Reklama

Reklama

Zalegające tony śmieci. Dowody są, gorzej z ustaleniem winnych

Opublikowano: 31 marca 2017 14:08
Autor:

Zalegające tony śmieci. Dowody są, gorzej z ustaleniem winnych - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Jeśli mają służyć za dekorację terenu, to zaprawdę przedziwną. To po prostu syf, śmieci gromadzone przez lata, stare sitka, butelki plastikowe, folie, opony... Jedna z radnych nie dowierza, że można tak nie dbać o dobro wspólne. Ale co z tymi śmieciami zrobić? Dobrego pomysłu brakuje.

Reklama

Jeśli mają służyć za dekorację terenu, to zaprawdę przedziwną. To po prostu syf, śmieci gromadzone przez lata, stare sitka, butelki plastikowe, folie, opony... Jedna z radnych nie dowierza, że można tak nie dbać o dobro wspólne. Ale co z tymi śmieciami zrobić? Dobrego pomysłu brakuje.

Temat śmieci pojawił się przy okazji zupełnie innego, Zespołu Przyrodniczo-Krajobrazowego Jaru Rzeki Brzeźnicy, który powstał celem ochrony wartości estetycznych i krajobrazowych w 2002 roku. Od tego czasu przepisy wielokrotnie zmieniano. Po 15 latach w Ratuszu podjęto decyzję, aby podjąć nową uchwałę celem dostosowania do obowiązujących przepisów prawa. W dodatku w uchwale z 2002 roku wskazano błędną powierzchnię Zespołu Przyrodniczo-Krajobrazowego. Doszło do pomyłki w wyliczeniach. Zamiast 80 ha określonych na podstawie szkicu geodezyjnego powinno być raczej 170 ha.

- W 2012 roku granica została odręcznie narysowana, stąd często była trudna do interpretacji, gdzie dokładnie przebiega – wyjaśnia dyrektorka wydziału kształtowania środowiska w Ratuszu, Maja Syska-Żelechowska. - Wspólnie z referatem polityki przestrzennej dokonano aktualizacji granic, przy okazji wyłączając z ochrony tereny utwardzone, place manewrowe w zabudowie mieszkaniowej i przemysłowej oraz tereny bezpośrednio z nimi sąsiadujące, jak również ogródki działkowe (np. te przy Straży Pożarnej), bo i te pierwotnie wchodziły w skład Zespołu Przyrodniczo-Krajobrazowego Jaru Rzeki Brzeźnicy.

Po najnowszych zmianach obszar będzie zredukowany do 150 ha. Dzięki temu uporządkowaniu będzie łatwiej ustalać ewentualne warunki przyszłego zagospodarowania. A dlaczego wyłączono ogródki działkowe? - A jaki jest sens ochrony terenu, na którym hoduje się marchewkę – dziwiła się dyrektorka w trakcie jednej z komisji z udziałem radnych. - To zupełnie inny charakter przyrody.

Radna Platformy Obywatelskiej, Iwona Jóźwicka miała pewne wątpliwości.

- Działkowicze bardzo śmiecą, to po prostu tony śmieci – rozkładała ręce dyrektorka. - Dużą część tych śmieci po zimie wywieźliśmy, niektórzy działkowicze wsparli nas w czynie społecznym. Zostało jednak dużo wysypisko i mamy duży problem, jak to usunąć. Mówimy o stercie śmieci powiększanej przez wiele lat. Leży tam bardzo dużo odpadów budowlanych, gruzu, folii, butelki z 2007 albo 2008 roku.

- Działkowicze z tych ogródków przy Gwardii Ludowej wyrzucali śmieci za bramę. Późnij te śmieci spadają ze skarpy, wpadają do Brzeźnicy i są niesione dalej – mówiła radna PO. - Leża tam odpady, butelki, plastiki, meble, wszystko co popadnie. Dla mnie to jest niepojęte, że spędza się miło czas na działce, dba się o porządek u siebie, a śmieci wyrzuca za ogrodzenie. To robią płocczanie płocczanom. Nie twierdzę, że wszyscy tak postępują, ale przynajmniej część z nich najwyraźniej tak.

Maja Syska-Żelechowska komentowała: - Dla mnie to przedziwna sytuacja, bo to są mieszkańcy miasta i powinni te śmieci wyrzucić w miejscu, gdzie mieszkają za określoną opłatą. Zastanawiamy się, w jaki sposób te śmieci usunąć. Nawet Orlen występował do nas, aby posprzątać nieczystości w ramach wolontariatu pracowniczego. Brakuje dogodnego dojazdu, teren jest dość grząski. Z całą pewnością czeka nas dość trudne zadanie do wykonania.

Radna zastanawiała się, czy nie warto poroznosić ulotek, aby zaprzestano powiększać tę stertę śmieci, ale upomniano ją, że tylko byłoby więcej odpadków. - To może jakieś spotkania, aby ich uświadomić, że szkodzą swoim postępowaniem - zastanawiała się na komisji.

Czy byli to akurat działkowcy? Nikt za rękę nikogo przy wyrzucaniu śmieci nie złapał, więc poza działkowcami mogły te butelki, szmaty i wszystkie inne odpadki zostawić osoby, które po prostu skorzystały sobie z dzikiego wysypiska.

- Działkowicze twierdzili, że to nie oni odpowiadają za tę sytuację. Obstawali za tym, że mogli to zrobić inni mieszkańcy miasta - mówi rzeczniczka płockich municypalnych, Jolanta Głowacka. - Pytanie, komu chciałoby się nosić tam śmieci z osiedla. Ciężko jednoznacznie stwierdzić, kto to zrobił. Leżą tam przykładowo opakowania po środkach do ochrony roślin. Śmieci były gromadzone przez wiele lat. 

Powracając jeszcze do Zespołu Przyrodniczo-Krajobrazowego Jaru Rzeki Brzeźnicy, to zgodnie z ustawą o ochronie przyrody na takim obszarze można ustanowić zakazy. Z możliwych 11 wybrano osiem. Na obszarze zabrania się m.in. niszczenia terenu, wykonywaniem prac ziemnych trwale zniekształcających rzeźbę terenu, zanieczyszczania gleby, dokonywania zmian stosunków wodnych, czy też umyślnego zabijania dziko występujących zwierząt, niszczenia nor i legowisk zwierząt, dopuszcza się natomiast amatorski połów ryb bądź realizację inwestycji celu publicznego w przypadku braku rozwiązań alternatywnych, prowadzenie akcji ratowniczych, zadania z zakresu obronności kraju. Oznacza to, że urzędnicy przykładowo zakazują wycinki drzew i nowych nasadzeń, lecz z drugiej strony dopuszczają wszelkie formy zagospodarowania rekreacyjnego albo małą architekturę.  

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (18)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.