Reklama

Reklama

Hit czy gniot? Kasia Szczucka ocenia film "To"

Opublikowano: pt, 15 wrz 2017 15:32
Autor:

Hit czy gniot? Kasia Szczucka ocenia film "To" - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Kultura Na ekrany kin po raz pierwszy w historii wchodzi ekranizacja jednego z bestsellerów Stephena Kinga. Dzieci z niewielkiego miasteczka muszą zmierzyć się z przerażającą istotą, która przebiera się za klauna.

Reklama

Na ekrany kin po raz pierwszy w historii wchodzi ekranizacja jednego z bestsellerów Stephena Kinga. Dzieci z niewielkiego miasteczka muszą zmierzyć się z przerażającą istotą, która przebiera się za klauna. 

„To" to jeden spośród granych aktualnie w płockich kinach filmów, na które ciągną tłumy widzów. Co myśli o nim recenzująca filmowe nowości miłośniczka X muzy? Poleci go czy odradzi?

[YT]https://youtu.be/2-K7COJbp1Y[/YT]

Kasia Szczucka o "To":

Stephen King jest jednym z najpłodniejszych i najpoczytniejszych pisarzy świata, jego książki wydano w ponad 350 milionach (!) egzemplarzy. Nie dziwi więc, że najpopularniejsze z nich doczekały się filmowych adaptacji. Do tej pory nakręcono ich ponad 60, niestety większość okazała się artystycznymi lub finansowymi klapami. Na nieudanej ekranizacji wyłożył się choćby trzykrotnie nominowany do Oscara Lawrence Kasdan. Jego wersja „Łowcy snów” była tak słaba, że skazała reżysera na dziesięcioletnią banicję z branży filmowej. Problem z Kingiem polega bowiem na tym, że potrafi on w swoich prostych z pozoru powieściach stworzyć wyjątkowy klimat, który rzadko udaje się przenieść na ekran. Dlatego z wielką ciekawością udałam się na „To” przez znawców twórczości autora uważane za jedną z jego najlepszych powieści grozy.

Akcja horroru rozgrywa się latem 1988 roku w Derry. W tajemniczych okolicznościach zaczynają znikać dzieci. Brat jednego z zaginionych chłopców - Bill, wraz z grupą przyjaciół zwaną „Klubem frajerów”, postanawia wyjaśnić tajemnicę, która sięga głęboko w historię miasteczka. Na przeszkodzie stają im przerażające stwory, na czele z klaunem Pennywisem, będące ucieleśnieniem ich najgorszych dziecięcych lęków.

Seria morderstw w Derry powtarza się cyklicznie - co 27 lat. I dokładnie po tylu latach pierwsza ekranizacja „To” doczekała się remake’u. Wyzwania podjął się argentyński reżyser Andres Muschietti i w porównaniu z pierwowzorem z 1990 roku dokonał dość zasadniczych zmian w konstrukcji fabuły, które moim zdaniem nie wyszły filmowi na dobre. Przede wszystkim podzielił historię na dwie części: pierwszą - rozgrywającą się w latach 90. i drugą - dziejącą się w czasach nam współczesnych. Ta prezentowana aktualnie w kinie, obejmuje okres dzieciństwa naszych bohaterów i w takim tonie – kolorowego, nostalgicznego obrazu - została nakręcona. W swej stylistyce przypomina raczej familijny film przygodowy niż rasowy horror. Dlatego też trudno się zorientować, do jakiej grupy wiekowej kierowany jest przekaz, czy wizje jedenastolatka podszyte dziecięcym lękiem są w stanie przerazić osobę dorosłą? Niestety na mnie nie zrobiły oczekiwanego wrażenia, a horrorów się boję okrutnie.

Od dziecka truchleję na widok klaunów, myśląc o ekranizacji „To” właśnie postać Pennywise’a wydawała mi się potencjalnie najbardziej niepokojąca. Niestety ta wykreowana przez Billa Skarsgårda, może z powodu nie dającej się zatuszować urody aktora, nie wzbudza zamierzonych przez twórców emocji. Momentami bardziej przypomina zabawkę dodawaną do happy meala niż odrażającego stwora. Mimo świetnej gry siódemki młodych aktorów, doskonałych zdjęć i scenografii oraz wachlarza efektów specjalnych, które twórcy mieli do dyspozycji, „To” nie budzi strachu, nie powoduje drżenia, nie wysusza ust. Przeciwnie - druga godzina projekcji ciągnie się niemiłosiernie. Film jest przegadany, w końcówce traci tempo, aż prosiło się o przeniesienie kilku wątków do następnej części w formie retrospekcji. Niestety twórcy postanowili przetrzymać widza w kinie aż 135 minut!

Ponowna ekranizacja powieści Kinga, w swej stylistyce do złudzenia przypominająca popularny serial Netflixa „Stranger Things”, zagrała głównie na sentymentalnej nucie, której amerykańskie kino ostatnio mocno hołduje. Czy była potrzebna? Niekoniecznie. Poza zdecydowanie lepszymi efektami specjalnymi i współczesnym rodzajem filmowania, nie wniosła wiele nowego w porównaniu z wersją z 1990 roku. Jeszcze raz napisany scenariusz i podział na dwie części według odmiennej niż w pierwowzorze logiki, według mnie, nie dodały obrazowi oczekiwanej świeżości. Zupełnie nie przeszkadza to widzom. „To” cieszy się ogromną popularnością, przy 35 milionowym budżecie, w ciągu 3 tygodni zarobiło prawie 190 milionów dolarów, a to dopiero początek. Machina promocyjna filmu wypluje na rynek szereg produktów z nim skojarzonych. Nie zdziwi mnie już nic, nawet widok figurki Pennywise’a w gablocie sieci fastfoodów albo charakterystyczny czerwony balonik dorzucony do dziecięcego menu.

 

Film można obejrzeć zarówno w  NovymKinie "Przedwiośnie" jak i Heliosie. Sprawdźcie repertuar:

NoveKino "Przedwiośnie"

Helios

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (4)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.