Reklama

Kosmiczny mecz Polaków. Półfinał blisko

Opublikowano:
Autor:

Kosmiczny mecz Polaków. Półfinał blisko - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Sport Biało-czerwoni rozegrali zdecydowanie najlepszy mecz podczas rozgrywanych w Danii Mistrzostw Europy, pokonując Szwecję różnicą dziesięciu bramek. Bohaterem meczu został bramkarz Piotr Wyszomirski.

Biało-czerwoni rozegrali zdecydowanie najlepszy mecz podczas rozgrywanych w Danii Mistrzostw Europy, pokonując Szwecję różnicą dziesięciu bramek. Bohaterem meczu został bramkarz Piotr Wyszomirski.

Początek spotkania nie wróżył niczego dobrego. Ekipa „Trzech Koron” rozpoczęła doskonale, błyskawicznie budując czterobramkową przewagę. Polacy zdołali odrobić straty jeszcze w pierwszej połowie. Kiedy zakończyło się pierwsze 30 minut gry, nas zespół prowadził trzema bramkami.

A po zmianie stron drużyna prowadzona przez trenera Michaela Bieglera dała prawdziwy koncert gry. Biało-czerwoni prowadzili już nawet dwunastoma oczkami, aby ostatecznie cieszyć się z wygranej różnicą dziesięciu oczek. Jeśli jutro nasza drużyna narodowa pokona Chorwację, awansuje do półfinału.

Podobnie, jak po wcześniejszych meczach, przedstawiamy statystyki poszczególnych graczy i krótkie oceny ich występu.

Sławomir Szmal – chociaż trudno to sobie wyobrazić, „Kasa” zanotował w konfrontacji ze Szwedami zerową skuteczność! Przez 15 minut, jakie spędził w bramce, Szwedzi oddali dziesięć rzutów w kierunku polskiej bramce. I zdobyli dziesięć bramek. To nie wymaga chyba żadnego komentarza.

Piotr Wyszomirski – kibice Wisły Płock długo nie mogli wybaczyć trenerowi Michaelowi Bieglerowi, że nie zabrał do Danii Marcina Wicharego. Aż do meczu z Trzema Koronami. „Wyszu” zagrał 45 minut, notując najbardziej spektakularny występ w swojej karierze. Obronił aż 17 z 32 rzutów, jakie Szwedzi oddali w stronę jego bramki. Dało mu to doskonałą, 53-procentową skuteczność. I wykreowało na absolutnego bohatera meczu.

Krzysztof Lijewski – kiedy na boisku zdecydowanie dominowali Szwedzi, tylko on był w stanie zdobywać bramki dla biało-czerwonych. Zanotował na swoim koncie sześć trafień na siedem rzutów. 86 procent skuteczności musi budzić szacunek! Tak samo jak doskonałe czucie gry i dyrygowanie kolegami z zespołu. Szwedzi próbowali wyłączyć „Lijka” z gry, pilnując go indywidualnie, ale na niewiele się to zdało. Spędził na placu gry 42 minuty.

Patryk Kuchczyński – zdobył trzy bramki, bezbłędnie egzekwując rzuty karne. Pomylił się tylko raz, usiłując zaskoczyć bramkarza Szwedów rzutem z prawego rozegrania. Grał z 75-procentową skutecznością, spędzając na boisku 23 minuty. Bardziej pożyteczny w defensywie niż Jakub Łucak, chociaż też kilka razy dał się przepchnąć potężnym Szwedom występującym w drugiej linii.

Bartosz Jurecki – grał 22 minuty, zdobywając dwa gole, notując stuprocentową skuteczność. Tradycyjnie jednak nie można oceniać go wyłącznie przez pryzmat zdobyczy bramkowych, ale również przez walkę toczoną na kole. Przepychając się ze szwedzkimi defensorami, robił miejsce do rzutu zawodnikom z drugiej linii.

Piotr Grabarczyk – 20 minut gry i cztery minuty spędzona na ławce. Tradycyjnie zerowa zdobycz bramkowa. „Grabar” to jednak zawodnik odpowiedzialny głównie za defensywę. I zazwyczaj w tym elemencie gry niezwykle skuteczny. Podobnie było również tym razem, chociaż początek w jego wykonaniu nie był rewelacyjny. Później jednak grał coraz lepiej, w dużym stopniu ułatwiając Piotrowi Wyszomirskiemu skuteczne interwencje.

Mariusz Jurkiewicz – trzy bramki na cztery rzuty, czyli 75 procent skuteczności. I 34 minuty spędzone na boisku. Do tego doliczyć należy dwie asysty i dwie skuteczne interwencje w defensywie. Paradoksalnie, był to jednak najsłabszy mecz „Kaczki” podczas Euro 2014. Przyczynił się do tego jeden ze Szwedów, który na początku meczu powalił rozgrywającego płockiej Wisły potężnym ciosem w żołądek (sędziowie tego nie zauważyli!).

Przemysław Krajewski – tym razem to on rozpoczął mecz w wyjściowej siódemce. Zagrał niespełna 20 minut. Dwa razy próbował pokonać bramkarza rywali, zdobył jednego gola, co dało mu 50 procent skuteczności. Nie zawiódł, ale i niczym szczególnym się nie wyróżnił.

Piotr Chrapkowski – pojawił się na boisku w wyjściowej siódemce, ale dość szybko ustąpił miejsca Karolowi Bieleckiemu. Grał przez 22 minuty, lecz tym razem nie zapisał się w pamięci kibiców niczym szczególnym. Można było odnieść wrażenie, że nie wrócił do pełni sił po urazie doznanym w meczu z Białorusią. Oddał jeden rzut, ale bramki nie zdobył.

Karol Bielecki – zagrał przez 17 minut i nareszcie odpalił. Chociaż miał „zaledwie” pięćdziesięcioprocentową skuteczność, jednak trzy zdobyte przez niego bramki (na sześć oddanych rzutów) są jego rekordem strzeleckim w tej imprezie. Nie ma chyba w Polsce kibica piłki ręcznej, który nie życzyłby „Koli”, aby mecz ze Szwedami okazał się dla niego przełomowy w ME 2014.

Adam Wiśniewski - zagrał przez 40 minut, zdobył trzy gole, oddając pięć rzutów. Może skuteczność na poziomie 60 procent nie jest szczególnie efektowna, ale można śmiało powiedzieć, że tradycyjnie już zrobił to, co do niego należało. Jak zawsze bardzo pożyteczny w defensywie, w ataku wciąż szukał pozycji dla siebie. Kiedy widział, że partnerzy nie dogrywają wielu piłek na lewe skrzydło, zbiegał na rozegranie bądź na koło. Chociaż rozpoczął mecz na ławce, dał zespołowi więcej niż Przemysław Krajewski.

Jakub Łucak – pojawił się na boisku w 15. minucie i zagrał przez 40 minut. Pięć rzutów i pięć bramek czyli sto procent skuteczności. To był kolejny spektakularny występ zawodnika, który śmiało może aspirować do miana jednego z najlepszych debiutantów Euro 2014. Wiele wskazuje na to, że sezon 2013/2014 może być dla niego ostatnim w Chrobrym Głogów.

Bartłomiej Jaszka – trzy gole na sześć rzutów czyli 50 procent skuteczności. Niby niewiele, ale wobec nieco słabszej postawy Mariusza Jurkiewicza, to właśnie on stał się jednym z liderów polskiego zespołu. Grał przez 42 minuty i tym razem nie można odmówić mu zaangażowania. Podobnie jak Krzysztof Lijewski, miał swojego indywidualnego „opiekuna”, który starał się uprzykrzać mu życie. Ale bez większych efektów.

Michał Szyba – przez 19 minut, jakie spędził na boisku, musiał przede wszystkim odciążyć zmęczonego Krzysztofa Lijewskiego. Trzy razy zdołał jednak dojść do pozycji strzeleckich, a zdobywając dwa gole, uzyskał 67-procentową skuteczność.

Kamil Syprzak – trzy rzuty i trzy gole, czyli sto procent skuteczności. Chociaż zagrał zaledwie przez kwadrans, Szwedzi na pewno długo będą pamiętać sposób, w jaki uwalniał się spod opieki ich defensorów. Chwyt piłki w jedną rękę na wysokości niemal 2,5 metra, szybki ruch w stronę bramki i rzut, po którym bramkarz mógł jedynie sięgać do siatki. Tak trzymać!

Fot. Tomasz Miecznik/Portal Płock

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE