Reklama

Reklama

Hit czy gniot? Sebastian Deręgowski ocenia „Wyspę psów”

Opublikowano: pon, 23 kwi 2018 08:32
Autor:

Hit czy gniot? Sebastian Deręgowski ocenia „Wyspę psów” - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Kultura Nie dajcie się zwieść animowanej formie - najnowsza produkcja Wesa Andersona wcale nie jest filmem dla dzieci. To wysublimowana rozprawa z patologią władzy, przepełniona aluzjami do antysemickiej polityki prowadzonej przez III Rzeszę.

Reklama

Nie dajcie się zwieść animowanej formie - najnowsza produkcja Wesa Andersona wcale nie jest filmem dla dzieci. To wysublimowana rozprawa z patologią władzy, przepełniona aluzjami do antysemickiej polityki prowadzonej przez III Rzeszę.

„Wyspa psów” to jeden spośród granych aktualnie w Przedwiośniu filmów, na które ciągną tłumy widzów. Co myśli o nim recenzujący filmowe nowości miłośnik X muzy? Poleci go czy odradzi?

Akcja filmu osadzona jest w futurystycznej Japonii. Burmistrz miasta Megasaki, w związku z rosnącą populacją tytułowych czworonogów i szerzącą się z ich powodu epidemią, decyduje się na zesłanie ich na odosobnioną wyspę służącą dotychczas jako gigantyczne wysypisko śmieci. Wychudzone, schorowane psy, pozbawione jakiejkolwiek pomocy ze strony ich dawnych właścicieli, spędzają czas na szukaniu resztek jedzenia w gigantycznych hałdach odpadów i zdają się tylko czekać na śmierć. Gdy jednak do ich światka dostaje się 12-letni Atari szukający swojego zwierzaka, piątka samozwańczych „samców alfa” decyduje się mu pomóc.

Koncept świata przedstawionego do złudzenia przypomina niemiecki totalitaryzm z lat 30. i 40. ubiegłego wieku. I choć wojny nie będzie, to sam Holocaust odzwierciedlony jest bardzo konkretnie i dosadnie. Jest tu i rasa panów zbierająca się na partyjnym wiecu, i pełen rozpaczy obraz getta, coraz głośniej mówi się też o ostatecznym rozwiązaniu kwestii psów. Wszystko to ubrane w odświeżoną formę orientalnego klimatu kraju kwitnącej wiśni.

Cała „Wyspa psów” jest oczywiście kolejną wyjątkowo autorską produkcją Wesa Andersona, mającego na swoim koncie takie filmy jak „Fantastyczny Pan Lis”, „Kochankowie z księżyca”, czy „Grand Budapest Hotel”. Również i tym razem nie zabrakło typowych dla reżysera perfekcyjnie symetrycznych kadrów czy subtelnej i jednocześnie żywiołowej muzyki dwukrotnego laureata nagrody Akademii Alexandra Desplata. Charakterystyczne są także: narracja z offu, w której lektor tłumaczy wydarzenia prezentowane na ekranie, retrospekcje i książkowy podział na rozdziały, który płynnie zmienia nastrój opowieści. Wszystko to okraszone jest niecodziennym poczuciem humoru - Anderson nie po raz pierwszy znajduje źródło komizmu w brutalnych cięciach montażowych i wyszukanych kolokacjach słownych.

Ci, którzy znają i uwielbiają kino prezentowane przez Amerykanina, z pewnością wyjdą z kina dopieszczeni. Ci, którzy stykają się z nim pierwszy raz, również powinni znaleźć na Wyspie coś dla siebie. Zdecydowanie pomaga w tym animacja – Anderson za jej pomocą pokazuje nam, że wszyscy mamy w sobie coś z dziecka i na każdy, nawet najpoważniejszy temat, można spojrzeć okiem 12-latka. Zmiana tej perspektywy może być źródłem nieoczekiwanych przemyśleń, ale przede wszystkim stanowi przyjemną odskocznię od codzienności. Zdecydowanie warto ją przeżyć.

Ocena: 8/10

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (3)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.