Inwestycje w biogazownie zawsze budzą kontrowersje. Mieszkańcy obawiają się, że charakter ich niewielkich wsi zmieni się na zawsze - utylizacja odpadów zwierzęcych przyniesie ze sobą uciążliwy zapach i hałas, nie mówiąc już o częstych transportach do biogazowni. Tak w skrócie można opisać obawy mieszkańców niewielkiej wsi Włóki, ok. 35 kilometrów na północny-wschód od Płocka. To właśnie tam, na terenie gminy Bulkowo, miała zostać wybudowana biogazowania. Chętna do zainwestowania w tym miejscu była Polska Grupą Biogazową, której udziałowcami są firmy z Francji i Norwegii. Miała powstać biogazownia o mocy nawet 1,5 MW. Mieszkańcy wskazywali, że to zaledwie ok. 400 metrów od domu, a przetwarzanych mogłoby tam być nawet 100 ton bioodpadów dziennie. Gmina Bulkowa miałaby zyskać wpływy do podatku ok. 300 tys. złotych rocznie.
Pikanterii dodawał fakt, że właścicielem działki, na której miałaby powstać biogazownia, jest wójt Gabriel Graczyk. W gminie zawrzało. Mieszkańcy mówią o ewenemencie na skalę krajową i wskazywali, że wójt występuje w podwójnej roli. Pojawiły się protesty, ponad 400 osób podpisało petycję w sprzeciwie inwestycji. Nikt we Włókach nie wyobrażał sobie powstania biogazowni w tej niewielkiej, spokojniej wsi, w której nie ma nawet drogi asfaltowej.
Wójt nie miał wyjścia i we wtorek 3 lutego zorganizował spotkanie otwarte w dawnej szkole podstawowej. Sala nie pomieściła wszystkich, część osób stała na korytarzu. Tak wielkie emocje wzbudzała inwestycja.
Gabriel Graczyk szybko zapewnił, że wycofuje się z inwestycji.
- Nasze intencje od początku były jasne i czyste. Wiem, że z drugiej strony wygląda to inaczej i narosło dużo niedomówień. Kula śnieżna zaczęła się toczyć. [...] Porozumieliśmy się z Polską Grupą Biogazową. Odstępujemy od umowy. Nie będzie w takiej atmosferze biogazowni na terenie Włók czy, być może to za daleko idąca deklaracja, w innych miejscowościach.
- mówił Gabriel Graczyk.
Wójt uspokajał, że projekt mogłoby zablokować uchwalenie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Przeprosił mieszkańców za kłopot i obiecał wyciągnąć wnioski na przyszłość. Wskazywał też, że wójt ma prawo rozporządzać swoim majątkiem, ale nie ma prawa nadużywać stanowiska.
Mieszkańcy mają jednak żal do wójta, że nie porozmawiał najpierw z mieszkańcami o tak newralgicznej inwestycji i że pomógł dopiero opór społeczny. Emocje były tak ogromne, a mieszkańcy wójtowi nie uwierzyli na słowo. Domagają się wglądu do rozwiązania umowy. Zaufanie zostało nadszarpnięte.
Czy biogazownia została skutecznie zablokowana? To pytanie wciąż pozostaje otwarte.
Komentarze (0)