Reklama

Reklama

Były minister: Tu trzeba rozwagi [FOTO]

Opublikowano: 21 stycznia 2016 09:06
Autor:

Były minister: Tu trzeba rozwagi [FOTO] - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Przeszło dwie godziny były minister spraw zagranicznych poświecił w Płocku na opowieści o niełatwych czasach. Dzisiejszy świat jest dla niego niestabilny i nieprzewidywalny, bez zaufania człowieka do człowieka. Wspominał Jana Pawła II, Michaiła Gorbaczowa, Julię Tymoszenko. Mówił co go uwiera w Polakach i co sądzi o przyjęciu uchodźców przez Angelę Merkel.

Reklama

Przeszło dwie godziny były minister spraw zagranicznych poświecił w Płocku na opowieści o niełatwych czasach. Dzisiejszy świat jest dla niego niestabilny i nieprzewidywalny, bez zaufania człowieka do człowieka. Wspominał Jana Pawła II, Michaiła Gorbaczowa, Julię Tymoszenko. Mówił co go uwiera w Polakach i co sądzi o przyjęciu uchodźców przez Angelę Merkel.

Jedno jest pewne, prof. Adam Daniel Rotfeld potrafi opowiadać długo, wplątując swoich słuchaczy w rozmaite dygresje. A przy tym ma poczucie humoru. We wtorek gościliśmy w płockim Muzeum Żydów Mazowieckich dyplomatę, następcę Włodzimierza Cimoszewicza na stanowisku ministra spraw zagranicznych. Spotkanie zaczęło się nietypowo, od jego kilkuminutowego monologu. Po nim nadszedł czas na pytania. Sala była pełna, brakowało tylko ludzi w młodszym wieku...

Z raju utraconego w stronę nieprzewidywalnego

Już na wstępie dyplomata oznajmił, że nie ma powrotu do tego, co było. Choćbyśmy mocno tęsknili. - A to, co dopiero nadejdzie, może być lepsze lub gorsze, ale z pewnością już inne – wydawało się, że te słowa odnosi wyłącznie do dzieciństwa, które wręcz nazwał „rajem utraconym”. Jednak należy umieścić je w znacznie szerszych ramach.

- Żyjemy w czasie przyspieszonych zmian. Dawniej system bezpieczeństwa kształtowało napięcie między Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Radzieckim, któremu towarzyszyła obawa wybuchu wojny nuklearnej. Ten system miał jedną zaletę, był stabilny – mówił Rotfeld. - Tymczasem dzisiejszy świat jest nieprzewidywalny, mniej zrozumiały, brakuje w nim poczucia bezpieczeństwa. Ludzie wierzą, że żyją w gorszym świecie niż ten, który był częściej. Ale to świat ludzi wolnych, ze swobodą podróży. Rzeczy pozytywne traktujemy jak coś naturalnego. A przecież nic nie jest dane nam raz na zawsze. Funkcjonuje wiele grup roboczych przy międzynarodowych organizacjach, które próbują uczynić ten świat bardziej sterowalnym dzięki wypracowanym wspólnie rozwiązaniom. Ważne, aby nie utracić kanałów porozumienia. Sądzę, że ten obecny świat jest mimo wszystko nieporównywalnie bardziej przyjazny niż ten po II wojnie światowej aż do 1989 roku. Przed akcesją do Unii Europejskiej padały głosy, że oto Polska oddaje część suwerenności. Otóż ona otrzymuje znacznie więcej. Powtórzę, nic nie jest nam dane raz na zawsze.

Naziści nie pojawili się jak kosmici

Bez ogródek stwierdził, że niewielu Niemców w czasie II wojny światowej potrafiło sprzeciwić się nowemu zbrodniczemu systemowi. - Naziści nie pojawili się nagle niczym jacyś kosmici. Udzielono im poparcia – odpowiadał na pytanie o swój żydowski rodowód zastępcy kierownika w MŻM, Rafała Kowalskiego. Rotfeld urodził się w żydowskiej rodzinie w pobliżu Lwowa. Niemcy, jak twierdził, okazali się tak gorliwi w usuwaniu Żydów, że jeszcze zanim zapadła decyzja o tzw. ostatecznym rozwiązaniu, likwidacja trwała już na poziomie miast i miasteczek. - Urodziłem się w Przemyślanach. Niedaleko mieścił się klasztor, który dzisiaj liczy może około 800 mnichów na świecie. Zdarzały się przypadki, że ludzie byli spędzani w jedno miejsce, podlewani benzyną i podpalani. Na Ukrainie było wówczas duże natężenie zła. Niewielu broniło Polaków.

Bimber za przejazd

Dla jego rodziców to był wystarczający sygnał, że dalej mogą się dziać równie straszne zdarzenia. - Ojciec chciał uciekać do lasu – opowiadał. W tym czasie pojawił się u nich zakonnik Daniel. Zaproponował, że zabierze ze sobą do pobliskiego klasztoru trzyletniego Adasia. Ich wóz konny na rogatkach zatrzymała policja. - Woźnica był młodym chłopakiem. Na polecenie zakonnika wręczył policjantowi butelkę bimbru, aby pozwolił nam przejechać – wspominał.

Z klasztoru, w którym funkcję przeora pełnił Klemens Szeptycki, brat Metropolity Lwowa, Andrzeja Szeptyckiego, odszedł po kilku latach z imieniem Daniel. Była mroźna zima, a on nie miał butów, więc szedł w kapciach. Nie był jednak jedynym dzieckiem, któremu zakonnicy uratowali życie. Wtedy wystarczył jeden donos... Wspominał też postać ukraińskiego ks. Omelana Kowcza. Kapłan był proboszczem w parafii w Przemyślanach, wydawał świadectwa chrztu i inne dokumenty, aby ratować Polakom życie właśnie przed Ukraińcami. Z powodu donosu zmarł w obozie w Majdanku. Beatyfikował go Jan Paweł II.

W klasztorze z Rotfeldem przebywał dr Leon Chameides. Napisał do niego 50 lat później w liście: Jaki dziwny i tajemniczy jest ten świat! Kiedy widzę tych wszystkich spośród nas, którzy tak wiele czynią dla swoich rodzin, społeczeństwa i świata, nie mogę pobyć się myśli, co też mogłyby wynieść wszystkie te dzieci, które nie przeżyły – a to w wiejskiej szkole w Uniowie, tej samej do której uczęszczał Rotfeld, nauczyciel Diuk uratował przyszłego laureata nagrody Nobla w dziedzinie chemii, Roalda Hoffmanna. Kilkuosobową rodzinę ukrył na strychu.

Lenin na postumencie

Rotfeld wraz z innymi dziećmi powrócił do Polski w 1951 roku. Trafił do domu dziecka w Krakowie. Po latach, kiedy wrócił do byłego klasztoru z reżyserem filmowym, Januszem Majewskim w maju 2008 roku, spotkał woźnicę. Potwierdził mu tamto wspomnienie. W klasztorze Studytów wzniesionym w XIII wieku mieścił się później obóz koncentracyjny dla inteligencji ukraińskiej. Nie chcieli go tam wpuścić. Kiedy wyjeżdżał z Polski asekuracyjnie wziął ze sobą kilka butelek wódki i parę czekolad. Wiózł ich na miejsce samochód z policyjną eskortą, zatrzymali się jednak po drodze w restauracji. - Sądzili, że mnie upiją. Nie chcieli, abym zobaczył, że mieści się tam teraz dom dla umysłowo chorych staruszków. Jedna z kobiet zawołała do mnie Adaś. Kiedy przebywałem w klasztorze jako kilkuletnie dziecko, pracowała tam w charakterze kucharki. Klasztor wtedy przypominał twierdzę. Teraz też z zewnątrz był taki, jakim go zapamiętałem. Wewnątrz był podzielony na dwie części, gospodarczą i dla dzieci – potem część gospodarczą zalano betonem. Na postumencie ustawiono pomalowaną na złoto figurę Włodzimierza Lenina. Obok niej składowano nieczystości.

Kowalski zapytał go, dlaczego zdarzają się ludobójstwa. Odpowiedź okazała się gorzka, po prostu każde pokolenie buduje świat na nowo. Następne pokolenie nie przyjmuje nauki poprzednich pokoleń. O przyczynach tak okrutnych zbrodni rozmawiał na audiencji z Janem Pawłem II. - Powiedziałem, że ludzie uciekają się do tego w stanie najwyższej desperacji, kiedy już inne środki zawiodą. Dzisiaj wiem, że Ojciec Święty chciał mi uświadomić, że zło tkwi w każdym z nas i w pewnym momencie zło może zostać wyzwolone. Nie możemy do tego dopuścić. To prawda wykraczająca poza naukowe badania. Są na tym świecie ludzie, którzy mają odwagę zachować się inaczej.

Ach te „zgniłe” kompromisy

Dlaczego Polacy są tak podzieleni, kłócą się? - Dzisiaj dla niewielu ludzi zasada, że dobro Rzeczypospolitej jest najwyższym prawem, to nie tylko pusty slogan. A tylko oni nadają się na mężów stanu – skonkludował nasz gość. - Mamy deficyt wzajemnego zaufania, cierpmy na deficyt przywództwa pokroju Roberta Schumanna. Brakuje myślenia bardziej dalekosiężnego, kiedy nie wygrywa się wyborów, ale robi się coś, co dobre jest dla kraju. I wreszcie trzeci deficyt umiejętności wzniesienia się ponad podziałami. W Polsce jak się mówi o kompromisie, to zaraz pada przymiotnik „zgniły”. Dawniej uścisk ręki przy sprzedaży konia znaczył więcej niż dzisiejsze umowy. Opierał się na zaufaniu człowieka do człowieka. To mnie uwiera i mi przeszkadza.

Nie obyło się bez polityki zagranicznej. Michaiła Gorbaczowa zapytał kiedyś o przyczyny upadku ZSRR. - Nosił w sobie przekonanie, że wszystko mogło pójść zupełnie innym torem gdyby nie fakt, że znaleźli się tacy, którzy chcieli koniecznie usunąć go ze stanowiska prezydenta.

Płocczanie byli ciekawi, czy zalew imigrantów nie stanowi próby islamizacji Europy. Pochwalił nawet kanclerz Angelę Merkel za moralną siłę, kiedy otworzyła przed nimi niemieckie granice. - Jej słowa były odważne. Od polityka wymaga się jednak rozwagi, a to nie było ani rozważne ani odpowiedzialne. Należy mieć akceptację społeczeństwa. Przyjmować uchodźców, którym faktycznie grozi śmierć z powodu wojny. Teraz trzeba uczynić wszystko, aby do takich sytuacji nie dochodziło. Pamiętam, kiedy w jednym tygodniu zaledwie na obszarze jednego powiatu zginęło 1 tys 200 osób. Uważnie wysłuchałem wszystkich zwaśnionych stron. Jeździłem po wszystkich okolicznych miejscowościach i zbierałem słowa. Ostateczne rozwiązanie nie zajęło nawet całej kartki. Dzięki zaledwie trzem akapitom już nikt więcej nie zginął - dlatego jest przeświadczony, że rozwiązania obecnych problemów należy szukać na miejscu.

Ukraina chciałaby do tej Unii czy nie....

Ucieszył się z pytania o to, co dzieje się na Ukrainie. - W moim przekonaniu winę za sytuację ponoszą sami Ukraińcy. Dwa lata po Polce odzyskali niepodległość, kiedy doszło do rozpadu bloku wschodniego (grupującego państwa pod dominacją ZSRR). Wybrali sobie drogę, pewnie z wkładem ze strony Rosji. Powstała tam tak potężna i zamożna oligarchia, że najbogatsi Polacy byliby z nimi bez szans. To wystarczy, aby blokować rozwój państwa. Nawet Putin wspominał, że na Ukrainie panuje większa korupcja niż u niego – tak więc Ukraina ma „po sąsiedzku” tylko dwa obroty, w stronę Rosji lub państwa należącego do Unii Europejskiej.

- Z byłym ministrem spraw zagranicznych Niemiec, Joschką Fischerem pojechaliśmy tam razem, kiedy premierem była jeszcze Julia Tymoszenko. Miałem już wychodzić, wtedy ona zatrzymuje mnie i pyta, co mają zrobić, żeby dostać się do Unii. Poradziłem, aby rozwiązania nie szukała w żadnej innej stolicy poza Kijowem. Niestety Ukraina to nie Kanada, która ma obok siebie zamożne Stany Zjednoczone. Rynkiem zbyt dla ukraińskich towarów jest Rosja. Nie mają co się łudzić, że wszystkie inne państwa czekają tylko na nie.

Fot. Karolina Burzyńska/Portal Płock

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (3)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.