Reklama

Reklama

Była walka, były emocje, ale to Vive podniosło Puchar Polski

Opublikowano: ndz, 12 maj 2019 14:49
Autor:

Była walka, były emocje, ale to Vive podniosło Puchar Polski  - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Sport Orlen Wisła Płock zwycięstwo w finale Pucharu Polski miała na wyciągnięcie ręki, postawiła PGE Vive Kielce naprawdę wysoko poprzeczkę, ale w końcówce niewybaczalne błędy popełnił Nemanja Obradović. Nafciarze walczyli z europejskim potentatem jak równy z równym i można nawet powiedzieć, że w ogólnym rozrachunku byli lepszym zespołem, ale ostatecznie to kielczanie wywalczyli puchar.

Reklama

Orlen Wisła Płock zwycięstwo w finale Pucharu Polski miała na wyciągnięcie ręki, postawiła PGE Vive Kielce naprawdę wysoko poprzeczkę, ale w końcówce niewybaczalne błędy popełnił Nemanja Obradović. Nafciarze walczyli z europejskim potentatem jak równy z równym i można nawet powiedzieć, że w ogólnym rozrachunku byli lepszym zespołem, ale ostatecznie to kielczanie wywalczyli puchar. 

Vive triumfuje w rozgrywkach Pucharu Polski nieprzerwanie od 2009 roku, ośmiokrotnie pokonując w finale Orlen Wisłę Płock. Kielczanie przystępują do ostatecznych rozgrywek w kraju opromienieni awansem do Final Four Ligi Mistrzów, po drodze eliminując Paris Saint German. Nafciarze pod wodzą Xaviera Sabate pokazali jednak w tym sezonie, że potrafią grać w piłkę ręczną na najwyższym poziomie, a tego niewątpliwie potrzeba by myśleć o wygranej z kielczanami. 

Wisła miała sporo czasu na przygotowanie się meczu w Poznaniu i widać było, że sztab trenerski odrobił lekcje. Płocczanie grali świetnie w obronie, a rewelacyjnie w bramce spisywał się Adam Morawski, choć równie dobrze wyglądał jego vis a vis Vladimir Cupara. Długo walka toczyła się bramka za bramkę, a to z perspektywy Wisły było bardzo ważne. W przeszłości kiedy tylko Wisła pozwalała rozpędzić się Vive, mecz szybko się kończył. 

W 15. minucie karę dwóch minut zarobił Mateusz Jachlewski i Renato Sulić doprowadził do remisu Sulić (5:5). Podopieczni Tałanta Dujszebajewa dobrze zagrali jednak w osłabieniu i mimo iż nafciarze dwukrotnie rzucali do pustej bramki, to tuż po zakończeniu kary zaczarował Luka Cindrić i było 7:8. Niemiłosiernie pudłować zaczął Dan Emil Racotea i tylko świetne interwencje Morawskiego trzymały Wisłę w grze. W końcówce w drużynie z Kielc coś się zacięło i po dwóch trafieniach Michała Daszka do przerwy było 11:9 dla Wisły. 

Po wznowieniu gry strzelecką passę kontynuował Daszek i było 12:9, ale przewagi nie udało się utrzymać zbyt długo. Petardy w kierunku bramki Morawskiego posyłał Władisław Kulesz i w 36. minucie było już 12:12. Rozpoczął się okres gry bramka za bramkę i na kwadrans przed końcem było 17:17. Renato Sulić z czystej pozycji rzucił jednak wprost w Cuparę i szybko Vive złapało dwubramkową przewagę. Xavier Sabate poprosił o przerwę i błyskawicznie odpowiedział Piechowski. Wisła złapała wiatr w żagle, zwietrzyła swoją szansę i na pięć minut przed końcem nafciarze mieli bajkową sytuację. Na tablicy było 24:22, a w dodatku rywale grali w osłabieniu. Siły szybko się jednak wyrównały, bo już w pierwszej akcji na ławkę kar odesłany został Piechowski, a minutę później znów był remis po trafieniu Blaza Janca do pustej bramki.

Zapowiadały się nieprawdopodobne emocje w końcówce, a w tej Wiśle zabrakło zimnej krwi. Wiślacy wychodzili z kontratakiem 4 na 2, ale w niewytłumaczalny sposób piłkę zgubił Nemanja Obradović. Chwilę później Serb, będąc w polu karnym, faulował jeszcze Alexa Dujszebajewa, a z siedmiu metrów Wicharego pokonał Julen Aguinagalde. Wisła miała jeszcze 10 sekund na przeprowadzenie akcji, Sabate jeszcze raz poprosił o przerwę. Ustawił akcję pod rzut Dana Emila Racoteę, ale to nie był wyraźnie dzień Rumuna. Cupara odbił kolejny rzut i skończyło się 26:25 dla Vive. 

Wiśle należą się brawa za walkę z utytułowanym rywalem. Co więcej można powiedzieć, że nafciarze byli lepszym zespołem w przekroju całego meczu, a o wyniku zdecydowały błędy indywidualne, jak ten przy kontrataku Obradovicia. Trudno też wytłumaczyć ustawienie finalnej akcji pod Racoteę. Rumun wyraźnie jest myślami poza Płockiem. 

Czasu na odpoczynek nie ma zbyt dużo, bo już za trzy dni pierwszy mecz półfinału play-off. Wyjazdowe starcie z MMTS-em Kwidzyn w środę 15 maja o 18:30.

Orlen Wisła Płock – PGE Vive Kielce 25:26 (11:9)

Orlen Wisła Płock: Morawski, Wichary – Daszek 9(3k), Toledo 2, Gębala 3, Krajewski, Mihić 1, Mlakar 2, Moya 1, Obradović, Piechowski 1, Racotea 1, Sulić 5, Zdrahala.

PGE Vive Kielce: Cupara, Ivić - Aguinagalde 3(3k), Cindrić 5, A. Dujshebaev 1, Fernandez Perez 2, Jachlewski 2, Janc 5, Jurkiewicz 1, Karalok 3, Kulesz 3, Lijewski, Mamić 1, Moryto.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (9)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.