Reklama

Reklama

Coraz więcej osób u dietetyka [WYWIAD]

Opublikowano: 11 marca 2015 11:25
Autor:

Coraz więcej osób u dietetyka [WYWIAD] - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Coraz więcej osób je świadomie - czyta informacje na opakowaniu produktów, unika azotanów, niezdrowych ulepszaczy, korzysta z porad dietetyków. Wciąż mamy jednak na sumieniu wiele jedzeniowych grzeszków. O żywieniu płocczan porozmawialiśmy z Piotrem Żeberkiewiczem, dietetykiem i trenerem personalnym.

Reklama

Coraz więcej osób je świadomie - czyta informacje na opakowaniu produktów, unika azotanów,  niezdrowych ulepszaczy, korzysta z porad dietetyków. Wciąż mamy jednak na sumieniu wiele jedzeniowych grzeszków. O żywieniu płocczan porozmawialiśmy z Piotrem Żeberkiewiczem, dietetykiem i trenerem personalnym.

Czym zajmuje się Jo Art Show?

Piotr Żeberkiewicz: Jo Art Show to przede wszystkim prężnie rozwijająca się Agencja Artystyczna, założona przez aktorkę, reżysera i… dietetyka w jednym - Joannę Stanowską. Z pozoru teatr, cyrk, organizacja dużych eventów, małych urodzin dla dzieci, pokazy ogniowe czy warsztaty cyrkowe, które prowadzimy wydają się być odległe od tematu jakim jest dietetyka. Ale jeśli określimy to tak jak należy, a mianowicie wytłumaczymy, czym jest dieta – wówczas okazuje się, że mówimy tu o zdrowym stylu życia i wszystkim tym, co się z nim wiąże. Dieta to nie tylko odchudzanie, jak sądzi spora cześć naszego społeczeństwa. Dieta to sposób odżywiania dostosowany INDYWIDUALNIE do organizmu człowieka.  Zdrowa dieta połączona z aktywnością fizyczną jest niezbędna dla utrzymania dobrego stanu zdrowia. To właśnie łączymy w naszej pracy i tym właśnie jest JO ART SHOW.  To styl życia – zdrowy, aktywny i mądry. Naszym celem jest dostarczanie atrakcyjnej rozrywki połączonej z  pomysłową, niekonwencjonalną i efektywną edukacją zarówno małych, jak i dużych.

Czyli dietetyka będzie nowym działem Jo Art Show?

Teoretycznie tak, ale nie do końca. Zajmuję się sportem od wielu lat. Mam uprawnienia trenera personalnego, trenera stretchingu oraz dietetyka.  W maju 2014 podjąłem współpracę z firmą Jo Art Show, dołączyłem do grupy kuglarskiej i zacząłem występować w pokazach ogniowych. Szybko okazało się, że temat mi bliski (dietetyka, sport, itp.) jest priorytetem w działaniach Joanny Stanowskiej, a co za tym idzie Jo Art Show. Tak zaczęła powstawać wspólna koncepcja rozszerzenia działalności firmy.

Porady dietetyczne prowadzicie w Płocku już od jakiegoś czasu. Czy również w naszym mieście daje się zauważyć wzrost zainteresowania taką pomocą?

Zapotrzebowanie i zainteresowanie konsultacjami jest ogromne. Pomocy, porad szukają u nas zarówno dorośli,  jak i młodzież. Osoby szczupłe i bardzo otyłe. Osoby zdrowe i chore. Ze smutkiem obserwujemy, jak te wszystkie osoby niewiele wiedzą o odżywianiu, popełniają podstawowe błędy, nie mają prawidłowych nawyków żywieniowych. Borykamy się z niestrawnością, alergiami, infekcjami skórnymi i szukamy pomocy u lekarzy, którzy często zamiast skierować nas na badania, ustawić odpowiednią dietę, podają nam leki. Leczą skutki, a nie przyczyny. Wystarczy zacząć od odpowiedniej diety, a być może dolegliwości miną.

Powoli w ruinę obraca się mit, że do dietetyków udają się głównie osoby cierpiące na otyłość?

Wielu osobom określenie „dieta” błędnie kojarzy się z odchudzaniem, rezygnacją z ulubionych posiłków i spożywaniem niesmacznych mało urozmaiconych potraw. Jednak "dieta" to sposób odżywiania, czyli: co i ile jemy oraz pijemy w ciągu dnia. Każdy z nas stosuje jakąś dietę. Moim celem jest między innymi uświadomienie ludziom, że dieta może być metodą na zdrowie, na wyleczenie wielu chorób i dolegliwości. Swoją edukację zdrowotną zaczynałem od książek Tombaka, Montignaca czy  Ciesielskiej i do dziś sięgam po ich porady i doświadczenia. Przemycam w diecie pewne elementy ich teorii, które sam na sobie sprawdziłem i widzę że pomagają innym.  Do dietetyków udają się nie tylko osoby otyłe, ale również te, które chcą zasięgnąć porady co, kiedy i w jakiej ilości powinni jeść. To, że ktoś jest szczupły nie zawsze oznacza, że jest zdrowy lub zdrowo się odżywia. Są osoby, które nie tyją, przez co wydaje im się, że mogą jeść wszystko i w każdej ilości. Jest to bardzo złudne. I niestety, ale nasz organizm, to nie jest studnia bez dna i prędzej czy później takie działanie odbije się na naszym zdrowiu. Jeśli ktoś ma wątpliwości, czy odżywia się prawidłowo, lepiej żeby to skonsultował.

Co mówią pana dotychczasowe doświadczenia na temat odżywiania się płocczan? Jak jemy, zdrowo czy niekoniecznie?

Niestety, coś takiego jak „edukacja żywieniowa” ani w naszym kraju, ani mieście nie istnieje. Dlatego też staramy się dzielić naszą wiedzą. Osoby młode, uczące się, które do nas przychodzą, opisują, co jedzą na śniadanie czy w ciągu dnia i z reguły są to posiłki w których dominuje zapychający żołądek chleb (mąka pszenna!) a nie produkty pełnowartościowe, bogate w składniki odżywcze, dzięki którym mamy siłę i energię do działania! Coraz więcej mówi się o zdrowym trybie życia i odżywianiu, więc i coraz więcej osób zaczyna się zastanawiać, co je. Powoli nasza świadomość wzrasta - nie chcemy faszerować się chemią, dlatego też częściej czytamy skład produktów spożywczych, szukamy porad w Internecie, a potem staramy się wcielać to w życie… Teorii jest jednak bardzo dużo, ale którą wybrać?  

No właśnie, jakie są nasze główne grzechy jedzeniowe?

Bardzo tego dużo… od czego by tu zacząć? Jemy bardzo dużo potraw smażonych i to smażonych na złym tłuszczu, jakim jest np. smalec czy olej palmowy. Nie potrafimy prawidłowo gotować potraw, nie wiemy na przykład, że chcąc ugotować mięso, należy wrzucić je do wrzącej wody, w przeciwnym razie utraci ono większość składników odżywczych.  Niestety, mało kto o tym wie, dlatego też często to, co najbardziej wartościowe z mięsa, ląduje z pianą z wrzątku w zlewie. A my myśląc, że jemy zdrową zupę, tak naprawdę pochłaniamy wodę z jałowym mięsem o smaku kostki rosołowej z dodatkiem warzyw. Na każdym kroku w sklepach widzimy tony  bulionów w proszku, rosołów instant zwanych „zupkami chińskimi”, sosów, konserw w puszkach zawierających między innymi glutaminian sodu.  Jest on związkiem chemicznym i w prawdzie wzmacnia smak i zapach potraw, ale również wywołuje między innymi bóle, zawroty głowy. Tych objawów często nie łączymy z myśleniem o tym, co zjedliśmy, ale np. z wahającym się ciśnieniem, itd.

Jakie jeszcze przewinienia popełniamy?

Jemy ogromne ilości mąki pszennej i produktów z niej wytworzonych, spożywamy dwa - trzy posiłki dziennie zamiast wskazanych pięciu albo sześciu. Śniadania, które powinny zapewnić nam ok. 30 proc. dziennej wartości energetycznej i być pełnowartościowe, są za małe, pochłaniamy je szybko i niedbale. Często w ogóle ich nie jemy… I skąd tu czerpać energię na cały dzień?

Czyli sprawdza się stare porzekadło naszych babć: śniadanie zjedz jak król, obiadem podziel się z przyjacielem, a kolację oddaj wrogowi?

Tak, coś w tym jest (śmiech). Lecz nie namawiam do rezygnowania z kolacji - można zjeść dużą porcję, ale lekkostrawnego posiłku, takiego, by nasz spowolniony w nocy metabolizm sobie z nim poradził. I proszę pamiętać o przekąskach między posiłkami, to też ważne. Nasz organizm można porównać do kominka, który ma za zadanie ogrzewać dom. Jeżeli załadujemy do niego jednorazowo dużą ilość drewna, w szybkim tempie się ono spali, a w domu będzie ciepło tylko przez chwilę. Jeśli jednak będziemy dokładać drewno systematycznie, w mniejszych ilościach dom będzie ogrzany przez cały dzień. Podobnie jest z nami, musimy jeść systematycznie w małych ilościach. Wówczas energii nam nie zabraknie.

A poza jedzeniem? Chyba mamy sobie wiele do zarzucenia również w zakresie aktywności fizycznej?

To prawda. Jest z tym problem już w młodym wieku. Połowa uczniów ma zwolnienia z wf-u, druga połowa woli spędzać czas przed komputerem niż pograć w piłkę czy też wyjść na spacer. Chodzą w niewygodnych, ale za to „modnych” butach, koślawiąc kolana i stopy… Mają zadyszkę po przebiegnięciu kilku metrów i bardzo często nadwagę. Nie wiem czy ich rodzice nie są świadomi,  czy też nie zauważają problemów swoich dzieci… Z moich obserwacji wynika, że jest naprawdę niewielu rodziców, którzy dbają o siebie i swoje dzieci. Z czego to wynika? Być może z niewiedzy, z braku czasu…

Wymówek mamy wiele. Brakuje czasu, to po pierwsze. Jesteśmy zapracowani, wiecznie się śpieszymy, pewnie z tego wynika taka popularność fast foodów.

Chyba nie muszę mówić, jak szkodliwe jest spożywanie jedzenia (tak naprawdę niewiele ma to wspólnego  z jedzeniem) w fast foodach. To raczej umyślne faszerowanie siebie i swoich bliskich chemią i niezdrowym tłuszczem. A skutki często bywają opłakane. Przygotowanie pięciu pełnowartościowych posiłków faktycznie jest bardziej czasochłonne, ale gdy wejdzie w nawyk, przestaje się to zauważać. Warto o to zawalczyć.

Zdrowe żywienie wydaje się znacznie droższe…

Właśnie – wydaje się. Z mojego doświadczenia wynika, że finansowo jest to porównywalne. Można się szybko nauczyć, gdzie kupować dobre, pełnowartościowe i niedrogie produkty. W najbliższą sobotę 14 marca o godzinie 11.00 w Płockim Ośrodku Kultury i Sztuki organizujemy otwarte spotkanie pt. „Najedzeni… ale czy odżywieni”. Będziemy rozmawiać na temat zdrowego odżywiania, zdradzimy kilka tajnych zdrowych zamienników, np. mąki pszennej czy cukru, opowiemy o mitach żywieniowych i wielu innych ciekawostkach.

Wiele osób jest przekonanych, że nie warto inwestować w zdrowe żywienie, skoro i tak wszystko rośnie w zanieczyszczonej glebie. Nawet warzywa i owoce „prosto z krzaczka” są skażone.

Oczywiście, na pewne sprawy nie mamy wpływu, ale wyznaję zasadę, że lepiej zrobić tyle, ile można, niż nie robić nic. We wszystkich przypadkach, z którymi spotkałem się do tej pory, odpowiednia dieta pozytywnie wpłynęła na samopoczucie, zdrowie czy wygląd. Zróbmy, ile się da. Czyli nie mając wpływu na zanieczyszczoną glebę, skupmy się na bardzo dokładnym myciu warzyw czy owoców, np. zanim obierzemy pomarańczę czy pokroimy cytrynę wyszorujmy skórkę szczoteczką. Usuniemy przynajmniej część toksycznych substancji, które mogą nam zaszkodzić.

Jak wygląda zatem wizyta u dietetyka?

Na początku przeprowadzamy wywiad. Pytamy o ogólny stan zdrowia, sen, choroby, alergie, własne obserwacje na temat stanu zdrowia danej osoby, a także nawyków żywieniowych. Pytamy co, jak często i w jakich proporcjach dana osoba je i pije. Co lubi, czego nie, a z czego nie zrezygnuje. Zanim podejmiemy się ustalenia konkretnej diety dla danej osoby, kierujemy na wybrane przez nas badania.. Dopiero mając wyniki, ustalamy odpowiednią dietę, tak by była ona zdrowa, spełniała oczekiwania i możliwości osoby, która się do nas zgłasza.

I już, po krzyku?

Rzadko kto krzyczy, chyba że z radości związanej z sukcesem  (śmiech). Najtrudniej jest zacząć. Sukcesem jest to, że podejmujemy decyzję, że chcemy zmienić coś w naszym życiu. Potem dostajemy instrukcje… ale musimy się do niej zastosować. Schodów jest dużo, ale ile radości i dumy po tym, jak się już wdrapiemy na szczyt? Sukces zależy tylko od nas. Silna wola i wsparcie bliskich to podstawa. Oczywiście bywają chwile słabości wówczas służymy rozmową czy też poradą.

Oczywiście najlepiej połączyć odpowiednią dietę z aktywnością fizyczną…

Tak, jeśli naszym celem jest zrzucenie kilku zbędnych kilogramów, zbudowanie większej masy mięśniowej dieta połączona z odpowiednią aktywnością fizyczną daje lepsze rezultaty.  

Ale tak jak różne są diety, tak i różne są treningi. A każdy z nich musi być odpowiednio dobrany do potrzeb i stanu zdrowia danej osoby. Inne jest zapotrzebowanie na jedzenie dziecka, inne nastolatka, a jeszcze inne kobiety w ciąży czy osoby starszej. Podobnie jest z wysiłkiem fizycznym. Nie ma „diety cud”, uniwersalnej recepty na szczęście, długie życie etc. Każdy organizm jest inny. Dlatego dobrze dobrana dieta czy trening wymaga indywidualnego podejścia.

Jak długo trwa zazwyczaj zastępowanie starych nawyków nowymi?

To wszystko zależy od charakteru, motywacji, potrzeb danej osoby. Niektórzy już po dwóch tygodniach nie pamiętają o dawnych przyzwyczajeniach, a są tacy, którym zajmuje to dłużej. Ważne aby się nie poddawać i stawiać sobie cele realne do osiągnięcia.

Zdarzają się nygusy, które tylko patrzą, jakby tu ominąć zdrową zieleninkę i zastąpić ją czipsami?

Nikt nikogo do niczego nie zmusza. Jeśli chcemy zrealizować zaplanowany przez siebie cel, wówczas najważniejsza będzie konsekwencja, upór, a przede wszystkim szczerość. Szczerość wobec… samego siebie. Oczywiście zawsze znajdzie się osoba, która nadużyje mojego przyzwolenia na zjedzenie „od czasu do czasu” np. kostki czekolady. Ale tak jak mówiłem, świadomość takiego czynu to już dużo. Dalszym krokiem jest walka ze złym przyzwyczajeniem.  A my jesteśmy po to, by pomóc.

Fot. Jo Art Show

Więcej na:

Piotr Żeberkiewicz

[email protected]

Tel. 604-343-120

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.