Reklama

Reklama

Z teatru nie można robić śmietniska

Opublikowano: 9 czerwca 2016 17:11
Autor:

Z teatru nie można robić śmietniska - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Na 55-lecie pracy artystycznej Henryka Błażejczyka przygotował 55 prac. Wszystkie duże, powiązane z osobą jubilata. Ich autorowi, Markowi Konarskiemu teatr jest bliski od wielu lat. Twierdzi, że fotograf poznaje całą teatralną maszynerię od podszewki, zaznajamia się z warsztatem aktorskim. Gorzej, jeśli później przychodzi mu obserwować, jak „ten sam warsztat wykorzystywany jest w sposób nikczemny”.

Reklama

Na 55-lecie pracy artystycznej Henryka Błażejczyka przygotował 55 prac. Wszystkie duże, powiązane z osobą jubilata. Ich autorowi, Markowi Konarskiemu teatr jest bliski od wielu lat. Twierdzi, że fotograf poznaje całą teatralną maszynerię od podszewki, zaznajamia się z warsztatem aktorskim. Gorzej, jeśli później przychodzi mu obserwować, jak „ten sam warsztat wykorzystywany jest w sposób nikczemny”.

Henryk Błażejczyk będzie świętował benefis 55-lecia pracy artystycznej już w najbliższą sobotę. Bilety, jeśli jeszcze się pojawią, to zaledwie pojedyncze sztuki. Wydarzeniu z doborową obsadą na scenie towarzyszy wystawa pt. „Aktor” ze zdjęciami szacownego jubilata. Wszystkie są autorstwa fotografa Marka Konarskiego, który pierwsze zdjęcia Błażejczyka wykonał jeszcze na początku lat 90.. Od tego czasu złapał „teatralnego bakcyla”.

W czwartek porozmawialiśmy z autorem wystawy, który dopiero co wrócił z Łodzi, aby zająć się przygotowaniem espozycji na sobotę. Będzie składała się z 55 wielkoformatowych prac.

Portal Płock: Co zobaczymy na zdjęciach?

Marek Konarski: Są to przeważnie retrospekcje z czasu, kiedy Henryk przebywał na scenie teatralnej. Pierwsze z lat 90., ostatnie współczesne. Dodałem kilka dowcipnych portretów. Niektóre ujęcia podchwyciłem na próbach, za kulisami, kilka pochodzi z życia prywatnego aktora. Pewnie kilka twarzy rozpoznamy. Wszystkie wykonałem w technice analogowej, to po prostu odbitki z negatywów.

Były już wcześniej wystawiane?

Część z nich można było oglądać na wystawie pt. „Aktor” w 1992 roku przy okazji premiery „Balladyny”. Cztery prace wówczas skradziono. Później pokazywaliśmy je w Darmstadt i Wiesbaden, zorganizowano nawet wystawę kameralną w zakładzie karnym w ramach programu resocjalizacyjnego.

Są takie fotografie, które lubi Pan ze zbioru przeznaczonego na wystawę jakoś szczególnie? Są dla Pana wyjątkowe?

Przyznaję, że moje ulubione to właśnie to wykonane z profilu w charakteryzacji „Balladyny”. Wykorzystałem je później do wykonania plakatu z „Dziadów”, ale to już nie w płockim teatrze, tylko w innym mieście. Otrzymałem za nie nagrodę. Niedawno do niego wróciłem, kiedy robiliśmy wspólnie z Martą Lichowską projekt do „Siedmiu dni stworzenia” w odniesieniu do relacji ze Stwórcą. Całość można zobaczyć w ogródku Książnicy Płockiej. Mam też wielki sentyment do zdjęcia z przedstawienia „Jeremiasz”, wystawionym w latach 90.. Bohaterem sztuki jest ks. Piotr Skarga, którego zagrał Henryk Błażejczyk. W płockiej realizacji aktorów ubranych w kostiumy ustawiono jak na obrazie Jana Matejki „Kazanie Skargi”.

Pomaga Pan w organizacji benefisu, w znacznej mierze odpowiada za scenografię i reżyserię. Dużo tych ról do opanowania. Co zatem liczy się najmocniej?

Treść. W trakcie benefisu nudno nie będzie, obiecuję. Scenografię opracowaliśmy razem z Martą Lichowską. Miałem już jednak doświadczenie zdobyte w przy innych spektaklach i niekoniecznie w Płocku. Zaczęło się od przedstawienia „Kto się boi Virginii Woolf” w teatrze w Olsztynie, kolejna okazja przydarzyła się w prywatnym Teatrze Jednego Widza. Jednak głównie angażuję się w sztukę art-brut. O moim projekcie kaplicy z wykorzystaniem sztuki ludowej pochlebnie wypowiadał się ks. Boniecki. Zdarzyło mi się również reżyserować widowiska plenerowe, robiłem instalacje. To bardzo miłe, kiedy Stefania Gardecka, dawniej współpracująca z Jerzym Grotowskim i Teatrem Laboratorium we Wrocławiu, zapowiada udzielenie wywiadu dla telewizji tylko pod warunkiem, że kamera uchwyci w tle moją instalację. Prace z zastosowaniem techniki monotypii widział malarz i grafik Franciszek Starowieyski, ale było to w czasach, kiedy mieliśmy jeszcze cukiernię Bikle w Płocku. W trakcie wizyty w naszym mieście wszedł do środka i zapytał, czyje to prace. Zostawił dla mnie zaproszenie na jedną z wystaw. Oczywiście podpytywał, w jaki sposób uzyskałem taki efekt, co było dla niego dość typowe. Kilka prac nawet wziąłem ze sobą. Cale życie twierdził, że nie potrafi narysować ludzkich dłoni. Zamiast nich pojawiały się skrzydła, pazury, jakieś odstające kikuty, roślinność. Umówiliśmy się na sesję w Krakowie, ale to jakoś się układało, że co i raz przekładaliśmy termin. Wyszło tak, że portretu nie wykonałem. Pan Franciszek zmarł w 2009 roku.

O jakiej ilości portretów mówimy? Kogo przedstawiają?

To około 150 postaci. Tak na szybko mogę wymienić Jana Englerta, Adama Hanuszkiewicza, Annę Seniuk, Hankę Bielicką, wspomniana już Stefanię Gardecką, mnóstwo ludzi powiązanych z teatrem albo ze sceną baletową.

Teatr Pana fascynuje? Ale chyba ten nie do końca współczesny...

Ależ współczesny także oglądam, interesuje mnie w sensie warsztatowym. Fotografując, człowiek zaczyna uczyć się teatru, na czym polega warsztat aktorski. Problem zaczyna się wówczas, kiedy później siedzi w fotelu na widowni i obserwuje, jak teatr jest wykorzystany w sposób wręcz nikczemny. Raczej odstrasza niż przyciąga widza.

Na zdjęciach nie ma nikogo z młodszego pokolenia aktorów?

Jest Paweł Królikowski, którego oglądaliśmy chociażby w serialu „Ranczo” razem z Grażyną Zielińską albo Michał Żebrowski. Z Michałem Żebrowskim miałem godzinną, indywidualną sesję zdjęciową. Akurat pracował nad monodramem „Doktor Haust” w warszawskim Teatrze Studio w reżyserii Magdaleny Piekorz, z którą aktor współpracował wcześniej przy „Pręgach”. Interesuje mnie teatr, w którym grają aktorzy borykający się z jakąś niepełnosprawnością. Co dwa lata w Łodzi spotykają się takie grupy w Teatrze Nowym im. Kazimierza Dejmka na jednym festiwalu. Od piątego do ósmego czerwca zorganizowano tam Międzynarodowe Bienalle XII Spotkania Teatralne „Terapia i Teatr”. Poziom przedstawień jest niesamowity. Przyjechali aktorzy z Arabii Saudyjskiej. Nawet w kobiecych rolach występowali wyłącznie sami mężczyźni.

No dobrze, ale czym teatr potrafi „odstraszyć” widza?

Dla mnie właśnie taki teatr stanowi konkurencję dla „teatru gwiazdeczkowego”. Z gwiazdkami, które zapalają się tylko na chwilę i równie szybko gasną. Prawdziwy aktor potrafi zmierzyć się z każdą rolą, zarówno z prozą, jak i z poezją. Nie lubię przerostu formy nad treścią, kiedy na siłę próbuje się stosować odniesienia do współczesności. Jeśli już coś uwspółcześniać, to tylko tak, aby przedstawienie zachowało swój dawny sens, a to jest już bardzo trudne do zrobienia, by nic tu się nie rozkraczyło, nie wywróciło. U odbiorców nie pozostał niesmak. Z teatru nie można zrobić widowiskowego śmietniska.

Benefis Henryka Błażejczyka odbędzie się w płockim teatrze 11 czerwca o godzinie 18.00. Tuż przed będzie pierwsza możliwość zapoznania się z wystawą autorstwa Marka Konarskiego. Zdjęcia, jak zapewnia ich autor, jeszcze trochę na swoich miejscach pozostaną.

Czytaj też:

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.