Reklama

Reklama

Prezes BCC: Za często kasa idzie pod stołem

Opublikowano: sob, 18 kwi 2015 15:18
Autor:

Prezes BCC: Za często kasa idzie pod stołem - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości - Generalnie społeczeństwo lepiej nas postrzega niż polityków czy policjantów z drogówki – mówił w Płocku Marek Goliszewski, prezes Business Centre Club. – Lepsi od nas są tylko strażacy i wojskowi. Nie jest tak źle, chociaż nawet wśród przedsiębiorców zdarzają się złodzieje.

Reklama

- Generalnie społeczeństwo lepiej nas postrzega niż polityków czy policjantów z drogówki – mówił w Płocku Marek Goliszewski, prezes Business Centre Club. – Lepsi od nas są tylko strażacy i wojskowi. Nie jest tak źle, chociaż nawet wśród przedsiębiorców zdarzają się złodzieje.

Marek Goliszewski przyjechał w piątek do Płocka z zamiarem przyznania tytułu honorowego członkostwa prezydentowi miasta Andrzejowi Nowakowskiemu, któremu akurat zdarzyła się absencja na spotkaniu. – Musiał pojechać do Urzędu Wojewódzkiego w sprawie gruntów pod obwodnicę – tłumaczył jego nieobecność wiceprezydent Jacek Terebus. Przy okazji panowie chwilę podyskutowali sobie o mieście. Goliszewski nie mógł się nadziwić zmianom.

– Przyjeżdżałem tu jeszcze jako dziecko ze swoim dziadkiem. A teraz centra handlowe, trawniki utrzymane – i chwalił zmiany. Podoba mu się zwłaszcza to, gdy samorządowcy potrafią ruszyć głową i mądrze zagospodarować środki europejskie. Jednak nie omieszkał dołożyć łyżki dziegciu. – Jako Polacy jesteśmy pracowici i solidni, ale wszystko musimy robić szybciej, póki Unia Europejska jeszcze nas wpiera – apelował biznesman. Przy okazji zadeklarował wsparcie, skoro prezydent został członkiem BCC. Organizacji, której zdarzało się już lobbować na rzecz innych miast (np. przy powstawaniu uczelni).

Jednakże zasadnicza część spotkania bardziej przypominała bolesną diagnozę niż dyskusję na temat lokalnego podwórka. Gość zaczął od zadłużenia kraju, wysokości długu publicznego. Tylko jedna reforma „zapuszczonej” energetyki wymaga dofinansowania od 3 do 4 mld zł. – Spójrzmy na płace pracownika, 52% z jej wysokości pracodawca oodaje w formie danin na rzecz Ministerstwa Finansów, co blokuje podwyżki wynagrodzeń. Siła nabywcza Polaka jest dwukrotnie mniejsza niż przeciętnego Europejczyka, mniej więcej na poziomie Rumunii i Bułgarii – wskazywał i radził, aby skupić się na zastopowaniu postępującej emigracji zarobkowej (korzyści z niej praktycznie żadnych ,jeśli weźmie się pod uwagę skalę długu publicznego) i działać na rzecz wzrostu płac.

Jednak z drugiej strony wspominał o rozrzutności przy rozdzielaniu zasiłków dla fałszywych bezrobotnych (akurat nie na Mazowszu). Podał przykład eksperymentu w Nysie Kłodzkiej, gdzie bezrobotnym zaproponowano prace przy porządkowaniu terenów zielonych za płacą przewyższającą stawkę minimalną. Zgłosiło się zaledwie 20% zarejestrowanych. Jak sądzi Goliszewski, szara strefa może dotyczyć nawet 25 % polskiej gospodarki. – Kasa idzie pod stołem, a liczba wyłudzeń dotyka uczciwych przedsiębiorców. Ludzie decydują się na rozwód tylko dla uzyskania państwowej pomocy.

Rozwiewał nadzieję na obniżkę podatku VAT. Zapewniano go w Ministerstwie Finansów, że nie było dyrektywy dotyczącej nakazu ściągnięcia jak największej ilości pieniędzy przez skarbówkę (chociaż doszło do takich działań i państwo bez wątpienia potrzebuje zastrzyku finansowego). A przynajmniej taka nie wyszła od ministra Szczurka. – Poparliśmy koncepcję, aby wątpliwości urząd skarbowy rozstrzygał na korzyść podatnika – tylko, jak dodawał, rząd zbytnio się nie kwapi do jej wdrożenia, podobnie jak z rolnikami rozliczającymi się z KRUS-em.

Krytykował również dziurawe polskie prawo, rozbuchaną administrację państwową. – Dzisiaj wszystko zależy od interpretacji prawnej urzędnika. W Płocku za swoją działalność przyznają mi medal, a w Warszawie mogą równie dobrze aresztować.

Goliszewski twierdzi także, że powinniśmy jak najszybciej przyjąć euro. – Ale póki co mamy stosunkowo tanią walutę wobec euro, dlatego Polska jest atrakcyjnym państwem do robienia interesów – oceniał przedsiębiorca. Aby jednak nie było tak miło, przypomniał, że krąży nad nami widmo odcięcia napływu kasy z Unii. Powód? Brak wykorzystania zaległych środków finansowych jeszcze z lat 2007 – 2013. I postraszył wszystkich mocniej. – Polski w unii bankowej, zrzeszającej państwa strefy euro, formalnie nie ma i to bez naszego udziału spaja się unia pierwszej prędkości - przestrzegał. - Polska jest dzisiaj w drugiej, ale jeśli nie zaczniemy działać, znajdziemy się w trzeciej.

Co do polskiego pracownika, to ten plasuje się bardzo wysoko pod względem wydajności. Tuż po Koreańczykach. – Tyle że pracując łopatą – odnosił się w ten sposób do „szalonej” szybkości wdrażania innowacji. Goliszewski uważa, że winne są temu istniejące przepisy, które po prostu zniechęcają. Twierdził, że w 2013 roku zaledwie siedem firm skorzystało z pomocy. – Reszta nie chciała dotknąć ulg, aby nie narażać się na serie kontroli.

Poruszył temat związków zawodowych. – Związkowcy mieli rację. Rząd zbyt szybko zapominał o tym, co było ustalane przy stole. W końcu tupnęli nogą i wyszli – poparł działaczy związków zawodowych akurat w tym zakresie (jednak same związki powinny być jego poza zakładami pracy) i wyjaśniał, na czym polega pomysł z radą dialogu społecznego jako projektu ustawy (z wkładem koncepcyjnym BCC). Zmiany powinny objąć m. in. kolejne uelastycznienie kodeksu pracy. – Trudno mi zaakceptować pogardliwy stosunek do umów o dzieło i zlecenia – kontynuował. – Kiedy człowiek jest głodny, potrzebuje każdej pracy. Dobrze o tym wiem, bo sam tego doświadczyłem.

Jego zdaniem, płaca minimalna hamuje zatrudnienie. – Jeśli nie ma się pieniędzy na płacę minimalną dla pracownika, to albo nie zatrudnia się nikogo, albo zatrudnia się na czarno, przez co rośnie oficjalnie bezrobocie – twierdził. Jak sądził, poprawek wymaga również prawo zamówień publicznych (aby jedynym kryterium nie była cena), prawo budowlane oraz ustawa o zagospodarowaniu przestrzennym. Czas skończyć z „dzisiejszą drogą przez mękę”. – Przedsiębiorca czeka teraz ponad rok na pozwolenie, żeby wybudować magazyn, co w w innych krajach trwa zaledwie miesiąc.

Po przedstawieniu tak długiej listy zagrożeń, szanse upatruje w stworzeniu czegoś w rodzaju konstytucji dla przedsiębiorców. Według takiego prawa działalności gospodarczej, kontrole w firmie powinny być zapowiadane i przeprowadzane raz do roku (chyba że zachodzi podejrzenie przestępstwa), a za doprowadzenie firmy do bankructwa powinna grozić odpowiedzialność majątkowa i karna. W urzędach skarbowych zaproponowano wydzielone centra dla przedsiębiorców w sprawach podatkowych. W dodatku właściciel firmy mógłby sam dokonać wyboru skarbówki, z którą miałby się rozliczać. Goliszewski wymienił jeszcze stworzenie krajowej informacji podatkowej

„Business Centre Club” istnieje od 1991 roku i zajmuje się głownie lobbingiem w sferze gospodarczej. Zrzesza wybranych przedsiębiorców. Na czele BCC od początku stoi prezes Marek Goliszewski. W Płocku, poza lożą dla pracodawców, funkcjonuje Studenckie Forum BCC.  

Czytaj też:

Fot. Portal Płock

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (18)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.