Reklama

Reklama

Doping wrócił. Nafciarze nie grali źle, ale przegrali z Pickiem Szeged [FOTO]

Opublikowano: ndz, 24 mar 2019 17:26
Autor:

Doping wrócił. Nafciarze nie grali źle, ale przegrali z Pickiem Szeged [FOTO] - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Sport Nafciarze nie grali źle i postawili mistrzom Węgier trudne warunki, ale mimo to przegrali z MOL Pick Szeged 20:22. W rewanżu podopiecznych Xaviera Sabate czeka trudna przeprawa, ale wicemistrzowie Polski już w tym sezonie udowodnili, że potrafią grać nawet wtedy, gdy wszyscy ich skreślili.

Reklama

Nafciarze nie grali źle i postawili mistrzom Węgier trudne warunki, ale mimo to przegrali z MOL Pick Szeged 20:22. W rewanżu podopiecznych Xaviera Sabate czeka trudna przeprawa, ale wicemistrzowie Polski już w tym sezonie udowodnili, że potrafią grać nawet wtedy, gdy wszyscy ich skreślili. 

Wielki powrót i odrobienie strat w Silkeborgu przywróciło wiarę kibiców w zespołu prowadzony przez Xaviera Sabate. Do Orlen Areny wrócił doping, a spotkanie 1/8 finału Ligi Mistrzów oglądało ok. 4 tys. widzów. Nafciarze w ostatnim czasie prezentowali wysoką i przede, stabilną formę i z optymizmem można było patrzeć na mecz z Pickiem. 

Klub podkręcał atmosferę przed spotkaniem. W mieście zawisły bilbordy nawołujące do "obudzenia ducha Orlen Areny", a i podtekstów przed spotkaniem było co niemiara. W barwach mistrzów Węgier gra Dimitri Żytnikow, który przecież niedawno przywdziewał koszulkę Orlen Wisły Płock. Z Węgier do Polski przyszedł za to Xavier Sabate-szkoleniowiec prowadził Veszprem, czyli największego rywala Picku. Jest też podtekst na tle sponsorskim, bo MOL to węgierski odpowiednik Orlenu. 

Trener Wisły musi sobie radzić z brakami kadrowymi, widocznymi zwłaszcza na pozycji obrotowego. W teorii Wisła ma ich trzech w składzie, ale Igor Żabić nadal jest niezdolny do gry, a Renato Sulić jest zawieszony. Chorwat wróci na przyszłotygodniowy rewanż. 

Zaczęło się dobrze, a później było jeszcze lepiej. Nafciarze bardzo dobrze weszli w mecz i od początku grali twardo w obronie-goście pierwszą bramkę zdobyli dopiero w 7. minucie, kiedy to grającego świetne zawody pokonał wreszcie Jorge Maqueda. Wisła miała wówczas co prawda tylko dwa trafienia Michała Daszka, ale szybko podkręciła tempo. Mogło być jeszcze lepiej, bo świetną okazję do spółki zmarnowali chociażby Jose De Toledo i Lovro Mihić. Mimo to Nafciarze podwyższali prowadzenie, a goście jakby zapomnieli jak się gra w piłkę ręczną na najwyższym poziomie. Ich podania były niecelne, a piłka nie raz, nie dwa nie trzymała się ich dłoni. Po kwadransie było 7:3 dla gospodarzy i Juan Pastor Gomez poprosił o przerwę.

Wiślacy jak za dotknięciem zaczarowanej różdżki stanęli. Nafciarze przez praktycznie całe spotkanie przepychali się środkiem pola, a kiedy goście zaczęli rozczytywać schematy, zdobywanie bramek przychodziło z dużym trudem. Na szczęście gospodarze cały czas przyzwoicie bronili i Węgrom odrobienie strat wcale nie przyszło łatwo. Dopiero kontratak z 25. minuty i celny rzut Krajewskiego przyniósł wicemistrzom Polski ósmą bramkę, a tyle samo mieli rywala. Remis (10:10) utrzymał się do przerwy i po zmianie stron kibice mogli spodziewać się emocji.

Po zmianie stron Nafciarze zaczęli od mocnego uderzenia i odskoczyli na dwie-trzy bramki. Dobrze grał Jose De Toledo, który jako jeden z nielicznych potrafił oszukać obronę Węgrów, a pomagał mu Nacho Moya. Fatalnie grał za to Dan Racotea, który nie dość, że w pierwszej połowie zarobił dwie dwuminutowe kary, to w ataku popełnił karygodny błąd. Nafciarze mieli okazję do wyprowadzenia szybkiego ataku, a przy dobrze broniących rywalach takie bramki były na wagę złota. Rumun poszedł jednak sam i rzucił wysoko nad bramką. 

Problemy w ataku Wisły były jednak zbyt widoczne i z czasem to zawodnicy z Segedyna zaczęli przechylać szalę na swoją stronę. Z prowadzenia 18:16 szybko zrobiło się 18:20. Sporo problemów obrońcom Wisły sprawiał rosły Bence Banhidi, ale najbardziej w ataku szalał Joan Canellas, autor sześciu bramek. To właśnie Hiszpan w 55. minucie wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie, którego jego koledzy już nie wypuścili. Skończyło się na 20:22, ale to w dużej mierze zasługa Morawskiego. 

Nafciarze jadą do Segedyna odrabiać stratę, choć jest ona mniejsza niż w przypadku poprzedniego dwumeczu. W Silkeborgu Wisła musiała odrobić cztery bramki. W tym sezonie Ligi Mistrzów żadnej drużynie jeszcze nie udało się wygrać w Városi Sportcsarnok w takich rozmiarach. Podopiecznych Xaviera Sabate czeka arcytrudne zadanie. Rewanż na Węgrzech w niedzielę 31 marca o 17:00. 

Orlen Wisła Płock - MOL Pick Szeged 20:22 (10:10)

Wisła: Morawski, Wichary, Borbely - Daszek 5, Krajewski 1, Racotea, Moya 3, Zdrahala 1, Obradović, Góralski, Piechowski 1, Olkowski, Mihić 2, De Toledo 5, Gębala 2, Mlakar. 

Pick: Sego, Alilović - Maqueda 1, Bodo 4, Sigurmannsson 2, Canellas 6, Henigman, Balogh 2, Blazević, Gaber, Sostarić 3, Banhidi 3, Kasperek, Bombac 1, Żytnikow. 

Kary: Wisła 8 minut, Pick 2 minuty. 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (3)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.