Reklama

Reklama

Nafciarze walczyli do końca, ale święta wojna dla Vive

Opublikowano: 18 października 2017 20:06
Autor:

Nafciarze walczyli do końca, ale święta wojna dla Vive - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Sport Pierwsza w tym sezonie święta wojna o punkty była niezwykle emocjonującym spotkaniem. Oba zespoły pokazały umiejętności, ambicję i wolę walki. Niestety, ze zwycięstwa w Orlen Arenie cieszyli się przyjezdni.

Reklama

Pierwsza w tym sezonie święta wojna o punkty była niezwykle emocjonującym spotkaniem. Oba zespoły pokazały umiejętności, ambicję i wolę walki. Niestety, ze zwycięstwa w Orlen Arenie cieszyli się przyjezdni. 

O meczach między Wisłą a Vive powiedziano już niemal wszystko. Ku rozpaczy kibiców z Płocka ostatnie lata to pasmo sukcesów zespołu z Kielc, mimo kilku wpadek sportowych. W zeszłym sezonie podopieczni Tałanta Dujszebajewa pożegnali się z Ligą Mistrzów już na etapie ćwierćfinału. W tegorocznej edycji wiedzie im się niewiele lepiej - pięć meczów to zaledwie jedno zwycięstwo. W jeszcze gorszej sytuacji są nafciarze, którzy w dorobku mają tylko punkt. Dzisiejsze spotkanie było więc szansą na nowe otwarcie dla obu ekip. Kibice jednak 

Początek spotkania to dwie szybkie trafienia Jose de Toledo, ale kielczanie momentalnie się otrząsnęli. Świetne zawody rozgrywał Krzysztof Lijewski. Rozgrywający w pierwszej połowie na boisku spędził zaledwie kwadrans, ale świetnie dyrygował grą swojego zespołu. Wygrywał pojedynki indywidualne, asystował i przede wszystkim sam zdobywał bramki. 

Pomysłem Wisły była twarda gra w obronie i kontrataki. Adam Morawski na początku odbił kilka piłek, ale potem zgasł. Nafciarze bazowali na szybkim wznowieniu gry i przez długi czas się udawało. W ataku pozycyjnym mieli spore problemy z wysuniętym Jachlewskim, a efektem tego było mało gry z kołowym. Do przerwy sytuacja nie wyglądała źle, choć kielczanie raz wypracowanej przewagi nie oddali do przerwy. Po 30 minutach było 15:17. 

Po zmianie stron Wiślacy błyskawicznie odrobili straty, a spotkanie toczyło się bramka za bramkę. Świetnie w szeregach gospodarzy spisywał się Valentin Ghionea, który kończył akcje z różnych pozycji, a przy tym nie mylił się z linii 7. metra. Na parkiet wrócił Lijewski, 100% skuteczność podtrzymywał Bielecki, ale bezpiecznej przewagi nikt nie wypracował.

Niektórzy kibice zarzucali podopiecznym Przybeckiego brak zaangażowania. Dziś było go tyle, że wystarczyłoby go na kilka spotkań. Po jednej ze strat w ataku Jose de Toledo tak zacięcie walczył o piłkę, że wylądował za bandą reklamową. Jego poświęcenie Orlen Arena nagrodziła gromkimi bramkami i stało się jasne, że nafciarze dziś nie odpuszczą. 

Na parkiecie toczyła się prawdziwa wojna. W 42. minucie Mamić został wykluczony po raz trzeci, w efekcie czego kielczanie stracili swojego etatowego obrońcę. Nie pomogło to płocczanom, którzy nie mogą pochwalić się tak szeroką ławką jak mistrzowie Polski. Mecz toczył się bramka za bramkę, a kiedy wprowadzony pod koniec Marcin Wichary odbił kilka piłek wydawało się, że to płocczanie wygrają świętą wojnę.

Tak się jednak nie stało. Końcówkę lepiej wytrzymali kielczanie. Żabić popełnił błąd, przechodząc przez linię pola karnego, a w odpowiedzi Michał Jurecki zdobył bramkę. Do końca pozostało kilkanaście sekund, a Vive prowadziło dwiema bramkami. Ostatnie słowo należało do Macieja Gębali, ale na doprowadzenie do remisu zabrakło czasu. 

Orlen Wisła Płock - PGE Vive Kielce 30:31 (15:17)

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (2)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.