Reklama

Co za podłość! Udawał, że ma raka. I naciągał kobiety

Opublikowano:
Autor:

Co za podłość! Udawał, że ma raka. I naciągał kobiety - Zdjęcie główne
Udostępnij na:
Facebook

Przeczytaj również:

Wiadomości Zaczyna się typowo: poznali się w Internecie, na portalu randkowym. Zaiskrzyło. Ukochanego Anny polubił jej 6-letni syn, wszystko szło jak po maśle. Do czasu aż nie zachorował na białaczkę, a Anna nie pożyczyła mu pieniędzy…

Zaczyna się typowo: poznali się w Internecie, na portalu randkowym. Zaiskrzyło. Ukochanego Anny polubił jej 6-letni syn, wszystko szło jak po maśle. Do czasu aż nie zachorował na białaczkę, a Anna nie pożyczyła mu pieniędzy…

Niełatwo się spisuje historię czyjegoś złamanego życia. Nawet, jeśli czyni się to ku przestrodze. Nawet, jeśli twoja rozmówczyni przyznaje, że sama jest sobie winna.

Pewnie, że łatwo jest się zaśmiać i pogratulować sobie w duchu, że nie byłabym taka naiwna. Nie dałabym się tak bezpardonowo oszukać. Jestem mądrzejsza, rozsądniejsza, bardziej odpowiedzialna, a może czego innego pragnę od życia...

- Zawsze uważałam się kobietę twardą, niezbyt ufną, ostrożną, ale po rozwodzie czułam się samotna. Tak też sądzę z perspektywy czasu – przyznaje Anna. – To było dwa lata temu, miałam wtedy 28 lat. Samotna matka, która żywiła nadzieję, że uda jej się jeszcze przeżyć coś fajnego w życiu. Kiedy go poznałam, z miejsca przyciągnął mnie do siebie swoim sposobem bycia. Był spontaniczny, wpadał i gdzieś zabierał. Starał się, bezustannie zabiegał. On wszystko napędzał. Chyba każda normalna kobieta nie pogardziłaby taką atencją.

Każdy płacił za siebie

Anna poznała tego 31-letniego mężczyznę na popularnym portalu randkowym. Ktoś jej doradził, aby się tam zalogować. Najpierw trochę do siebie pisali. Po tygodniu czy dwóch to on pierwszy zaproponował jej randkę. Umówili się nad Wisłą.

- O pieniądzach nie rozmawialiśmy – kontynuuje swoją opowieść kobieta. – Także dziecko, jakie miałam z poprzedniego związku, nie stanowiło żadnego problemu. Grywał z moim 6-letnim synkiem w piłkę, spędzał z nim czas. Twierdził, że sam miał kiedyś córeczkę, tyle że ona zmarła. Widziałam nawet akt jej zgonu. Kiedy nagle zniknął z naszego życia, co miałam robić? Syn poznał kogoś, a ta osoba nagle przepada jak kamień w wodę. Powiedziałam mu, że zachorował i musiał wyjechać.

Zanim tak się stało związek na tyle dobrze rokował, że wspólnie zaczęli myśleć o wynajęciu mieszkania. Razem z jego znajomymi wyjechali na wycieczkę do Egiptu. Każdy płacił za siebie. Anna była zakochana.

-Nawet, kiedy coś mu kupowałam, on mi zawsze oddawał co do grosza - wspomina.

Sądziła, że znalazła odpowiedniego mężczyznę dla siebie i dobry materiał na zastępczego ojca dla swojego syna. Ale po trzech miesiącach mężczyzna nagle zachorował. A przynajmniej na to wyglądało…

Za to, co wtedy przeżywałam, niech go cholera weźmie

- Było jak w bajce, ale nagle otrzymał wyniki badań. Diagnoza fatalna, białaczka. Zdrowie najważniejsze, tak wtedy myślałam. Pieniądze poczekają.

Ukochany Anny handlował sprowadzanymi z zagranicy autami. Wtedy, po diagnozie, pojawiła się pierwsza prośba o pożyczkę. Chodziło o sumę 20 tys. zł, jako wkład na zakup nowego samochodu. Kiedy okazało się, że jest chory i powinien udać się na terapię do Szwecji, wzięła również na siebie abonament na telefon komórkowy. Mężczyzna wydzwonił 15 tysięcy zł.

- Gdy wyjechał do Szwecji, nie wiedziałam nawet, czy żyje, czy nie – przyznaje Anna.- Jego kolega napisał mi na Facebooku, że jest się śpiączce. Teraz mogę mówić o tym spokojnie, ale wtedy nie potrafiłam sobie poradzić z własnymi emocjami. Chciałam tam jechać. Za to, co wtedy przeżywałam, niech go cholera weźmie. Nie mogłam spać. Nawet nie myślałam, że przepadł, tylko czy żyje. W końcu zadzwonił. Zapewniał, że już z nim lepiej i pewnie niedługo przyjedzie. Wtedy ureguluje dług.

Pani Anna widziała jego wyniki badań, stemple, przetłumaczone na język polski dokumenty. Wszystko wydawało się wiarygodne… Pierwsze wątpliwości naszły ją po miesiącu od jego wyjazdu. Wtedy nagle urwał się kontakt. Pomyślała, że albo ją oszukał albo z jakiegoś powodu nie chce jej dalej znać. A tu szukaj wiatru w polu. Nikt nie potrafił udzielić zadręczającej się kobiecie odpowiedzi.

- Musiałam szybko wziąć się w garść. Przecież miałam dla kogo żyć – wyjaśnia. - A tu jeszcze zobowiązania, rachunki. Potrafiłam myśleć tylko o tym, co ja swojemu dziecku dam jeść kolejnego dnia. Na domiar złego pojawił się komornik. Nie myślałam o konsekwencjach, kiedy obiecywał, że wróci do nas obojga, że odda całą sumę, bo to jego priorytet. Pieniądze uważałam za drugorzędną sprawę. Normalne było świadczenie pomocy. W potrzebie znajdowała się droga mi osoba. Każda kobieta, która ma serce, zareagowałaby na widok płaczącego, roztrzęsionego mężczyzny. Bez początkowego zaufania nie można mówić o budowaniu jakiegokolwiek związku. A ja tak bardzo byłam go pewna. Wydawał się honorowy.

Mistrz nabierania

Niestety, jak się można już łatwo domyślać dalszego ciągu historii, słuch o mężczyźnie zaginął. Zostały zobowiązania finansowe, które trapią Annę do dziś.

- Teraz już wiem, że on jest mistrzem w nabieraniu. Wybornie grał na moich uczuciach, a ja okazałam się zwykłą kretynką, wierząc, że odda mi te pożyczone pieniądze. Próbowałam być szczęśliwa i nie wyszło, ale prędzej zdrady bym się spodziewała niż udawanego cierpienia – nie przestaje ani na chwilę tłumaczyć powodów swojego postępowania. - Pisał mi, że dopiero co wymiotował, że nie chce mu się dalej żyć, a ja płakałam.

Blisko rok składała swoje życie na nowo. Swojej historii nie chciała dotąd rozpowiadać dookoła, dopóki nie zobaczyła pewnego reportażu o innych oszukanych. Swojego byłego ukochanego rozpoznała po zdjęciu. Jak twierdziła, zostało zrobione podczas wspólnych wakacji w Egipcie. Wtedy postanowiła opowiedzieć nam swoją historię.

Na pytanie, czy sądzi, że w ich związku pojawiła się choć okruszyna szczerości, przyznaje, że nie potrafi tego dobrze ocenić. Ale woli też myśleć, że jakieś ziarenko prawdy jednak między nimi kiełkowało.

- Czuję się oszukana. W głowie mi się nie mieści, że ktoś potrafi tak doskonale udawać – niemal krzyczy. - A teraz stałam się obojętna. Niewiele mnie wzrusza. Zamknęłam się na ludzi, znajomych. Nie potrafiłam po tym wszystkim normalnie funkcjonować. Praca, długi, zupełna katastrofa. Jak się po tym podnieść? Zobojętniałam na życie. Na problemy innych. Aż przestałam poznawać samą siebie. Nie chciałabym taka dłużej być. Gdzieś zagubiła się ta radosna, spontaniczna kobieta, jaką byłam przy nim. Najlepiej, żeby nikt ode mnie nic nie chciał, żeby wszyscy dali mi święty spokój.

Czego żałuje najmocniej w całej tej historii? Oczywiście naiwności, czego nie ukrywała ani przez chwilę w trakcie naszej rozmowy.

- Także wykorzystanego zaufania - dodaje. - Z góry oszustwa się nie zakłada, a przede mną roztaczała się wizja dobrego świata. Kobiety są chyba czasem za dobre. Szukają ciepła, pomagają od serca. Dla mężczyzny wygodna jest taka postawa biorcy. Tymczasem kobiecej natury się nie zmieni. Pragnie rodziny, kogoś kochającego u boku, a ten palant wykorzystał sytuację. Rozpoznał, że nie ma do czynienia z materialistką. Doskonale mnie wyczuł, że nie przedłożę pieniędzy nad człowiekiem, na którym mi zależy. Nad stanem jego zdrowia.

Każdy myśli: ja nie jestem taki głupi

Dziś Anna nazywa tego mężczyznę narcyzem, który myślał wyłącznie o sobie.

- Kiedy spotkał na Kolegialnej moją mamę, po prostu przed nią uciekł. To tchórz bez honoru i zasad. W dodatku żeruje na innych. Czasem się jednak zastanawiam, czy gdyby nie to wszystko, nie poznałabym obecnego mężczyzny, z którym jestem w związku już od ponad roku. Teraz czuję się znowu szczęśliwa, ale łatwo nie miał. Musiał być wyrwały. Wiem też, że kocha mnie nie dla pieniędzy, bo wciąż spłacam kredyty.

Do mediów zgłosiła się, aby podzielić się swoją opowieścią, ponieważ, jak zaznacza, wie, że straconych pieniędzy pewnie nigdy nie odzyska, ale może ktoś się pochyli nad jej treścią i wyciągnie wnioski.

- Każdemu się wydaje, że nie jest taki głupi. Tyle, ze wszystko działo się tak szybko, a mi było tak dobrze. Teraz chciałabym tylko, aby go dorwali – i powtarza to jedno zdanie kilkukrotnie.

Czy cofnęłaby swoją decyzję? – Nie da się, wiadomo, ale pewnie zrobiłabym to samo – stwierdza po krótkim zastanowieniu. Na koniec pytam ją jeszcze, czy kobieta bez mężczyzny potrafi dać sobie jakoś radę sama. – Poradzi sobie, poradzi, ale czy to fajne życie?

Posłowie: złapali go nad morzem

Zbigniew Z. został zatrzymany przez płockich policjantów 25 czerwca. Według ustaleń Komendy Miejskiej Policji, mężczyzna oszukał co najmniej trzy kobiety na łączną kwotę około 116 tys. zł tylko od października 2013 r do marca 2014 r.. Jedną z nich była mieszkanka Płocka, natomiast dwie pozostałe pochodziły z Grodziska Mazowieckiego.

Policja dopuszcza ewentualność, że lista oszukanych kobiet jeszcze się wydłuży. Jak na razie wiadomo, że od jednej z nich wziął pieniądze na rzekomy zakup samochodu, który miał zakupić po okazyjnej cenie tuż po jego przywiezieniu z zagranicy. W kolejnym przypadku wziął pieniądze na spłatę zobowiązań, jakie wcześniej kobieta zawarła z operatorami komórkowymi, natomiast w ostatnim kilkukrotnie pożyczał konkretne kwoty w krótkich odstępach czasu pod różnego rodzaju celu. Brzmi znajomo, prawda?

Podejrzany nie ma stałego adresu zamieszkania. Policjanci ujęli go nad morzem w okolicach Unieścia i przywieźli do Płocka, gdzie sąd zalecił umieścić go w trzymiesięcznym areszcie. Nadal trwa postępowanie. Mężczyźnie grozi kara od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności.


 Imię bohaterki tekstu zostało zmienione



Fot. KWP Radom (przykładowe zdjęcie)

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE