Reklama

Reklama

Byliście na stadionie na Dniu Chemika?

Opublikowano: pon, 13 cze 2016 00:42
Autor:

Byliście na stadionie na Dniu Chemika?  - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Na Dzień Chemika płytę stadionu Wisły Płock przeobrażono w miejsce do zabaw i koncertów. Murawę zakryto, na środku ustawiono duży telebim, kolejna dwa po bokach sceny. W niedzielę zaraz po meczu zawirowało biało-czerwone konfetti. Koncert głównej gwiazdy odbył się ostatecznie niemal z godzinnym opóźnieniem.

Reklama

Na Dzień Chemika płytę stadionu Wisły Płock przeobrażono w miejsce do zabaw i koncertów. Murawę zakryto, na środku ustawiono duży telebim, kolejne dwa po bokach sceny. W niedzielę zaraz po meczu zawirowało biało-czerwone konfetti. Koncert głównej gwiazdy odbył się ostatecznie niemal z godzinnym opóźnieniem.

- Dla takich chwil się żyje – komentowali rozradowani kibice poubierani w biało-czerwone flagi, tak że już z daleka nikt nie miał najmniejszych wątpliwości, którą drużynę wspierali na Euro 2016. Cały mecz można było wspólnie oglądać na niedzielnym Dniu Chemika zorganizowanym przez Orlen. - Jak strzelił gola, to było coś pięknego. A tak w ogóle to w czwartek, kiedy zagramy z Niemcami, będzie jak pod Grunwaldem – mówili, trzymając się za gardła. Bolały od dopingu. - Co to by było, gdyby Polacy strzelili jeszcze jedną bramkę – śmiali się. Jak na razie w niedzielę niemiecka drużyna pokonała Ukrainę, kończąc mecz wynikiem 2:0. Dla obu reprezentacji będzie to drugi mecz w trakcie Mistrzostw Europy.

Tuż przed niedzielnym spotkaniem niektórzy robili zakłady odnośnie wyniku. Z początku typowo nawet trzy gole dla Polaków, przy jednym dla zawodników z Irlandii Północnej. Później wytypowano idealnie, jeden do zera. Już w momencie pierwszego i jedynego gola dla Polaków, posypało się konfetti. Na koniec odegrano „We are the champions”. Dzieciaki chodziły z wymalowanymi policzkami w biało-czerwone serduszka. - Tego wieczoru spełniło się wiele marzeń – przyznał komentator sportowy, Przemysław Babiarz.

Kilka minut po godzinie 20.00 na scenę wyszedł zespół T.Love. Z początku trzeci telebim nie był potrzebny. Nie zapełniono nawet połowy boiska, jednak kolejne osoby stopniowo dochodziły w trakcie następnych piosenek. Kto przyszedł, miał okazję posłuchać materiału na kolejną płytę zespołu. Oczywiście przebojów, które wyśmienicie nadają się do nucenia i do zabawy całymi rodzinami, także nie zabrakło, co nie dziwi. Przez 34 lata działalności uzbierała się ich całkiem pokaźna ilość, jak chociażby „Wychowanie”, „IV Liceum Ogólnokształcące”, „King”, „Warszawa”, „Bóg”, „Nie, nie, nie”. Panowie nie pożałowali hitów, przeplatali je z nowszymi utworami.

- Pozdrowienia dla miasta, z którego pochodzi mój ulubiony poeta, Władysław Broniewski – krzyknął Muniek Staszczyk w stronę publiczności. - Do zobaczenia na jesieni, kiedy ukaże się nasz nowy album. Udanego Euro - życzył wszystkim i przedstawił skład, w którym na perkusji grał m.in. Sidney Polack (jako tekściarz i wokalista, na koncie miał takie przeboje, jak „Otwieram wino” i „Chomiczówka”). Wokalista T.Love koncert zakończył w biało-czerwonym szaliku na szyi. Muzycy zrobili sobie pamiątkowe zdjęcie na tle obecnych za barierkami.

Niestety na piosenkarkę Bonnie Tyler (w rzeczywistości wokalistka nazywa się Gaynor Hopkins) trzeba było poczekać prawie do godziny 22.00, co wytłumaczono powodami zdrowotnymi. Z boku sceny stanęła nawet karetka. Prezenterzy apelowali, aby ludzie pozostali na stadionie. Zapewniali, że lada moment koncert się rozpocznie. Jeśli ktoś nie wyszedł, ten nie był zawiedziony. Pochodząca z Walii w Wielkiej Brytanii rockowa dama po prostu potrafi dać czadu.

Wokalistka ubrana w kowbojki, poprzecierane dżinsy i kurtkę z frędzlami, udowodniła, że chociaż nie należy już do dzierlatek biegających po scenie (ma 65 lat), nadal ma świetne warunki głosowe z charakterystyczną chrypką. Wciąż potrafi zaskarbić sobie publiczność i spowodować, że ludzie spontanicznie wyciągną zapalniczki. Karierę zaczynała w latach 70., o czym przypominała w czasie występu. W trakcie nie zabrakło przejmujących „It's a heartache” czy „Total eclipse of the heart”. Wciąż świetnie się jej słucha na żywo, nawet jeśli nie wszystkie piosenki, po które sięgnęła w czasie około godzinnego koncertu, można kojarzyć z nią. Niemal na sam koniec, kiedy zaczęło robić się chłodniej, rozgrzewała wszystkich m. in. utworem „Simply the best” rozpowszechnionym przez Tinę Turner, a na pożegnanie zagrała swój największy szlagier „I need a hero”, wykorzystany w 1984 roku jako ścieżka dźwiękowa w filmie „Footloose”. Nad głowami tych, którzy wytrwali prawie do 23.00, rozbłysły sztuczne ognie.

Zajrzyjcie do naszej galerii:

Fot. Tomasz Miecznik/Portal Płock, Karolina Burzyńska/Portal Płock

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (5)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.