Reklama

Armia Kukiza szkoli i cieszy się z prezentu

Opublikowano:
Autor:

Armia Kukiza szkoli i cieszy się z prezentu - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości - Bronisław Komorowski dał nam prezent, przy którym ten gwiazdkowy to pestka – mówił Piotr Bajda z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie odnośnie wrześniowego referendum. – Próbował być waszym Kukizem. Uwierzyliście w szczerość jego intencji? – pytał kilkudziesięciu gości w czasie szkolenia z zasad JOW-ów.

- Bronisław Komorowski dał nam prezent, przy którym ten gwiazdkowy to pestka – mówił Piotr Bajda z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie odnośnie wrześniowego referendum. – Próbował być waszym Kukizem. Uwierzyliście w szczerość jego intencji? – pytał kilkudziesięciu gości w czasie szkolenia z zasad JOW-ów.

"Wojownicy Kukiza", „Kukiz Army” (Armia Kukiza), „TAK dla JOW”, właśnie z takimi napisami na koszulkach wystąpili zwolennicy JOW i Pawła Kukiza podczas szkolenia związanego z referendum zaplanowanego na 6 września, kiedy Polakom przyjdzie opowiedzieć się, czy popierają jednomandatowe okręgi wyborczej, są za utrzymaniem dotychczasowego sposobu finansowania partii z budżetu państwa i wprowadzeniem zasady rozstrzygania wątpliwości co do wykładni przepisów prawa podatkowego na korzyść podatników. Spotkanie w Płocku odbyło się w środę późnym popołudniem w budynku przy Kilińskiego. W dodatku podkreślano, że ma charakter wyłącznie wprowadzający w zasady jednomandatowych okręgów wyborczych. Na tematy polityczne, związane chociażby z tym, czy Paweł Kukiz ostatecznie przedstawi program, czy też nie, o co pytali niektórzy z gości, stanowczo odmawiali odpowiedzi.

W sumie całość trwała dwie godziny z nawiązką, a w debacie uczestniczyło kilkadziesiąt osób. Były ulotki, baner i gazeta ze zdjęciem Pawła Kukiza, a przy nim napis „Musimy odzyskać Polskę”, a w niej m. in. tekst Janusza Sanockiego odpierający zarzut o brak programu. – No przecież program jest. JOW to zmiana ustroju, otwarcie wszystkich możliwości, przywrócenie państwa obywatelom – pisał. Dlatego też zarzut o jego brak to próba „upupienia” ruchu społecznego Kukiza, który od samego początku zapewniał, że dysponuje, jeśli już, to nie programem, tylko strategią.

W trakcie spotkania podkreślano, że chodzi przede wszystkim o zmianę jakości życia w Polsce i zaczynamy właśnie od referendum. - Bronisław Komorowski dał nam prezent, przy którym ten gwiazdkowy to pestka – mówił jeden z zaproszonych prelegentów, Piotr Bajda, adiunkt na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. – Bo co on niby chciał przez to powiedzieć? Teraz jestem waszym Kukizem i za ten jeden gest zapewnić sobie wasze poparcie. Tylko czy ktoś dopatrzył się w tym szczerych intencji? – wątpił. Później nazwał referendum młotkiem, idealnym narzędziem do rozbicia muru.

Jednak przed referendum ruch Kukiza postanowił powalczyć na wiele sposobów o poparcie dla JOW. Szkolenie to tylko jedna z możliwych form wśród pozostałych: ulotek, billboardów, gazetki, spotów, może nawet aplikacji na telefon. Wprowadzeniem do tematu zajęła się Agnieszka Białek, autoryzowana trenerka ruchu JOW. Przy okazji opowiedziała nieco o sobie. Brak pracy zmusił ją wraz  mężem  do emigracji, a mieli już czwórkę dzieci na utrzymaniu. Podobnie jak setki innych osób „wyrzuconych przez Polskę”, wyjechali do Irlandii. – Moich wyjazdów na szkolenia nikt nie finansuje – podkreślała kobieta. Jeśli ruch tworzący się w mieście wyśle jej zaproszenie i opłaci bilet, przyjedzie.

Maszynki do głosowania

Zanim jeszcze przeszła do meritum, wymieniała wady obecnej ordynacji wyborczej. – Borykamy się z upartyjnieniem – oceniła. – Wybory są wolne, ale czy rzeczywiście tak jest? Wybieramy kandydatów wstawionych na listę przez szefów partii, ale za te miejsca się płaci. Taki kandydat musi być „mierny, bierny, ale wierny”, więc na dobrą sprawę starczyłoby nam raptem pięciu posłów. Po jednym z każdego ugrupowania. Posłowie są jak maszynki do głosowania. SMS-ami dostają instrukcje, w jaki sposób i w którym punkcie mają zagłosować. A my bezustannie widzimy tylko te same twarze. W Polsce mamy partie wodzowskie zamiast obywatelskich, które co kilka lat sprzedają nam identyczną kiełbasę wyborczą.

Podobnie uważał Piotr Bajda. – Dzisiaj parlamentarzyści zachowują się niczym szable, które mają unieść na „tak” albo na „nie” w jednym momencie na głos prezesa. W takim systemie to nie obywatel przebacza wybryki posłów, ale prezes – cytował nawet słowa posła Jacka Kurskiego, który zapytany przez dziennikarkę czy zamierza startować, odparł „jeśli Pan Bóg pozwoli i prezes zaprosi”. Wytykał sam proces tworzenia list z tzw. „spadochroniarzami”, startującymi z innego regionu niż sami pochodzą.

Budulec JOW, czyli 4 zasady

W związku z JOW-ami Białek radziła zapamiętać cztery główne zasady, aby później o nich dyskutować ze swoimi znajomymi i sąsiadami przed referendum. Po pierwsze, pełna swoboda indywidualnego kandydowania na posła, czyli możliwość startu jako kandydat niezależny, a nie partyjny (z możliwością dogadania się z szefem partii pod warunkiem, że wesprze spełnienie określonych postulatów). Po drugie, podział na 460 okręgów wyborczych, czyli w każdym znalazłoby się około 70-80 tys. wyborców. Mniejsze terytorialnie okręgi ułatwiłyby po prostu dotarcie do kandydatów, lepsze rozpoznanie lokalnych problemów.

Kolejny postulat opiera się na zasadzie, że wygrywa ten, który uzyska największą ilość głosów, a jeśli nawet dojdzie do remisu, wówczas decyduje losowanie. I wreszcie po czwarte, obywatelski nadzór nad publicznym liczeniem głosów. Po przeliczeniu nastąpiłoby natychmiastowe opublikowanie wyników.

Bo my się przyzwyczailiśmy...

W spotkaniu uczestniczyły osoby, które popierały same JOW-y, ale Pawła Kukiza już niekoniecznie. – Wydaje mi się zbyt prawicowy – podkreślał starszy mężczyzna. Niektórzy z obecnych doradzali przedstawicielom ruchu referendalnego, aby wzięli się w garść i walczyli o sprawę, tworzyli struktury. – Obecna ordynacja promuje ludzi bez kręgosłupa moralnego – uważała z kolei jedna z uczestniczek. – To jest dramat – przyznała, natomiast druga z kobiet była sceptyczna. Zwracała uwagę, że jeśli na liście, gdzie przy ułożonych alfabetycznie nazwiskach pojawią się informacje czy dany kandydat jest niezależny, czy też startuje z konkretnej partii, ludzie i tak będą głosować na tych ostatnich. – Już się do tego przyzwyczailiśmy – spuentowała. Sądziła, że muszą minąć lata nim uda się coś w tym aspekcie zmienić.

Prelegenci na koniec prosili o trochę zaufania. Komitety już działają, spotkania odbywają się raz w tygodniu.

Fot. Karolina Burzyńska / Portal Płock

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE