Reklama

Reklama

Rzucał nielegalne ulotki z wieżowca

Opublikowano: 13 grudnia 2015 15:36
Autor:

Rzucał nielegalne ulotki z wieżowca - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Wszystko gotowe: winda ściągnięta, okno obok zsypu otwarte, można zrzucać i wiać. W ten sposób 30 tysięcy nielegalnych ulotek dotarło do płocczan. Ulotki rzucał Słoma.

Reklama

Wszystko gotowe: winda ściągnięta, okno obok zsypu otwarte, można zrzucać i wiać. W ten sposób 30 tysięcy nielegalnych ulotek dotarło do płocczan. Ulotki rzucał Słoma.

Jest 13 grudnia 1981 roku. Nie ma Teleranka, telewizor prószy, Jaruzelski w swoich czarnych okularach przekazuje złowróżbną wieść: „Rada Państwa w zgodzie z postanowieniami konstytucji, wprowadziła dziś o północy stan wojenny na obszarze całego kraju”. Po ulicach suną czołgi. Gąsienice trzeszczą w śniegu.

O 8.30 Jacek Słomiński „Słoma” musi być na nabożeństwie ewangelickim. Już wie o stanie wojennym, bo szef taty przyjechał po ojca, aby zawieźć go do Zakładów Mięsnych, gdzie był strażnikiem.

Mróz jak cholera. Jacek biegnie do klasztoru mariawitów, bo tam luteranie, a takiego właśnie wyznania jest Słoma, mają nabożeństwa. Ojca nie ma w domu, mama jest w szpitalu na Kościuszki. Po nabożeństwie (pastorowi udało się dojechać mimo zasp i patroli wojska!) idzie odwiedzić mamę.

Słoma: W szpitalu wszyscy wiedzieli o stanie wojennym. Telewizor śnieżył, śnieżył, wreszcie ukazał się Ślepowron i mówi, że mamy jakąś wojnę. Tak to wtedy mniej więcej zrozumieliśmy.

Na salach chorych sytuacja jest napięta. Kogo można, zwalnia się do domu, bo wszyscy spodziewają się ofiar, dla których trzeba zrobić miejsce.

Opozycja

To, że ten system trzeba obalić, wiedział od dziecka. Tak go wychowano. Dziadek, płocki szewc, był działaczem PPS, walczył w wojnie 1920 r.

Jacek: U mnie wszystko zaczęło się w 1984 roku od Konrada Łykowskiego. To on zakładał Solidarność Regionu Płockiego w 1980 r. i komisję zakładową w Fabryce Maszyn Żniwnych. Był internowany, wiele przeszedł. Potem wyrzucili go oczywiście z FMŻ i pracował w Wojewódzkiej Dyrekcji Inwestycji. Tam z kolei zatrudniona była również moja mama. Kiedyś, gdy ją odwiedziłem w pracy, mówi: „Wiesz, tu taki facet pracuje, jest chyba w strukturach  opozycji”. Tak, w sumie przypadkiem, poznałem Konrada. Najważniejszą osobę płockiej konspiracji.

Pierwszy pochód Słomy

1 maja 1985 roku spod kościoła na Cholerce w stronę katedry rusza kontrpochód pierwszomajowy. Jacek ma wtedy 19 lat, właśnie jest przed maturą w Małachowiance. Wielu uczniów tej szkoły było zamieszanych w opozycję.

Kilkadziesiąt osób, duża grupa, idzie Norbertańską, Warszawską, Kościuszki.

Słoma: ZOMO próbowało nas zatrzymać pod szpitalem św. Trójcy. Ale co tu dużo mówić, nie grzeszyli bystrością - zatarasowali przejście, a zostawili przesmyk za kioskiem Ruchu. Darek Stolarski, Krzysiek Kowalski i Robert Kalota poprowadzili nas za tym kioskiem. Jak się miało okazać, stali się oni nieodłącznymi druhami pracy opozycyjnej.  

Darek, Krzysiek i FMW

Darek i Krzysiek byli jak moneta, jak awers i rewers. To właśnie ten tandem rządził Federacją Młodzieży Walczącej w Płocku. Krzysiek odpowiadał za Akcję Bieżącą, za malowanie, ulotkowanie, a Darek za redakcję „Orląt” i kontakty ze strukturami krajowymi FMW.

Słoma: Stolarz i Krzysiek tworzyli Federację i zajmowali się budową struktur podziemnej opozycji solidarnościowej.  My z Jackiem Pawłowiczem, którego poznałem dzięki Konradowi, chcieliśmy reaktywować Konfederację Polski Niepodległej, której celem było odzyskanie niepodległości przez Polskę. Ale społeczeństwo było spacyfikowane przez reżim komunistyczny, pogrążone w marazmie, więc tworzenie struktur KPN szło bardzo ciężko. Nas dwóch, kilku kolegów, dwie dziewczyny. Mniej niż 10 osób, ot, to była cała nasza struktura.

Ale wspólnie z Federacją Młodzieży Walczącej stworzyli siłę dość sprawną w działalności konspiracyjnej. 

Nieformalnym mentorem płockiego KPN był nieżyjący już Tadeusz Zieliński. Najbardziej barwna, choć dziś niestety zupełnie zapomniana, postać płockiej opozycji.

Słoma: Krążyły o nim legendy! Nawet bezpieka się go bała. Na przykład taki obrazek. Pamiętny 13 grudnia 1981 roku. Tadeusz stoi na korytarzu na komendzie przy 1 Maja. Koło niego przechodzi dwóch esbeków, jeden wypręża się i zadowolony z przedniego żartu salutuje przed Tadeuszem „Heil Hitler”. Co na to Tadeusz? Jak nie chwyci za krzesło i dawaj nawalać tym meblem. Esbecy uciekli! We własnej komendzie!

Anegdotek o Tadeuszu jest mnóstwo. W Mielęcinie koło Włocławka, gdzie był internowany w stanie wojennym, na śniegu zrobił orła w koronie, jako pierwszy wymyślił też, jak przez dziury porozumiewać się między celami. Choć był od nas znacznie starszy, podtrzymywał nas na duchu, dawał powera do działania.

Na najwyższym piętrze w Muzeum Mazowieckim, na ekspozycji poświęconej opozycji, jest jego zdjęcie. Umarł w całkowitym zapomnieniu.

Na boso zakradł się pod komendę

Malowanie i ulotkowanie - tym zajmował się Słoma.

- Pamiętam jedno takie malowanie którejś zimy - wspomina. - Musiał być 16 grudnia, bo mieliśmy upamiętnić rocznicę masakry górników kopalni Wujek, pisząc na murach: „Górników z Wujka pamiętamy i pomścimy”.

O 4.00 rano poszliśmy na malowanie. Krzysiek miał malować, a ja i kolega poszliśmy w obstawie, aby pilnować, czy nikt nie idzie. Jeden gwizd oznaczał „Uwaga”, dwa gwizdy - „Uciekamy”.

Na ulicy ciemno, straszny mróz, śniegu było fest. Krzysiek postanowił obmalować... komendę milicji.  Tylko jak obejść patrol? Mróz jak diabli, a on zdjął buty, żeby było ciszej,  zakradł się po śniegu i napisał sprayem jakieś hasło. Już nie pamiętam, co to dokładnie było, coś krótkiego związanego z tragedią w kopalni "Wujek".

Krzysiek to była najodważniejsza osoba, jaką w życiu poznałem. On też najwięcej zapłacił za swoją odwagę. Tuż za plecami patrolu malował antykomunistyczne hasła albo pod samym ich nosem rzucał ulotki. Jak go dorwali, to dwa razy go katowali  na komendzie na Słowackiego. Bandyci. Dostał potem rentę z MSW.

Pies Esbek, co walczył z komuną

Psina była genialna. Pies, który tyle razy walczył z komuną!

- Jak? Ano na przykład idziemy Tumską z Krzyśkiem i z Esbekiem. Jest niedziela, naprzeciwko idzie esbek z rodziną. Płock jest mały, szybko można było rozpoznać, kto jest kto. I gdy się do nich zbliżaliśmy, pada komenda: „Esbek, waruj, Esbek, do nogi”. Skurwiel z SB dostawał piany na ustach i tylko przyśpieszał kroku. Szybciej i szybciej, byle dalej od nas. Musiał być z rodziną, żeby bardziej bolało.

Ulotkowanie z wieżowca

Ulotki to nie były takie śmiotki jak dziś. Nie chodziło, żeby wcisnąć komuś do skrzynki informację o przecenie parówek albo o polityku nieumiejętnie wyretuszowanym przez grafika, że wygląda jak zabalsamowany. Chodziło o coś więcej niż być, jeść i zarobić.

Słoma: To był taki czas, gdy komunie udało się już spacyfikować społeczeństwo. Stan wojenny skończył się wielkim marazmem i z tego marazmu trzeba się było wyrwać. Podziemne struktury były spenetrowane przez bezpiekę. Wyjściem było tylko młode, hermetyczne środowisko bez konfidentów, którymi ubole nie mogli manipulować. Polska młodzież wzięła się więc za pokazywanie, że jesteśmy, że jest FMW, że jest KPN i że walczymy. Temu służyłły ulotki.

Słoma rzucał za delikatesami na Międzytorzu, ale też z żółtego dziesięciopiętrowca na Piasta Kołodzieja. - Rzucałem w biały dzień, leciały na Aleje Kobylińskiego. Koledzy z FMW przygotowali teren, zostawili otwarte okno na ósmym piętrze przy zsypie. Winda ściągnięta, paczki z ulotkami odpowiednio przygotowane, tylko rzucić i szybka ewakuacja.

Przed kontrpochodem 1 maja 1988 roku  rzucili w ten sposób 30 tysięcy ulotek. A wtedy papier miał ogromną wartość, nie był na zawołanie tak jak teraz.

Nie gadaj, nie podpisuj

Płocka opozycja działała najpierw przy kościele św. Józefa na Cholerce, ale w pewnym momencie to na Stanisławówce zaczęły się odbywać msze za ojczyznę, a na parafii była skrzynka kontaktowa. - Salezjanie pomagali jak mogli, to było takie nasze opozycyjne przytulisko - mówi Słoma. - Właśnie spod Stanisławówki 1 maja 1988 roku po rannej mszy rusza wielka manifestacja. Idzie FMW i my z KPN-u, idzie Konrad Łykowski, por. Zdzisław Kisielewski, Żołnierz Niezłomny, skarbnik struktur podziemnych Solidarności.

Krzysiek ze Słomą prowadzą kontrpochód, niosąc transparent. ZOMO jest już na skrzyżowaniu Jachowicza i 11 Listopada, tuż obok byłej mleczarni. Robi blokadę, by pochód kilkuset osób nie przedarł się dalej do centrum.

Słoma: Ten pochód przeszedł ze 100 metrów, ale dla nas to był sukces - poszliśmy Alejami Jachowicza! W równoległym pochodzie do pierwszomajowego!

Taki sukces nie może ujść płazem. Najpierw toczy się mała bitwa o ten transparent z babcinego prześcieradła, potem Słoma, Krzysiek, Robert Kalota lądują w więźniarce. - Wywieźli nas prosto na śledczak na 1 Maja. Pamiętam, że przy mleczarni bronili nas obcy ludzie, zupełnie niezwiązani ze strukturami podziemnymi - Jacek brzmi jakby był trochę wzruszony. Pierwszy i ostatni raz w tej rozmowie.

W komendzie przesłuchanie. A po co, a na co, a dlaczego, a kto. Chłopaki milczą. Obowiązuje stara KOR-owska zasada: "Nie gadaj, nie podpisuj".

Po paru godzinach, o dziwo, są wolni.

Cejrowski

Słoma z nieco starszym od siebie Longinem Garkowskim mieli drukarnię, w której w latach 80. drukowali gazetki i ulotki opozycyjne.

- Razem z Loniem założyliśmy Tajną Komisję Zakładową Solidarności PKP w Płocku, razem wstąpiliśmy do Komitetu Obywatelskiego - wspomina Jacek. - Lonek kierował sprawami organizacyjnymi komitetu, a ja byłem od spraw propagandowych, odpowiadałem za plakaty na terenie Płocka i województwa. Po latach wyszło, że centrala Komitetu z Warszawy uznała Płock za najbardziej oplakatowane miasto w Polsce. Raz przyjechał Andrzej Celiński z grupą studentów. Myślał, że my tu w Płocku nie mamy żadnej struktury... Stanęli jak głupi, bo patrzą, a robota wre, pracujemy, aż się kurzy. Wśród tych studentów stał taki niepozorny, mały blondynek. To był Wojtek Cejrowski, wtedy się poznaliśmy.

Zatrzymanie na Podolszycach

Od stanu wojennego do pamiętnego 4 czerwca 1989 roku Słoma był zatrzymywany czterokrotnie.

Ostatnie takie zdarzenie miało miejsce w 1989 roku. Właśnie trwały obrady Okrągłego Stołu. Jacek i kilkoro innych osób z FMW i Solidarności spotkali się w mieszkaniu na Podolszycach Południe na szkoleniu prowadzonym przez Elizę Jadczak z Komisji Interwencji i Praworządności NSZZ „Solidarność” kierowanej przez Zbigniewa Romaszewskiego.  Szkolenie, dotyczyło, o ironio, zachowania podczas zatrzymań.

- Przyszli po nas jak po groźnych terrorystów - Jacek śmieje się w głos. - Zablokowana cała dzielnica, na każdym półpiętrze bloku funkcjonariusz SB i MO, z 10 radiowozów milicyjnych w gotowości, by zatrzymać pięć czy sześć osób.

Skąd wiedzieli o szkoleniu? - Była wsypa, jesteśmy pewni, że wsypał jeden z późniejszych radnych miasta ("agent manewrowy SB" ). Ale nie powiem, kto, bo nie mam na to dokumentów.

Jacek, jako wróg Polski Ludowej, ma zakaz opuszczania kraju. - Dowiedziałem się o tym dopiero kilka lat temu, gdy wystąpiłem do Instytutu Pamięci Narodowej o dokumenty na mój temat. Ocalała tylko cześć tych kwitów, bo mnóstwo zniszczono za rządów Mazowieckiego. Wśród nich zachował się zakaz wyjazdu z  PRL-u. I tak się stąd nigdzie nie wybierałem.

Krzyż Solidarności

Kilka tygodni temu w Warszawie Jacek odebrał z rąk prezesa IPN Krzyż Solidarności - jedno z najmłodszych polskich odznaczeń. Poza nim otrzymali go również Robert Dobkowski i Mariusz Nosarzewski.

Słoma: W ogóle się tego nie spodziewałem, ale koledzy z FMW pamiętali o wspólnej działalności, uargumentowali ją i któregoś dnia dostałem list z IPN-u, że prezydent Duda podpisał odznaczenie dla mnie. Od Komorowskiego bym nie przyjął, odmówiłem nawet Złotego Krzyża Zasługi.

Pół wieku na karku, a ten chodzi i chodzi

Dziś Słoma ma nie 19 lat, ale prawie 50. A wciąż, z biało-czerwoną flagą na ramieniu, jako członek Obozu Narodowo-Radykalnego maszeruje w pochodach, demonstracjach, marszach. - Dobrze powiedział Kofta o naszym pokoleniu: "Kiedyś młodzi gniewni, dziś starzy wkurwieni".

A tak bardziej elegancko: chcę doprowadzić to, co zacząłem w 1984 r. do końca.

Kiedy będzie ten koniec?

- Gdy w Polsce naczelną myślą będzie dobro tego kraju i jego obywateli. Nie Unii Europejskiej, nie Brukseli, nie Merkel, tylko Polski i Polaków. To już nie potrwa długo i jest do zrobienia. Spokojnie, w latach 80. też pukali się w głowę, mówiąc: „Obalić komunę? Wariactwo”.

 

Na zdjęciach kontrpochód pierwszomajowy, po lewej stronie Krzysztof Kowalski, po prawej Jacek Słomiński, na kolejnych - spotkanie płockiej opozycji z Jackiem Fedorowiczem. Korzystając z okazji, zwracamy się z prośbą do naszych Czytelników - jeśli macie kasetę magnetofonową z nagranym spotkaniem z Fedorowiczem, prosimy o kontakt z redakcją - organizatorom ówczesnego spotkania bardzo na tym zależy, by zachować na kkolejne pokolenia choć jeden z kolportowanych wtedy egzemplarzy kaset. Fot. Prywatne archiwum Jacka Słomińskiego. Za pomoc w dotarciu do archiwalnych zdjęć dziękuję pani Barbarze Rydzewskiej z Muzeum Mazowieckiego

 

Rozmowę z Konradem Łykowskim o wprowadzeniu stanu wojennego możecie przeczytać tutaj:

 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (13)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.