł opowiadał w Płocku także o tym, że bez Google i telewizji ludzie świetnie dawali sobie radę.

Książki pisze w głowie, kiedy jeździ rowerem. Twierdzi, że w fachu reportera trzeba wiedzieć, w jaką strunę uderzyć. Absolutnie nie można zmyślać, chociaż nie warto być aż do przesady dokładnym. Czasem lepiej pewne rzeczy przemilczeć dla dobra bohatera. Mariusz Szczygieł opowiadał w Płocku także o tym, że bez Google i telewizji  ludzie świetnie dawali sobie radę.

- Znów odbędzie się rozmowa na ważny temat – przywitała się z gościem Książnicy Płockiej jej dyrektorka, Joanna Banasiak. W czwartek na spotkaniu autorskim w sali kolumnowej stawił się Mariusz Szczygieł, dziennikarz i wieloletni prowadzący popularny program telewizyjny „Na każdy temat”. Spotkanie trwało blisko dwie godziny, zgromadziło spory tłumek słuchaczy. Było wyjątkowo dynamiczne. Szczygieł parokrotnie wstawał z mikrofonem, żeby przepytać osoby z sali. Odpowiadał na pytania prowadzącej Renaty Kraszewskiej z lekkością i humorem. Trzeba mu przyznać, że ma dar snucia opowieści. - Jako dziecko słabo grałem w piłkę, więc opowiadałem historie, żeby zyskać sympatię kolegów. Mój tata też jest wesoły, taki wesoły jak szczygieł – dowcipkował z nazwiska.

Twierdził, trudno go zagiąć i zdenerwować, chociaż ze dwa razy do tego pierwszego było blisko. Jeden ze słuchaczy pytał o sprawę śmierci młodego chłopaka, początkującego poety, którego uderzył ochroniarz na dyskotece. Wcześniej sporo pisał o śmierci. Szczygieł uczynił go bohaterem reportażu. - Wie pan, to było 26 lat temu. Pamiętam, że puentę do tekstu dopisała Hanna Krall, brzmiała „nie wolno nie doceniać życia, bo może się zemścić”. Ale, czy to faktycznie miało miejsce w Płocku czy we Włocławku? To nawet nie zagięcie, raczej małe załamanie nerwowe – żartował. - Czuję się młody, a pan sprawił, że poczułem się jak przedstawiciel średniego pokolenia.

Reporter z kobietą w środku

Szczygieł nie do końca wiedział, jak poradzić sobie z pytaniem o różnice między reportażem autorstwa kobiety i mężczyzny. Najpierw stwierdził, że reportaż nie ma płci. - Jednak mężczyzna i zarazem dobry reporter ma w sobie kobietę, której jak dotąd nie zabił - a swoje, raczej enigmatyczne słowa, wyjaśniał: - Chodzi mi o pewną wrażliwość na szczegóły. Jak publicysta zobaczy słup, to napisze, że to słup i kropka, tymczasem dobry reporter zdoła coś z tego wysnuć. Jest jak jubiler, który całość skleja z drobniutkich kamyczków – ale po chwili wycofał się ze swoich słów. - Jednak nie, dobry reporter musi być wrażliwy i empatyczny – podsumował wątek.

- Mnie nie sposób obrazić czy zdenerwować. No może komuś uda się raz na siedem lat, ale wtedy do takiej osoby trzeba pogotowie wzywać – skwitował dziennikarz. - Sam zarządzam krytyką na własny temat – a ta najczęściej dotyczy wytykania błędów w książkach, które są korygowane w kolejnych wydaniach. - Celują w tym panowie po 60., mają więcej czasu i czytają z lupą. Przychodzą ze mną na spotkanie i mówią tak: Przepraszam, panie Mariuszu, pisze pan nawet nawet, ale zrobił pan cztery błędy, na co ja odpowiadam, że to niemożliwe. Sam zobaczyłem 14, czytelnicy wskazali 12, razem to już 26. Mam już swoje metody, jak sobie z takimi radzić.

Czwartkowa rozmowa dotyczyła głównie reportaży. Tylko po co my je w ogóle czytamy? Według gościa Książnicy Płockiej są trzy powody. Staramy się zorientować, gdzie jest nasze własne miejsce w świecie, jaką w nim zajmujemy pozycję, czy jest nam lepiej czy raczej gorzej od innych ludzi. Próbujemy poczuć się bezpiecznie. Ewentualnie chcemy wejść w inną skórę, przez chwilę pożyć życiem kogoś innego i wreszcie wskazywał na trzeci powód. Zastanawiamy się nad własnym postępowaniem w danej sytuacji, bo co wtedy, kiedy ktoś przystawi nam lufę do skroni i każe zabić ukochaną osobę... A teraz wszystko pędzi do przodu. - W telewizji informacje podawane są w taki sposób, jakby za chwilę nastąpił koniec świata. Ta nerwowość jakoś mi się udziela – więc przełącza na radio

Gdy nie ma Google, napisz list

Napisanie reportażu to nie taka prosta sprawa. Dla niego każdy to odrębna przygoda. Zebrał ich dziesiątki i umieścił w trzytomowej "Antologii polskiego reportażu XX wieku". Każdy tom może przerażać objętością. Jak czytać takie opasłe księgi? - Najpierw kupujemy, potem szukamy poduszki i siadamy w fotelu. Antologię opieramy o poduszkę, żeby wpasowała się w nią grzbietem. Sam nie wiem, może powinienem sprzedawać pojedynczy tom z poduszką? - rozważał. - Każdy tekst znalazł się w którymś z nich nie bez powodu. Wszystko uzasadniałem we wstępach – a tam na przykład taki tytuł „Gdy nie ma Google, napisać list”. Dotyczy podróżnika Arkadego Fiedlera, który w latach 20. XX wieku zamierzał udać się w podróż po Kanadzie, przepłynąć rzekę łodzią, ale nie wiedział, co go czeka. Google wynaleziono jakieś 80 lat później. Wpadł na pomysł, żeby napisać list. Odnalazł w tym rejonie stację kolejową i faktycznie dostał odpowiedź.

- Dawniej to był jakiś odlot u reporterów z tymi przymiotnikami – kontynuował Szczygieł. - W opisie powodzi dominowały kolory. Czytając, myślałem sobie, czy oni nie mieli telewizji? A przecież tak właśnie było. Czytelnik nie wiedział, w jakie sukienki ubiera się znana pisarka w podróż, co widzi reporter jadący tramwajem. To wszystko musieli odpowiednio ująć w słowa. Dzisiaj my już to wszystko wiemy. A jak popełni się błąd, od razu przyjdzie mail, że jestem niedouczony – i przyznał, że dwóch autorów zwróciło mu uwagę na podanie niewłaściwych dat.

Jak mnie nie umieścisz, będzie zawał

Sporą zagwozdką okazało się skompletowanie autorów do antologii. Zabrakło przeszło setki. Czytelnicy pisali, że to skandal, jeśli zabraknie tego i tego autora. - Jeden mnie szantażował, że będzie miał zawał serca, gdybym go nie zamieścił. Dzięki bogu to jeden z lepszych reportaży w drugim tomie antologii. Później męczyli mnie, żebym umieścił reportaż mojego autorstwa, ale nie chciałem zabierać miejsca. Pojawia się za to doktor Bogdan Szczygieł, który jeździł na misje do Afryki. Wyciągnąć autora z niebytu to jakby dziecko spłodzić – uważał. Sądzi o sobie, że jest modnym autorem. Nie narzeka na brak zaproszeń na spotkania literackie. - Ale ta moda może przejść, chociaż po wydaniu trzeciego tomu antologii czuję się spokojniejszy. Studenci zajrzą, udało się.

Przyznał, że dawniej nienawidził pisania na zlecenie. Lepiej wymyślać sobie tematy samodzielnie. Aby dobrze zarysować jakś scenę niezbędne jest chociaż minimum wyobraźni. - Ale jeśli czegoś się nie widziało, nie mamy prawa zmyślać – zastrzegał. Każdy to samo zjawisko czy nawet kolor może postrzegać zupełnie inaczej. Stwierdził też, że z jednego profilu łatwo dostrzec, jak opada mu kącik ust. - Z tej strony taki ze mnie mało inteligencki typ – żartował, ale za moment zrobiło się poważniej. - Kłamstwo to świadome ukrycie prawdy. Mamy prawo do własnych wrażeń, to samo dotyczy reportera. A sam reportaż należy uznać za najbardziej subiektywny gatunek dziennikarski. Zupełnie jak z Ryszardem Kapuścińskim, który pisał o trzymetrowej trawie, a dla kogoś innego była o połowę niższa. Reporter także bywa niewyspany, a wtedy wszystko wydaje mu się brzydsze. Najlepiej wybrać sobie jednego i jemu zaufać. On słucha i czeka, nie przestaje nim być nawet po wyjściu z redakcji.

Szczygieł pisuje felietony. - Na pomysły kolejnych tematów jestem łasy jak york – oświadczył. Prawdziwy problem zaczyna się wówczas, kiedy brakuje koncepcji. - Wszedłem do knajpy, przy jednym stoliku luźniej. Jedna kobieta na wózku inwalidzkim. Czekała na koleżankę. Mówię do niej, że zamówię zupę i zmykam. Jeszcze nawet nie zdążyłem złożyć zamówienia nim zapytała: a nie interesuje pana dlaczego jeżdżę na wózku? No pewnie – odparł. Wyciągnął coś do nagrywania.

A co to znaczy "dobry reportaż"? - Taki, że buty spadają – przywołał słowa wicenaczelnego jednej z ogólnopolskich gazet. - Ważne, żeby po przeczytaniu coś w nas zostało, nastąpiła chęć do zmiany - tu wspomniano reportaż z patologicznej sytuacji. Mąż pewnej kobiety tak mocno bił swoją córkę, że jej matka nie wytrzymywała. Wychodziła z domu. Później pisali do niego ojcowie. Zarzekali się, że nigdy nie uderzą swojego dziecka. - Miałem wątpliwości, czy ponownie napisałbym ten tekst. Czytelnicy jednak nie mieli wątpliwości, on powinien powstać.

Fot. Karolina Burzyńska/Portal Płock

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE