Reklama

Reklama

Jest facetem od wymyślania historii[FOTO]

Opublikowano: 20 maja 2016 10:55
Autor:

Jest facetem od wymyślania historii[FOTO] - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Lubi pisać ręcznie. Jedną z książek układał sobie, chodząc dookoła stołu i słuchając muzyki metalowej. To za nią uzyskał nominację do najważniejszej nagrody literackiej w Polsce. Jest w trakcie pisania kolejnej powieści, jednocześnie prowadzi audycję w TVP Kultura pt. „Dezerterzy”. W czwartek gościliśmy w Płocku Łukasza Orbitowskiego.

Reklama

Lubi pisać ręcznie. Jedną z książek układał sobie, chodząc dookoła stołu i słuchając muzyki metalowej. To za nią uzyskał nominację do najważniejszej nagrody literackiej w Polsce. Jest w trakcie pisania kolejnej powieści, jednocześnie prowadzi audycję w TVP Kultura pt. „Dezerterzy”. W czwartek gościliśmy w Płocku Łukasza Orbitowskiego.

- Chciałem być największym polskim pisarzem, ale teraz wiem, że to jakaś niedorzeczna ambicja – mówił w czwartek w Książnicy Płockiej pisarz Łukasz Orbitowski, zdobywca „Paszportu Polityki”, wielokrotnie nominowany do nagrody Janusza Zajdla. Właśnie przypadła mu kolejna nominacja, tym razem do Nagrody Literackiej „Nike” za powieść „Inna dusza”.

Orbitowski wielokrotnie publikował opowiadania w miesięczniku „Science Fiction”, znajdziemy je w antologiach, współpracował także z „Nową Fantastyką”. Jego felietony ukazywały się m. in. w „Przekroju”. Generalnie nie należy do pisarzy, którzy dopiero zaczynają spotykać swoje książki w księgarniach. Na ogół jednak na półkach z fantastyką. - Nie lubię takiej, która jest tylko gadżetem, jakimś ornamentem. Musi być wprowadzona po coś – uważa.

- Wielką powieść już zatem napisałem, teraz czas na coś bardziej zwykłego – zapowiadał czytelnikom. Najnowsza książka pt. "Exodus" ma być nieco inna. - Bez ustanku pisałem o morderstwach i rzeczach strasznych, czas na odmianę. Użyję symboliki wielkich arkan tarota. Na fantastykę bynajmniej się nie obraziłem. Ona odgrzebuje pytania, które zadawano już dwa tysiące lat temu, wraca do filozofii Arystotelesa. To przygoda i rozrywka. Żałuję, że już jej nie piszę, ale chyba nie umiem. A jak nie umiem, to się nie będę wygłupiał –puścił oczko do obecnych.

Prowadzącej spotkanie Renacie Kraszewskiej powiedział, że jest najgorszy w analizie własnych książek, a przyszło mu opowiadać o swojej twórczości. W „Innej duszy” starał się oddać klimat lat 90. - Nie zrobiłem niczego niezwykłego – zarzekał się pisarz. - Myślałem tylko „O rany, trzeba jakoś oddać tamte lata, sensownie nakreślić tło powieści”. Bywało to momentami wręcz uciążliwe. Mój bohater jest cukiernikiem, a ja nawet nie jadam słodyczy. Nie upiekłbym ciasta. Napisałem ogłoszenie, że szukam cukiernika. Jak już przyszedł, to uwierzyłem mu na słowo i wszystko spisałem.

Najgorszy moment? Znalezienie sposobu na pisanie. Postanowił robić to ręcznie, nawet w podróży busem. - Wolno mi idzie – przyznał. - Mogę to robić w parku, na przystanku, wszędzie, gdzie tylko zechcę. Pisząc „Szczęśliwą ziemię”, co zajęło mi dwa lata, puszczałem agresywną muzykę metalową na cały regulator. Na stół położyłem krzesło, a na nim laptopa. Łaziłem wokół tego stołu i kiedy ułożyłem sobie w myślach akapit, to go od razu nanosiłem. Pewnie sąsiad myślał, że obok mieszka taki typ, co tylko tańczy całe dnie i snuje po mieszkaniu. Przy „Innej duszy” korzystałem z muzyki już w mniejszym stopniu. Teraz zupełnie z niej zrezygnowałem. Nie zagłuszam nią dźwięków świata.

Zbrodnia w płockiej katedrze...

W „Innej duszy” pojawia się motyw zbrodni. A że swoimi tematami bywa rozczarowany, samą zbrodnię uznał za nudną. - Niekoniecznie dostałem w tej książce to, czego chciałem. Pisanie jest wyzwaniem. Chce się napisać dobrą książkę, tylko nie zawsze wszystko wychodzi. Ja nie jestem psychologiem albo psychiatrą, zatem nie chcę oceniać tego, co znajdziemy w moich książkach. Jestem po prostu facetem wymyślającym historie – odparł Orbitowski. Poproszony o porady przy tworzeniu gry miejskiej, zaproponował wykorzystanie lokalnego akcentu. Na przykład o zbrodni, która wydarzyła się w płockiej katedrze.

Na chwilę powrócił jeszcze do najnowszej książki. Wydawca naciska, aby uporał się z nią jak najszybciej. Nie miał dobrych wieści. - Jednak poczekacie na nią trochę dłużej. Nie pojawi się szybciej niż pod koniec roku. „Exodus” zaczyna się coraz bardziej rozrastać. Mam przeczucie, ze powstanie z tego jakieś dziwadełko, ale wolno mi – wzruszył ramionami.

Z początku zastanawiał się nad typem mężczyzny, który nadawałby się na postać, wokół której kręci się fabuła. Czy taki z prawem jazdy na motor, materiał na bohatera, a może jednak nie... - Postawiłem na takiego pierdołę. Przy całej swojej niezdarności, umyśliłem sobie, aby uczył innych, jak odnosić sukcesy. U mnie nie ma bohaterów na miarę Hamleta albo Antygony. Piszę o prostych ludziach – zastrzegł. - Opowieść musi być żywa. Potwornie męczyłem się przy pisaniu opowiadania do antologii „NieObcy”. O swoich kłopotach opowiedziałem Jackowi Dukajowi. Bo jak tu oddać stosunek Polaków do tzw. obcego, aby całość okazała się jednak budująca i przy tym nie popaść w banał... No to zdradziłem mu, że noszę się z zamiarem opisania historii karła w małym miasteczku. Już po ukazaniu się antologii na rynku powiedział, że nawet fajne. Później dodał „ale wiesz, jak mówiłeś mi o swoim pomyśle, jeszcze z tymi emocjami wyczuwalnymi w głosie, wszystko brzmiało lepiej”.

O samym sobie powiedział, że „dał się zagłaskać społeczeństwu”. - Nie buntowałem się, prędzej chciałem wszystkiego doświadczyć jak najmocniej. Może dlatego, że nie wiedziałem, czy dożyję do trzydziestki. Jako pisarz narodziłem się nie tak dawno temu. Nie mam już marzeń, które nie byłyby związane z pisaniem. Wcześniej chciałem robić filmy, tworzyć gry i komiksy. Teraz chcę tylko pisać, chociaż samo pisanie jest w gruncie rzeczy nudne. Nanoszenie słów i zlepianie ich ze sobą nie należy do bardzo ekscytujących czynności. Nigdy nie dążyłem do tego, aby zachwycać czytelnika stylem. Najlepsza część to samo wymyślanie, co takiego umieścić w książce.

Zagadnięty o możliwą ekranizację którejś z jego książek, nie miał wątpliwości. - Najszybciej będzie to „Inna dusza”. Biada temu, kto się za to weźmie, bo ja mu nie pomogę – śmiał się. Polecał raczej swoje opowiadania. - Chętnie zobaczę serial na podstawie powieści „Święty Wrocław”. Opisuję osiedle, które zasysa swoich mieszkańców. Nie chodzi o to, aby reżyser pozostał wierny treści, tylko się nią zainspirował i wykorzystał sam pomysł.

W programie „Dezerterzy” rozmawia z gośćmi zaproszonymi do studia. To on przygotowuje zręby scenariusza, pytania, które im zadaje i ostatecznie decyduje, kogo w ogóle zobaczymy w programie. - Staram się z każdego wycisnąć tyle, ile się da. Jak dotąd żaden nie zmienił mojego sytemu wartości, ale każdy z nich pokazuje cząstkę siebie.

Na koniec spotkania tradycyjnie ustawili się chętni po autografy. 

Spotkanie zorganizowało Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich oraz Książnica Płocka. Odbyło się w ramach projektu "Jak dobrze mieć (takiego) sąsiada", dofinansowanego ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. 

Fot. Karolina Burzyńska/Portal Płock

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (1)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.