Reklama

Reklama

Burza o Jarmark Tumski. Kto ma rację?

Opublikowano: 16 stycznia 2015 16:43
Autor:

Burza o Jarmark Tumski. Kto ma rację? - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Takiej temperatury dyskusji chyba nikt się nie spodziewał. Chodziło o sztandarową imprezę, uchodzącą za jedną z najmocniejszych płockich marek. A teraz zdaniem Pawła Mieszkowicza, człowieka od lat kojarzonego Jarmarkiem Tumskim, trwa próba zrobienia z niego kogoś, kto będzie zaledwie twarzą, praktycznie bez realnego wpływu. – To nieprawda – zaprzecza Artur Wiśniewski z POKiS-u.

Reklama

Takiej temperatury dyskusji chyba nikt się nie spodziewał. Chodziło o sztandarową imprezę, uchodzącą za jedną z najmocniejszych płockich marek. A teraz zdaniem Pawła Mieszkowicza, człowieka od lat kojarzonego Jarmarkiem Tumskim, trwa próba zrobienia z niego kogoś, kto będzie  zaledwie twarzą, praktycznie bez realnego wpływu. – To nieprawda – zaprzecza Artur Wiśniewski z POKiS-u.

Kto nie zna Jarmarku Tumskiego? Chyba każdy płocczan był na nim przynajmniej raz. Zaczęło się od sztabu ludzi z pomysłem, chociaż tak naprawdę przy jednym ogniu postanowiono upiec nie jedną, ale kilka pieczeni, zgromadzenie oddanych pasji kolekcjonerów, upamiętnienia 200-lecia ulicy, nadania jej drugiego życia i promocji miasta. Zamierzenie chwyciło.

Machina przygotowań rusza grubo ponad pół roku przed imprezą - organizowanie kolejnej edycji już się rozpoczęło. Niestety, podczas pierwszego spotkania płocczan ze stowarzyszenia i urzędników nie doszło do porozumienia między stronami, dlatego poproszono o udział w kolejnym wiceprezydenta Romana Siemiątkowskiego, który najwyraźniej miał przyjąć rolę arbitra. Drugie spotkanie odbyło się dziś w Ratuszu.

– Zaprosiliśmy nawet dziennikarzy, żeby wszystko było jasne – poinformował Roman Siemiątkowski zaskoczonych obecnością mediów gości.

– Podczas pierwszego spotkania zaproponowaliśmy wspólny budżet, czyli utworzenie jednego subkonta, co nie zostało dobrze przyjęte – przypomniał z kolei dyrektor Płockiego Ośrodka Kultury i Sztuki, Artur Wiśniewski, zwracając się w stronę siedzącego naprzeciw niego Pawła Mieszkowicza, prezesa Stowarzyszenia Przyjaciół Muzeum Mazowieckiego.

Rozgorzała dyskusja o tym, kto tak naprawdę jest organizatorem całego przedsięwzięcia. – Pana Pawła nie było w trakcie pierwszego spotkania organizacyjnego  – oznajmił spokojnie i wymienił szereg innych, które tam były, w tym m. in. Książnicę Płocką, Młodzieżowy Dom Kultury, Muzeum Diecezjalne, Stowarzyszenie Tumska, płocki oddział PTTK. – Wy dobiliście później, kiedy zaczęliśmy już mówić o Jarmarku Tumskim.

– To nieprawda - zareagował Paweł Mieszkowicz. - Nie twierdzę, że wiceprezydent czyni to celowo, skoro w tamtym czasie jeszcze nie pełnił swojej funkcji i może nie wiedzieć, jak dokładnie sprawa wyglądała od kulis.

A było tak...

– Wiedzieliśmy, że stowarzyszenia kolekcjonerskie zaczynają podupadać. Aby je poratować, wychodziliśmy z propozycjami utworzenia jarmarku kolekcjonerskiego, ale te odrzucano. Dopiero w 2009 roku uzyskaliśmy aprobatę od dyrektora Muzeum Mazowieckiego, Leonarda Sobieraja. Wspólnie z płockimi filatelistami i numizmatykami poszliśmy do prezydenta Mirosława Milewskiego, który przyklasnął pomysłowi - opowiadał Mieszkowicz. - A to, o czym mówi wiceprezydent, dotyczy Dni Historii Płocka.

Urząd patentowy orzeknie, czyj jest Jarmark…

- To my, jako SPMM, od samego początku byliśmy organizatorami imprezy i nikt nas nie przekona, że jest inaczej – oponował Paweł Mieszkowicz. – W gazetach pełno jest informacji na ten temat. Ale to, co słyszę, uważam za dezinformację.

- Rozstrzygnięcie na temat własności jarmarku powinno nastąpić przez urząd patentowy. Jarmark Tumski jest własnością wszystkich płocczan – odezwał się do niego Siemiątkowski. – Chcielibyśmy zorganizować go wspólnie i zapraszamy wszystkich do udziału.

Wiceprezydent podkreślał jednak, że nie można zapominać o finansach. - Te muszą być transparentne - przekonywał zastępca prezydenta. - Po utworzeniu jednego subkonta, do niego napłyną wszystkie środki od kupców i sponsorów. Upoważnimy tez kilka osób do podpisywania zleceń. O nic więcej nam nie chodzi – zapewnił.

My nie mamy nic do ukrycia

- Tyle że my nie mamy nic do ukrycia – odparował mu Mieszkowicz. – Mamy skarbników, którzy dbają o finanse i nikt nie wydaje funduszy według własnego upodobania. O wszystkim decydujemy kolegialnie.

POKiS chce, by powstały trzy zespoły

Artur Wiśniewski przedstawił pomysł utworzenia trzech zespołów, które miałyby wziąć na siebie całe przedsięwzięcie: kasowo-promocyjny (media, UMP, POKiS i PLOT), logistyczno-techniczny zajmujący się naborem wystawców (spółki miejskie Rynex i ARS oraz właśnie SPMM) oraz ostatni, merytoryczny (instytucje i stowarzyszenia) zajmujący się działaniami artystycznymi.

Wyrzuceni poza nawias?

Już przy pomyśle utworzenia zespołu logistyczno-technicznego znowu zawrzało. – Co my tam mamy robić? – pytał Mieszkowicz. – Dla nas to wyrzucenie poza nawias!

- Nikt nikogo nie wyrzuca – próbował go uspokoić Wiśniewski, ale bezskutecznie.

– Przydzielono mi rolę jakiegoś reprezentanta! – nie dowierzał Mieszkowicz. – Mam chodzić po Tumskiej w garniturze bez żadnego faktycznego wpływu na Jarmark?!

- Ależ nie –  szybko zaprzeczył dyrektor POKiS-u. – Przez nas przemawia wyłącznie troska o pana zdrowie – starał się rozładować i tak już napiętą do granic całą sytuację.

– Nikt panu nie odbiera wpływu – wtrącił się wiceprezydent ds. społecznych.- Ale to słowo przeciwko słowu, kto faktycznie dysponuje patentem na Jarmark…

Po tych słowach Mieszkowicz nie wytrzymał. – Czyli gazety przez 6 lat pisały nieprawdę, kto jest pomysłodawcą i organizatorem Jarmarku?! – nie dowierzał po raz kolejny prezes SPMM i dorzucił jeszcze, że żadnych konkretnych propozycji nie otrzymał, ale za to pełno zarzutów, że chodzi mu wyłącznie o pieniądze.

Atmosfera skandalu i walki o kasę

– Ale prawda jest taka, że ktoś próbuje przejąć Jarmark Tumski – stwierdził bez ogródek prezes SPMM. - Już raz zginęło rozliczenie, na które miałem potwierdzenie. Potem się okazało, że dwóch panów schowało je do biurka. A teraz tworzy się atmosferę kolejnego skandalu i walki o pieniądze – mówił dalej z rozżaleniem. – A to nie o to chodzi, my nie mamy nic do ukrycia. Za każdym razem staramy się pozyskać sponsorów, od których wpływy zaczynają dorównywać dotacjom z Ratusza, bo te są coraz mniejsze. Staramy się ratować upadającą branżę kolekcjonerską, tworzyliśmy ramowy program i nadawaliśmy tej imprezie charakter, co teraz jest od tak sobie  odrzucane na rzecz jakiś zespołów. To impreza z dużym udziałem płocczan, lokalnych instytucji i we współudziale Ratusza. Nikomu jego zasług nie odbieram, skoro Jarmark Tumski jest wspólną marką służącą nam wszystkim. Dwa dni temu, podczas poprzedniego spotkania nie powiedziano nam, jaką rolę mamy pełnić  – zakończył długi wywód.

- Ponieważ spotkanie utknęło w martwym punkcie z powodu spraw finansowych – dopowiedział mu Jacek Koziński, prezes Agencji Rewitalizacji Starówki.

- Nie wyobrażam sobie, by kogoś zabrakło przy Jarmarku – nie dawał za wygraną Artur Wiśniewski. – To tylko kwestia dogadania się. Nikt też nikomu niczego nie zabiera.

Na koniec Roman Siemiątkowski zapowiedział, że następne spotkanie powinno odbyć się w środę w przyszłym tygodniu.- Wspólnie podejmiemy decyzję we własnym gronie co dalej, ale cienko to widzę – dodał Paweł Mieszkowicz.

A po spotkaniu...

Kiedy rozmawialiśmy już po spotkaniu z przedstawicielami wydziału kultury w Ratuszu, tam jasno przedstawiają sprawę: miasto nie ma tyle pieniędzy, by rozdzielić Dni Historii Płocka i Jarmark Tumski.

– Nie może być tak, że jedna osoba ma o wszystkim decydować – komentuje Jadwiga Wojnarowska-Nadrowska z Ratusza. – Chińskie rzeczy na Jarmarku też się zdarzają, podobnie jak nie wszystkie meble okazują się gratką od kolekcjonerów, ale to święto całego miasta, które powinniśmy robić wspólnie. Stowarzyszenia są potrzebne, bo znajdziemy tam ludzi z pasjami, ale Ratusz także potrafi coś dobrze zorganizować. To powinna być nasza wspólna praca.

W urzędzie stoją na stanowisku, że od początku inicjatywa Jarmarku odbywała się pod banderą Muzeum Mazowieckiego, a nie Stowarzyszenia. - Także teraz musimy zadbać o to, aby razem dobrze spożytkować budżet przeznaczony na Jarmark.

- Zróbmy z tego święto miasta, bo to marka, która należy do nas wszystkich – zaapelował Artur Kras.- Ona powstała, zanim jeszcze pan Paweł się w to włączył.

W poprzednich latach już bywało, że współpraca między Ratuszem a stowarzyszeniem układała się dość topornie, by nie powiedzieć wprost, że szła jak krew z nosa. Czytaj też:

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (22)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.