Reklama

Reklama

Zabrzmiał dzwon okrętowy. Wodniacy świętowali

Opublikowano: pon, 5 gru 2016 13:43
Autor:

Zabrzmiał dzwon okrętowy. Wodniacy świętowali - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Członkowie sekcji żeglugi na Wiśle w Towarzystwie Przyjaciół Płocka oraz Bractwo Św. Barbary i ludzi działających na Wiśle zgromadzili się na mszy w intencji płockich wodniaków. Biskup Piotr Libera przywoływał lata, kiedy rzekę wykorzystywano do transportu. - Komu to w XX wieku przeszkadzało, żeby ten obraz wciąż trwał nad Wisłą? I co robić, do jakich drzwi pukać, żeby powrócił? - pytał retorycznie.

Reklama

Członkowie sekcji żeglugi na Wiśle w Towarzystwie Przyjaciół Płocka oraz Bractwo Św. Barbary i ludzi działających na Wiśle zgromadzili się na mszy w intencji płockich wodniaków. Biskup Piotr Libera przywoływał lata, kiedy rzekę wykorzystywano do transportu. - Komu to w XX wieku przeszkadzało, żeby ten obraz wciąż trwał nad Wisłą? I co robić, do jakich drzwi pukać, żeby powrócił? - pytał retorycznie.

Msza z udziałem biskupa Piotra Libery w dniu patronki wodniaków, św. Barbary odbyła się w niedzielę w katedrze o godzinie 18.00.

- Gromadzimy się tu, nad tak ukochaną przez Was Wisłą, aby pamiętać, czym ten polski Jordan był i jest dla Płocka i Ojczyzny; aby w rodzinie ludzi zainteresowanych dalszym trwaniem wodniackiej tradycji wyrazić naszą głęboką troskę o ratowanie zasobów królowej polskich rzek, jej ekosystemu, jej piękna. Kto ma to czynić, jak nie Wy?! I skąd ma się to czynić, jak nie stąd, z Płocka?! - przemawiał biskup.

Przypominał, że nazwa miasta prawdopodobnie pochodzi od łodzi do przepraw i połowów, czyli plota. - Mój czcigodny poprzednik abp Antoni Julian Nowowiejski zapisał, że miasto „słynęło z ustawicznej żeglugi i częstej przez Wisłę przeprawy. O łodziach i „opłatach przewozowych za Wisłę” jest już mowa w dokumencie lokacyjnym miasta wystawionym w 1237 roku. W roku 1603, ksiądz doktor Wawrzyniec Wszerecz, kanonik penitencjarz katedry płockiej, tak napisze o Płocku: „Wznosi się [...] na pagórkach, nad brzegami jednej z najsławniejszych rzek wschodnich, Wisły, która, biorąc początek w górach sarmackich w cieszyńskiej krainie, wpada do zatoki Morza Bałtyckiego i niezmierną ilość zboża, dębu twardego, bali, drzewa, smoły, popiołu, lnu, konopi, miedzi, ołowiu, siarki, saletry, wosku i skór z Polski, Rusi, Podola i Mazowsza przez słynny rynek gdański dostarcza Niemcom, Danii, Anglii, Portugalii i innym krajom, sprawiając [tutejszym] mieszkańcom nader przyjemny widok ustawicznym ruchem łodzi rybackich, małych statków, pływaczek, lekkich statków i czółen, tam i sam idących, jak również echem dolatujących pieśni wioślarzy, wzywających św. Barbarę i rozweselających się przy zwykłej pracy [...]”. Komu to w XX wieku przeszkadzało, żeby ten obraz wciąż trwał nad Wisłą? I co robić, do jakich drzwi pukać, żeby powrócił?

Od wieków istniało również Bractwo św. Barbary pracowników na Wiśle. Ustawili figurę św. Barbary przy kościele farnym. Biskup nawiązał także do konsekrowanego w 1909 roku katedralnego ołtarza św. Stanisława Kostki z figurą świętej. Co roku pali się tam wotywną świecę i umieszcza kwiaty. - Prośmy ją, żeby nasza Wisła na nowo ożyła, żeby była zdrowa – zdrowa dla ludzi, dla ryb, dla ptactwa i dla roślin, żeglowna a zarazem nowocześnie i prawdziwie uregulowana. Prawdziwie, a nie tylko obietnicami od powodzi do powodzi!   

Dalej stwierdził, że wzruszają go historie wilków morskich, a służba na Wiśle ma swoich bohaterów, co oddaje w swoich książkach kpt Stanisław Fidelis. Przywołał jego wspomnienia, nabywanie praktycznych umiejętności w swoim fachu, przewidywania zmiany wiatru, poziomu rzeki, intensywności deszczu. A wreszcie dało mu to pamięć topograficzną, znajomość kolejności miast i miasteczek przy brzegu, odległości między nimi, charakterystycznych elementów krajobrazu. Poznał najbardziej uciążliwe elementy rzeki, utrudniające nawigację, gdzie są głazy i w którym miejscu rzeka staje się płytsza. - A poza tym wiedział, gdzie może zaopatrzyć się w dobrą wodę, chleb, kaszankę, cebulę czy też grubą na dłoń słoninę. Specyficzne warunki na wiślanych statkach rozwijały wśród załóg mocną solidarność grupową, która łączyła się z ostrym poczuciem statkowej hierarchii i dyscypliny. Czasami tęsknota za domem rodzinnym, za spokojem i stabilizacją, stawiała marynarza przed dylematem – być czy nie być rzecznym włóczęgą? Hart ducha i silna więź z rzeką zazwyczaj zwyciężały, zwłaszcza u tych urodzonych nad brzegami Wisły. Dlatego też takich marynarzy często nazywano „żelaznymi", choć pływali na drewnianych statkach...

Na koniec dodał, że „biskup też jest trochę jak szyper, musi umieć prowadzić statek diecezji po różnych falach, czasem bardzo wzburzonych”. Dziękował za przeprowadzenie przez Wisłę wizerunku Pani Jasnogórskiej na początku czerwca.

Po mszy wystąpił zespół z POKiS-u..

 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (1)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.