Reklama

Reklama

Pokazaliśmy wielki charakter i serce do gry

Opublikowano: śr, 20 lut 2013 23:51
Autor:

Pokazaliśmy wielki charakter i serce do gry - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Sport Piłkarki ręczne AZS PWSZ Jutrzenka Płock w turnieju półfinałowym Mistrzostw Polski Juniorek zajęły drugie miejsce, awansując do finałów. Portal Płock o kilka uwag w sprawie turnieju poprosił trenera Marka Przybyszewskiego.

Reklama

Piłkarki ręczne AZS PWSZ Jutrzenka Płock w turnieju półfinałowym Mistrzostw Polski Juniorek zajęły drugie miejsce, awansując do finałów. Portal Płock o kilka uwag w sprawie turnieju poprosił trenera Marka Przybyszewskiego.

Za nami turniej pełen emocji, w którym bardzo niewiele zabrakło, aby można było mówić o pełni szczęścia.

Emocji faktycznie było bardzo dużo. Szczególnie w ostatnim meczu. Czujemy tym większy niedosyt, że w końcówce drugiej połowy prowadziliśmy już nawet dwoma bramkami, ale nie udało się dowieźć korzystnego dla nas rezultatu do końcowej syreny. Każdy, kto interesuje się chociaż trochę piłką ręczną, ten wie, że najbardziej boli porażka jedną bramką. W tym wypadku może to być szczególnie przykre. Zaczęliśmy przecież od 0:5, później było 40 minut szalonej gonitwy. Wydawało się, że zakończy się ona sukcesem, bo objęliśmy już nawet dwubramkowe prowadzenie. Niestety, ostatnie słowo należało do Conrada.

Nie można więc nie zadać pytania – czego zabrakło, aby wywalczyć przynajmniej remis, który również dawałby płocczankom awans do finału z pierwszego miejsca?

Na początku meczu na pewno zabrakło nam trochę zimnej krwi, a przede wszystkim skuteczności. W pierwszych dziesięciu minutach dziewczyny miały kilka sytuacji do zdobycia goli, ale żadnej z nich nie udało się wykorzystać. Ten kiepski początek zdeterminował to, co działo się aż do ostatniej minuty meczu.

Z biegiem czasu skuteczność zaczęła się jednak poprawiać. Na szczególne słowa uznania zasłużyły Edyta Charzyńska i Karolina Mokrzka, które rzucały z bardzo różnych pozycji. I to z niemal stuprocentową skutecznością.

Na pewno obie dziewczyny mogą spotkanie z Conradem zaliczyć do udanych. Przyznaję, że bardzo mnie to cieszy, bo w przyszłości Edyta i Karolina mogą odgrywać kluczowe role w drużynie seniorskiej. Szczególne powody do zadowolenia miałem obserwując grę młodziutkiej Karoliny Mokrzkiej, która przebojem weszła do drużyny juniorek. Mam nadzieję, że od nowego sezonu równie dobrze będzie spisywała się w rozgrywkach seniorskich.

Jutrzenka miała bardzo poważne problemy kadrowe. Twoje zawodniczki były prześladowane przez kontuzje zarówno przed turniejem, jak i już w trakcie jego trwania.

Faktycznie, nasze problemy zaczęły się jeszcze przed ćwierćfinałem. Tydzień przed jego rozpoczęciem wypadła nam Ola Stasiak. W końcowych sekundach pierwszego meczu półfinałów kontuzji doznała Wiktoria Dyszkiewicz. Mieliśmy do dyspozycji bardzo wąską kadrę. Dlatego drżałem zawsze, gdy widziałem, jak upada jedna z naszych zawodniczek. Tak było w przypadku urazu Dominiki Waszkiewicz, a później Edyty Charzyńskiej. Obie leżały długo na boisku, zwijając się z bólu. I obie pokazały wielki charakter i serce do gry. Obie doskonale zdawały sobie sprawę z tego, jaka jest stawka turnieju i jakim zapleczem ludzkim dysponujemy w tych półfinałach. Dlatego mimo wielkiego bólu zacisnęły zęby i kontynuowały grę.

Czy Ola Stasiak lub Wiktoria Dyszkiewicz mają jakiekolwiek szanse, aby wrócić do gry na turniej finałowy?

Ola na pewno nie. Z diagnozy lekarskiej wynika, że czeka ją miesiąc chodzenia o kulach, później miesiąc bez treningów. A to oznacza, że delikatnie trenować będzie mogła nie wcześniej niż za dwa miesiące. Natomiast czekamy na pełną diagnozę kontuzjowanej stopy Weroniki. Dopiero kiedy zapoznamy się z dokładną opinią lekarza, będzie można powiedzieć, czy Weronika wystąpi w turnieju finałowym czy nie.

Nad czym przede wszystkim trzeba popracować przed finałami?

Przede wszystkim nastawiam się na pracę nad poprawą skuteczności. Właśnie ten element zawiódł nas szczególnie mocno w pierwszych minutach meczu z Conradem Gdańsk. Mam nadzieję, że na dotychczasowym poziomie uda się nam utrzymać kondycję. Widać było, że chociaż dysponowaliśmy bardzo wąską ławką rezerwowych, dziewczyny zdołały wytrzymać trudy turnieju. Nawet te, które musiały grać praktycznie od pierwszej do ostatniej minuty. Tylko niektóre z nich mogły liczyć na parominutowy odpoczynek na ławce rezerwowych.

W sezonie 2011/2012 Jutrzenka zajęła w turnieju finałowym piąte miejsce. Jakie są cele w obecnych rozgrywkach?

Przy tak wielkich problemach kadrowych dla Jutrzenki olbrzymim sukcesem był już sam awans do grona ośmiu najlepszych w Polsce zespołów tej kategorii wiekowej. Oczywiście, naszym wielkim marzeniem jest sięgnięcie po medal. Czy jednak możemy liczyć na to już w tym sezonie? Finały rządzą się jednak swoimi prawami. Najwięcej do powiedzenia mają w nich zazwyczaj te zespoły, które dysponują długą i w miarę wyrównaną ławką rezerwowych. Można wówczas tak rozkładać siły, aby wystarczyło ich na pięć meczów.

Zaczynasz powoli myśleć o przyszłym sezonie?

Bardzo powoli, ale jednak zaczynam. Cieszę się, że do tej ekipy dojdą dziewczyny z rocznika 1997, które są jeszcze juniorkami młodszymi. Odejdzie zaś z tego zespołu jedynie Edyta Charzyńska, która kończy już wiek juniorski. Trzon zespołu jednak pozostaje.

Z trenerem juniorek AZS PWSZ Jutrzenka Płock rozmawiał Tomasz Paszkiewicz

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (1)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.