Szeroko komentowana była przede wszystkim frekwencja. W sieci opublikowano zdjęcia porównujące liczbę uczestników bawiących się pod sceną w tym roku do tej sprzed kilku lub nawet kilkunastu lat. Internauci dość licznie wymieniali swoje uwagi. Narzekali m.in. na termin kolidujący z Openerem, line-up, brak dawnych trzech scen, przesyt wydarzeń czy same warunki w mieście.
Te głosy postanowiliśmy skonfrontować z organizatorem PHHF, Marcinem Siwkiem. Porozmawialiśmy o tym, jak wygląda planowanie i promocja tak dużego przedsięwzięcia, jakie są ograniczenia naszego miasta, czym charakteryzuje się dzisiejsza branża eventowa i w jaki sposób Polish Hip-Hop chce przyciągać uczestników. Wreszcie - zapytaliśmy, czy festiwal zostanie w Płocku.
Emocje po 12. edycji Polish Hip-Hop Festival już nieco opadły, więc myślę, że możemy podsumować to, co się tam działo. Jak wyglądała impreza w tym roku? Wszystko poszło zgodnie z planem?
Festiwal przebiegł tak, jak go zaplanowaliśmy. Najważniejsze jest to, że było bezpiecznie, produkcyjnie wszystko zagrało, a uczestnicy obecni na festiwalu dobrze odebrali tegoroczną edycję. Do tego osiągnęliśmy bardzo dobre wyniki promocyjne i z tych wskaźników jesteśmy naprawdę zadowoleni.
A co z frekwencją? Wiecie już, ile osób bawiło się w tym roku nad Wisłą?
Nie będziemy tutaj czarować, że mieliśmy spektakularną frekwencję. Trzeba jednak wziąć pod uwagę to, co dzieje się dziś na rynku wydarzeń. Tych imprez jest bardzo dużo, a spadki frekwencyjne widać praktycznie wszędzie. Oczywiście są wyjątki, ale dziś trudniej jest nie tylko mniejszym wydarzeniom, ale też tym największym i najlepiej promowanym.
Co do konkretnej liczby uczestników, jesteśmy jeszcze na etapie końcowego podsumowania wydarzenia, dlatego nie chciałbym podawać niepełnych danych przed zamknięciem wszystkich kanałów sprzedaży i rozliczeń.
Mówisz, że w branży nie jest łatwo, ale wielokrotnie słyszymy, że - co by nie mówić - wyzwaniem jest też lokalizacja. Płock ma pewne ograniczenia, których nie da się przeskoczyć, jak chociażby baza noclegowa. Być może są też jeszcze inne, o których nie wiemy?
Nie chciałbym narzekać, bo to my podejmujemy decyzję, że organizujemy ten festiwal właśnie w Płocku. Oczywiście są wyzwania. Baza noclegowa i połączenia komunikacyjne to tematy, o których mówi się od lat. Przeprowadzka Audioriver tylko bardzo mocno pokazała, że ten problem istnieje. Z drugiej strony jesteśmy firmą z Płocka. Tu zaczynaliśmy, tutaj rośliśmy razem z festiwalem i zrobimy wszystko, żeby nadal go tutaj organizować. Po prostu jesteśmy stąd i chcemy, żeby w Płocku działy się duże rzeczy.
Część organizatorów zwraca uwagę na komunikację z władzami miasta. Jak ona przebiega w waszym przypadku? Czy były jakieś propozycje rozwiązania tych problemów?
Jeśli chodzi o komunikację z miastem, nie możemy narzekać. Przedstawiciele miasta nas słuchają i szukają rozwiązań tam, gdzie jest to możliwe. Przykładem jest chociażby tegoroczna współpraca z Agencją Rewitalizacji Starówki, która została partnerem przestrzeni festiwalowej.
Trzeba jednak jasno powiedzieć, że część problemów ma charakter systemowy. Miasto nie rozwiąże z dnia na dzień kwestii bazy noclegowej czy dużych połączeń komunikacyjnych. To są sprawy, których nie da się załatwić jedną decyzją. Rozmowy jednak są, a my na bieżąco staramy się podejmować takie kroki, jakie są realne.
Myślę, że do takich kroków można zaliczyć nowy format Urban Takeover, który w tym roku wprowadziliście. Na czym on dokładnie polegał?
Naszym planem była rozbudowa imprezy o nowe aktywności i nowe przestrzenie. Chcieliśmy wyjść poza zamknięty teren festiwalu i dotrzeć nie tylko do osób, które miały bilety na koncerty.
Dlatego pojawiły się trzy nowe strefy: Ink The City, City Flex Market i Miejskie Perły. Wszystkie były dostępne za darmo. To był ważny element tegorocznej edycji, bo festiwal to nie tylko koncerty, DJ-e i występy na żywo. To też kultura miejska, tatuaż, motoryzacja, moda uliczna i niezależni projektanci.
Cały czas analizujemy rynek i szukamy takich kierunków, które pozwolą rozwijać festiwal, a jednocześnie sprawią, że będzie on jeszcze bardziej obecny w mieście.
Skoro mówimy już o promocji - jak dzisiaj promuje się tego rodzaju wydarzenia? Domyślam się, że kluczową rolę odgrywają social media, chociaż to pewnie nie jedyny kierunek.
Promocja bardzo się zmieniła. To nie jest już tylko plakat, billboard i post na Facebooku. Dzisiaj mówimy o kampaniach digitalowych, social mediach, influencerach, contencie video i bardzo precyzyjnym docieraniu do konkretnych odbiorców.
W tym roku mocno postawiliśmy właśnie na ten kierunek i z efektów jestem naprawdę zadowolony. Było nas widać w mieście, poza miastem i w regionie. Mieliśmy dużą kampanię radiową, outdoorową i mocną obecność w social mediach. Te wartości wystrzeliły nam w porównaniu do poprzednich lat i z perspektywy promocji był to dla nas bardzo dobry rok.
Mimo wszystko w internecie pojawiło się naprawdę sporo krytycznych głosów. Pominę już kwestię line-upu, bo w tym przypadku zawsze będzie grupa, której artyści podpasują i ta, której nie podpasują, ale znaczna część zwróciła uwagę na mniejszą frekwencję. Sporo sugestii dotyczyło terminu. Kiedyś PHHF był na początku sierpnia, teraz jest na początku lipca i niektórzy wspominają, że ta data w pewien sposób "koliduje" chociażby ze wspominanym już dziś Openerem. Dlaczego zdecydowaliście się przenieść festiwal na sam początek wakacji?
My oczywiście bardzo uważnie słuchamy opinii uczestników, analizujemy je i wyciągamy wnioski, bo to pomaga nam w pracy nad festiwalem. Jednocześnie trzeba pamiętać, że internet często upraszcza pewne tematy, a nie każdy ma pełną wiedzę o tym, ile czynników wpływa na organizację takiego wydarzenia.
Termin to nie jest przypadkowa decyzja. Wpływa na niego dostępność artystów, infrastruktury, ekip technicznych, sprzętu, a nawet pogoda. Co roku z dużym wyprzedzeniem analizujemy też modele pogodowe i warto zauważyć, że przez dwanaście lat zawsze mieliśmy bardzo dobre warunki.
Można oczywiście napisać, że kolidujemy z Openerem, ale wcześniej w sierpniu pojawiał się podobny argument w kontekście Pol’and’Rocka, a mimo to budowaliśmy coraz większą frekwencję. Moim zdaniem to nie jest kluczowy argument, bo każda z tych imprez ma jednak trochę inną publiczność.
Ludzie wspominali też o rezygnacji z kilku scen. Co na to wpłynęło?
Mieliśmy dwie sceny. Jedna była sceną główną, a druga sceną soundsystemową, na której również odbywały się koncerty.
Decyzja o postawieniu na jedną główną scenę była świadoma i wynikała z tego, co dzieje się dziś na rynku. Bardzo mocno wzrosły honoraria artystów, koszty produkcji, techniki, infrastruktury i całej obsługi wydarzenia. Organizacja festiwalu tej skali to dziś naprawdę kilkumilionowe koszty.
Mimo tego zaprosiliśmy ponad 30 artystów, kilkunastu Dj’ów, stworzyliśmy aktywności miejskie i postawiliśmy na dobrą jakość występów oraz produkcji. Woleliśmy zrobić mniej przestrzeni, ale utrzymać odpowiedni poziom tego, co pokazujemy uczestnikom.
"Kilkumilionowe koszta" to bliżej 5 czy 10 mln zł?
Mówimy o kosztach liczonych w wielu milionach złotych. Dokładnych kwot nie chcielibyśmy ujawniać, ale organizacja wydarzenia tej skali jest dziś zdecydowanie droższa niż jeszcze kilka lat temu.
Domyślam się jednak, że chodzi o naprawdę niemałe pieniądze. W internecie przeczytałam jeszcze jeden komentarz, gdzie sugerowano, że gdy w Płocku odbywał się Audioriver, to i u was frekwencja była wyższa, bo więcej ludzi przyjeżdżało, a niektórzy zostawali z czystej ciekawości. Mogło mieć to jakieś pokrycie w rzeczywistości?
Raczej nie patrzyłbym na to w ten sposób. To były po prostu inne czasy. Audioriver miał wtedy inną pozycję, my też funkcjonowaliśmy na innym rynku, a konkurencja festiwalowa była zdecydowanie mniejsza.
Dzisiaj rynek jest bardzo mocno nasycony wydarzeniami. Ludzie mają ogromny wybór, a każdy organizator musi dużo mocniej walczyć o uwagę uczestnika. Dlatego moim zdaniem większe znaczenie ma obecna sytuacja na rynku niż to, czy w Płocku odbywał się wtedy jeszcze inny duży festiwal.
Jeśli spojrzymy na festiwalową mapę Polski, to faktycznie jest tego sporo. Wracając jeszcze na moment do tematu nowości - zorganizowaliście w tym roku akcję Polish Hip Hop x Alandżers, która moim zdaniem zasługuje na uwagę. Widziałam, że udało się zaangażować w nią praktycznie wszystkich artystów, była też oddzielna skarbonka PHHF. To pierwsza tego rodzaju inicjatywa?
Na pewno była to pierwsza akcja na taką skalę. Podczas ostatnich dwóch edycji też wspieraliśmy Alana i umożliwialiśmy kwestowanie, ale teraz chcieliśmy zrobić coś więcej.
W tym miejscu trzeba wspomnieć o Arturze Stanowskim z Orlen Wisły Płock, który zaprosił nas do dołączenia do drużyny. Po analizie uznaliśmy, że samo symboliczne dołączenie to za mało. Chcieliśmy wykorzystać nasze zasięgi i pokazać, że Polish Hip-Hop Festival może być dużą platformą do działań prospołecznych.
Od początku zależało nam jednak na tym, żeby ta inicjatywa nie była kojarzona wyłącznie z festiwalem. Dlatego ze skarbonki zniknęła już nazwa Polish Hip-Hop Festival i została jedynie informacja o tym, gdzie ta akcja się rozpoczęła. Chcemy, żeby była uniwersalna i mogła żyć przez cały rok.
Mamy szerokie kontakty i chcemy je wykorzystać, żeby sukcesywnie angażować kolejne osoby, docierać do nowych środowisk i sprawić, by historię Alana poznało jeszcze więcej ludzi. Wokół tej akcji udało się stworzyć naprawdę wyjątkową społeczność i bardzo nas to cieszy. Obiecaliśmy rodzicom Alanka, że drużyna Alandżers nie zniknie po zakończeniu festiwalu. Mamy pomysł, jak rozwijać tę inicjatywę i na pewno będziemy dalej wspierać zarówno Alana, jak i jego rodziców w tej nierównej walce.
Na sam koniec muszę o to zapytać, by rozwiać wątpliwości, które zdążyły już powstać. Powtarzałeś dziś, że czujecie się mocno związani z Płockiem. Czy mimo to były kiedykolwiek plany albo przynajmniej myśli, żeby przenieść festiwal z Płocka gdzieś indziej?
Oczywiście, że takie rozmowy czy przemyślenia pojawiały się przez te wszystkie lata, bo przeniesienie wydarzenia do większego miasta z automatu daje dostęp do większego rynku. To jest naturalne, że organizator analizuje różne scenariusze. Ale jesteśmy z Płocka i zawsze powtarzamy, że Polish Hip-Hop Festival to Płock. Tu się urodziliśmy, tu dorastaliśmy jako festiwal i dziś nie widzimy powodów, żeby to zmieniać.
Komentarze (0)